We wrześniu 2017r. Prezydent RP Andrzej Duda był z oficjalną wizytą w Kazachstanie.  

Jako korespondentka opozycyjnej kazachskiej gazety akredytowana przez polski MSZ od 10 lat, zgłosiłam się do kancelarii Prezydenta z prośbą o akredytacje.

W cywilizowanym świecie przyjęte jest, że Prezydent na oficjalną wizytę zabiera zagranicznych dziennikarzy ze sobą, a tym bardziej z tego kraju, do którego jedzie. Przykładowo Prezydentowi Trumpowi w czasie wizyty w Polsce towarzyszyli polscy dziennikarze akredytowani w USA.

Ale odmówiono mi akredytacji bez podania przyczyn ani jakichkolwiek wyjaśnień.

Ograniczenie swobód politycznych i wolności słowa, areszty i więzienia przeciwników władzy, brak niezawisłego sądownictwa, wszechobecna korupcja – to jest dzisiejszy Kazachstan.

W Kazachstanie naród nie zgadza się z polityką obecnej władzy, są protesty robotników, są fale samobójstw młodych ludzi, represje wobec zwykłych obywateli wychodzących na pokojowe mitingi.

Ani jedne dotychczasowe wybory, zarówno parlamentarne jak i prezydenckie, nie zostały uznane przez społeczność międzynarodową za wolne i demokratyczne.

Wizyta Prezydenta dużego europejskiego państwa jak Polska była bardzo potrzebna dyktatorowi Kazachstanu Nazarbajewowi i nobilitowała go w oczach własnego narodu i demokratycznego świata.

Komu mogła przeszkadzać moja obecność w czasie wizyty polskiego Prezydenta w Kazachstanie? Wiadomo dyktatorowi Nazarbajewowi. Tylko dlaczego było to realizowano polskimi rękami?

Ta wiadomość, że odmówiono mi akredytacji, wywołała poruszenie i wielki smutek w środowisku opozycji w Kazachstanie.

Zwróciłam się z pismem do Pana Prezydenta Andrzeja Dudę o interwencję i umożliwienie mi udziału w wizycie do Kazachstanu. Ale nie otrzymałam odpowiedzi.

 

Balli Marzec