Zagraniczne wpływy NGO-sów w Czechach zostaną ukrócone? Jest projekt ustawy!

0
0
Zdjęcie ilustracyjne.
Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay

W czeskim parlamencie pojawił się projekt ustawy, nakładający na organizacje pozarządowe otrzymujące finansowanie z zagranicy obowiązek publicznej rejestracji, co wywołało polityczną burzę dotyczącą suwerenności i wpływów zewnętrznych w krajowej debacie politycznej.

Projekt został zaprezentowany przez Jindřicha Rajchla, przewodniczącego i jedynego parlamentarzystę narodowo-konserwatywnej partii Právo Respekt Odbornost (PRO). Według gazety "Seznam Zprávy", w przygotowaniu projektu brała udział doradczyni premiera Andreja Babiša ds. wolności słowa - Natálie Vachatová - wraz z parlamentarzystami z współtworzących obecny czeski rząd partii ANO, Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) - z list której startowała partia PRO - jak również formacji Kierowcy dla Siebie.

Projekt przewiduje nałożenie na organizacje mające powiązania zagraniczne lub otrzymujące wsparcie finansowe z zagranicy obowiązek ujawnienia źródła tych środków w publicznym rejestrze.

Inicjatywa ta wywołała już zaciekłą walkę między blokiem suwerenistycznym a liberalną opozycją i grozi konfliktem z Brukselą w tej sprawie. Zdaniem Rajchla, projekt wprowadza elementarną przejrzystość w życiu publicznym. Jego argument jest prosty: jeśli organizacja angażuje się w debatę polityczną, medialną lub społeczną w danym kraju, otrzymując jednocześnie pieniądze z zagranicy, obywatele mają prawo o tym wiedzieć.

Krytycy projektu zareagowali zgodnie ze znanym schematem, mówiąc o tendencjach autorytarnych, ataku na społeczeństwo obywatelskie oraz naśladowaniu modeli węgierskiego i rosyjskiego. Rajchl z kolei jako wzór wskazuje amerykańskie przepisy dotyczące agentów zagranicznych, znane jako FARA.

Inicjatywa wpisuje się w nasilające się w wielu krajach Europy Środkowej przekonanie, że na suwerenność coraz większy wpływ mają nie tylko naciski dyplomatyczne czy gospodarcze, ale także finansowane z zagranicy sieci aktywistów działające pod szyldem „społeczeństwa obywatelskiego”.

Z tej perspektywy problemem nie jest samo istnienie organizacji pozarządowych, ale fakt, że niektóre z nich działają jako narzędzia służące zewnętrznym interesom ideologicznym lub geopolitycznym, nie zapewniając przy tym przejrzystości odpowiadającej ich rzeczywistemu znaczeniu politycznemu.

Kiedy Węgry wprowadziły podobne przepisy dotyczące przejrzystości w ramach ustawy o obronie suwerenności, kraj ten stanął w obliczu długotrwałej batalii prawnej z instytucjami europejskimi – w tym samym czasie, gdy Unia finalizowała prace nad własnym, bardzo podobnym pakietem dotyczącym obrony demokracji. Gruzja spotkała się z jeszcze większą presją po przyjęciu własnej ustawy o wpływach zagranicznych – co było jednym z czynników, które doprowadziły do zamrożenia procesu jej przystąpienia do UE. UE często ostrzega przed ingerencją zagraniczną, ale reaguje ostro, gdy rządy próbują kontrolować międzynarodowe finansowanie organizacji pozarządowych.

Walka ta nie ma zatem wyłącznie charakteru prawnego. Jest głęboko polityczna i kulturowa. Z jednej strony stoją ci, którzy twierdzą, że liberalna demokracja potrzebuje silnego społeczeństwa obywatelskiego, nawet jeśli otrzymuje ono wsparcie z zagranicy. Z drugiej strony są ci, którzy uważają, że to „społeczeństwo obywatelskie” przestało być neutralne i przekształciło się w transnarodową infrastrukturę wpływów, często bliższą Brukseli niż krajowym wyborcom.

Źródło: intellinews.com, europeanconservative.com

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną