Chodzi o filmik pt. „Frazes jest u nas bardziej ceniony niż coś realnie wykonanego! – Stanisław Michalkiewicz”, który został zamieszczony n na kanale ASME w dniu 21 kwietnia 2019 roku. Zawiera on odpowiedź Stanisława Michalkiewicza na pytanie jednego ze słuchaczy na jakimś wykładzie.

W wypowiedzi Michalkiewicza zbulwersowały mnie trzy kwestie.

W tym materiale poruszę jedną.

Pytanie postawione Michalkiewiczowi było następujące (cytuję dosłownie): „Zgodnie z 4 art. Konstytucji zwierzchnia władza należy do narodu, który wybiera swoich przedstawicieli i tu proszę Pana o komentarz czy rzeczywiście ten naród polski w tej fazie, jaką my sobie wyobrażamy, jeszcze istnieje, jeśli wybiera takich przedstawicieli jak wymieniona przez Pana Anna Grodzka czy podobnych...?”.

A oto stosowny fragment wypowiedzi Michalkiewicza: „Z tego, że ludzie wybierają na prawodawców swojego kraju osoby nieodpowiednie, to z tego nie można wyciągnąć wniosku, że narodu nie ma. Tylko on po prostu jest lekkomyślny. (...) Otto Magnus von Stackelberg w liście do Katarzyny, w raporcie do Katarzyny, napisał tak, że wolność polska zawsze manifestowała się w sferze imaginacji i przyzwyczaiła ten naród do kultu działań pozornych. Proszę zwrócić uwagę na to, że u nas frazes jest bardziej ceniony niż coś takiego realnie wykonanego, frazes jest bardziej ceniony. Rzeczywiście tego powinniśmy się oduczyć. Naród polski ma rozmaite zalety, naprawdę i to takie ważne, ale ma też pewne takie właściwości, które sprzyjają temu, że jest ogrywany przez innych. No i teraz artykuł 4. To ładnie to wygląda. Jak to w praktyce? Przecież naród nie zbiera się w jednym miejscu w jednym czasie, a nawet jakby się zebrał jakimś cudem no to przecież nie mówi jednym głosem. Jedni chcą tego drudzy tamtego. Która opinia jest reprezentatywna. Czy o jakiejś opinii możemy powiedzieć: naród tak zdecydował. Mamy dwa rozwiązania: albo przedstawicielstwo albo referendum”.

Moim zdaniem, i nie mam tu żadnych wątpliwości, w tej wypowiedzi Michalkiewicza kryje się,w zawoalowanej formie, przesłanie, że pojęcie narodu jest pustym pojęciem, jest tylko „frazesem”, że w istocie nie ma nic takiego jak naród. Michalkiewicz w związku z tym wyjaśnia co słowo naród „faktycznie” może oznaczać. Stwierdza więc, że oznacza ono tylko zbiór żyjących w danym momencie czasu w danym kraju ludzi. W Polsce zatem, w jego ujęciu, naród to wzięci razem zwolennicy PO, PiS, SLD, Wiosny, Konfederacji itp., to wzięci razem Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Niemcy itd.

Michalkiewicz stosuje tu taką samą definicję narodu, do jakiej odwołuje się obowiązująca obecnie w Polsce konstytucja, w której preambule czytamy: „My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”.

Warto w tym momencie odwołać się do opublikowanego w piśmie naukowym o nazwie „Studia Iuridica Lublinensia (2014, nr 22) artykułu autorstwa Waldemara J. Wołpiuka pt. „Naród jako pojęcie konstytucyjne”. Z artykułu tego dowiadujemy się, że w obowiązującej obecnie w Polsce konstytucji słowo „naród” użyte jest faktycznie w znaczeniu jakie mają słowa „społeczeństwo obywatelskie”, a to ze względu na „życzenie” i prawodawstwo Unii Europejskiej.

Czyżby Michalkiewicz używał w swoich wypowiedziach i myśleniu słowa „naród” tylko w takim znaczeniu jakiego życzy sobie Unia Europejska?

Jeśli przez naród rozumie się tylko ogół obywateli to pojęcie narodu jest frazesem.

Takie jednak rozumienie słowa naród, które jest niewłaściwe i nieprawdziwe ujawnia swoją absurdalność choćby w trakcie lektury art. 35 obowiązującej obecnie w Polsce konstytucji , który brzmi: „1. Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury; 2. Mniejszości narodowe i etniczne mają prawo do tworzenia własnych instytucji edukacyjnych, kulturalnych i instytucji służących ochronie tożsamości religijnej oraz do uczestnictwa w rozstrzyganiu spraw dotyczących ich tożsamości kulturowej”.

Jeżeli narodem są wszyscy obywatele to jak można mówić o mniejszościach narodowych?

W świetle takiego ujęcia narodu takie pojęcia i sformułowania jak stronnictwo narodowe, obóz narodowy, narodowa demokracja, miłość do narodu (czy inaczej, choćby w ujęciu o. Jacka Woronieckiego, nacjonalizm), tożsamość narodowa, służba narodowi, wynarodowienie nie mają żadnego sensu.

Jestem ciekawy jakby Stanisław Michalkiewicz skomentował taki fragment programu Stronnictwa Narodowego z okresu międzywojennego: „Stronnictwo Narodowe służy dobru narodu jako całości dziejowej. Ta służba narodowi całemu góruje nad zadowoleniem roszczeń klas, zawodów i jakichkolwiek ugrupowań”.

Jestem również ciekawy jakby skomentował zdania: „Państwo Polskie jest wyrazem dążeń dziejowych Narodu”; „Ustrój państwa powinien wypływać z ducha i potrzeb Narodu”.

W Polsce władza zwierzchnia powinna należeć do Narodu polskiego (por. art. 4 konstytucji) a poseł powinien być przedstawicielem Narodu, a nie kimś kogo wiążą instrukcje wyborców (por. art. 104 punkt 1).

Co to by jednak oznaczało?

Naród polski właściwie rozumiany to nie jest jakieś jedno pokolenie zamieszkujące dane ziemie w jakimś momencie, pokolenie, które reprezentuje dowolne poglądy i wartości, które kierując się swoim „widzi mi się”może zrobić wszystko, co chce z ziemią, majątkiem (w tym dziełami kultury) i zastaną przez siebie kulturą, które otrzymał przez poprzednie pokolenia do dyspozycji.

Naród polski, jak można to zresztą wyczytać z przytoczonych wyżej fragmentów programu międzywojennego Stronnictwa Narodowego, to pewna dziejowa całość (tych, którzy byli Polakami, są Polakami i tych, którzy, jako Polacy, pojawią się na tej ziemi w przyszłości).

Każde pokolenie przyjmuje i ma obowiązek zachowywać, pielęgnować i pomnażać to dziedzictwo, tak by przyszłe pokolenia otrzymały i je pielęgnowały i pomnażały – by naród trwał i się rozwijał, by jego idee, wartości, wiara i kultura – to, co stanowi o jego sensie i tożsamości, się zachowały.

W takim kontekście stwierdzenia, że władza zwierzchnia należy do Narodu, że poseł reprezentuje Naród oznaczają, że ta władza i ci posłowie realizują „dążenia dziejowe Narodu” i tworzą to, co „wypływa z ducha i potrzeb Narodu”.

W takim kontekście wola większości danego pokolenia, nawet wyrażona w referendum, powinna zostać przez „władzę zwierzchnią” (która należy do narodu), przez posłów (którzy reprezentują naród) zignorowana, gdy ta większość godzi w interes narodowy czy wartości narodowe, gdy np. chce oddać część terytorium (czy bogactwa narodowych) obcemu państwo czy zamierza doprowadzić do tego, że państwo polskie utraci niepodległość, czy zgadza się na zabijanie dzieci nienarodzonych.

Skąd władza zwierzchnia, posłowie maja wiedzieć jakie są „dążenia dziejowe Narodu” i co „wypływa z ducha i potrzeb Narodu”. To powinno być elementem ich formacji czymś co kształtuje ich sumienia i poprzez nie jest decydującym czynnikiem przy podejmowaniu politycznych decyzji. Oczywiście dobrze (najlepiej) by było, by było to również wpisane w polską konstytucję.

Powróćmy do pytania słuchacza: czy naród polski jeszcze istnieje?

Mogę zgodzić się z Michalkiewiczem, że wielu ludzi w Polsce jest lekkomyślnych.

Kiedy jednak kończy się lekkomyślność, a zaczyna się wynarodowienie?

Kiedy kończy się lekkomyślność, a zaczyna się zdrada narodowa?

To, co dzisiaj dzieje się w Polsce, to co z nią się wyrabia, jak się ją niszczy (nie tylko w porządku gospodarczym, ale również kulturowym i moralnym) wyprzedaje za bezcen, oddaje obcym we władanie można już nazwać tylko zdradą lub efektem skrajnego wynarodowienia.

Zgoda na takie działania nie może być nazywana tylko lekkomyślnością.

Ilu w Polsce zostało jeszcze Polaków? Jak liczny jest naród polski?

Ilu żyje w naszym kraju ludzi, których dusze i umysły scudzoziemczały, którzy myślą tylko o sobie i swoich interesach i zgodzą się na wszystko, nawet na zniszczenie Ojczyzny, unicestwienie narodu, gdy im się wydaje, że to im się opłaca?

W I Rzeczpospolitej naród polski to był naród szlachecki i on rządził. Liczył 10-15 % populacji.

Dziś w Polsce naród liczy być może tyle samo (podejrzewam, że jednak o wiele mniej), tylko teraz nie on rządzi.

Dalej jednak słowo naród nie jest „frazesem”, naród nie jest zbiorem wszystkich obywateli Polski, ale jest sobą i wierzę w to, że przetrwa i że obudzi tych, których Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński nazywał „dziećmi narodu polskiego” (tych, którzy Polakami już nie są, choć ich potomkowie Polakami byli).

Na koniec powtórzyłbym jeden z fragmentów wypowiedzi Michalkiewicza: „Proszę zwrócić uwagę na to, że u nas frazes jest bardziej ceniony niż coś takiego realnie wykonanego, frazes jest bardziej ceniony. Rzeczywiście tego powinniśmy się oduczyć”.

Nie mogę się zgodzić z takim ujęciem. Ująłbym to tak: u nas zawsze wartości i ideały były ważniejsze niż mamona, prawda i dobro były ważniejsze niż interes gospodarczy, Bóg i Jego Matka byli ważniejsi niż polityczne sukcesy i wszystko inne.

Nie mogę się też zatem zgodzić z tym, co Stanisław Michalkiewicz napisał o Matce Bożej Królowej Polski i królowaniu Chrystusa w Polsce, ale o tym już w następnym materiale.

Stanisław Krajski