I to prawda, że wielu patologiom winni są właśnie kupujący, ale dzięki raportom carVertical teraz ci, którzy chcą kupować rozsądnie, mogą to zrobić, zwalczając kilka mitów.

Pokolizyjny czy powypadkowy?

Nie oszukujmy się: w zasadzie wszystkie samochodu używane mają już za sobą jakąś historię. Niech pierwszy rzuci w szybę kamieniem ten, kto nigdy nie spotkał się na parkingu ze złośliwym słupkiem, krzywo postawionym autem sąsiada, albo otwierając drzwi nie rąbnął nimi w ukrytą przed wzrokiem betonową donicę. Tylko że te problemy nie wpływają negatywnie na wartość auta: wgięta blacha czy porysowany lakier mogą zostać łatwo, szybko i tanio naprawione. Co innego, jeśli było to spotkanie z barierką na autostradzie albo boczne uderzenie na skrzyżowaniu: wizualnie też da się to uładzić, ale takie zdarzenia mogą mieć poważne następstwa. Jak w tym przypadku pomaga raport? Zdjęciami i historią zgłoszonych szkód. Jeśli zdjęcia są w porządku, szkód nie zgłoszono, a miernik pokazuje ślady lakierowania lub napraw blacharskich, to zapewne chodzi tylko o drobną stłuczkę. Jeśli jednak w ogłoszeniu jak byk stoi „bezwypadkowy”, a na zdjęciach widać bezładną grudę metalu, to coś tu jest zdecydowanie nie tak. Dobry raport VIN pomoże więc odróżnić całkiem dobry samochód po kolizji, od bezwartościowego gruzu po wypadku.

Przebieg? 200 tysięcy. Jak wszystkie.

Skoro kupujący chcą aut z niskim przebiegiem, to sprzedający takie „wyprodukują”. Nie ma problemu. Sęk w tym, że większość starszych samochodów bez większych problemów zrobi 400, 600 tysięcy, a czasem i milion kilometrów. I takich aut nie należy się bać. Większym problemem jest cofnięty licznik. Dlaczego? Bo nie można mieć pewności, czy był cofnięty tylko raz, czy może przed każdym zapisem. Nie można mieć pewności ile mu ubyło, a więc też które elementy eksploatacyjne właśnie dogorywają. Autentyczny przebieg pozwala opanować planowe serwisy, a cofany jest nieprzyjemną niespodzianką. I wielu użytkowników już o tym wie. Oni szukają samochodów z autentycznym przebiegiem, a bez raportów nie mają szans ich znaleźć. Według różnych szacunków cofanych jest nawet 80% liczników w autach używanych. I nie chodzi nawet o to, żeby unikać przekręconych aut – ważniejsza jest wiedza na temat faktycznego stanu.

Jak to było z tymi serwisami?

CarVertical ma jedną ciekawą sekcję w raporcie: planowane wymiany i naprawy. Jeśli do tego uda się zdobyć albo raport z historii napraw, albo wiarygodną książkę serwisową, to można oszacować, w jakim punkcie tej drogi auto się znajduje. Co było zrobione i jaki był tego efekt? Jakie będą następne akcje i na jakie wydatki w związku z tym trzeba się przygotować. To kolejny mit: ważność historii napraw. Nie. Jeśli nie ma żadnego niezależnego źródła, które potwierdzi przynajmniej kilka wizyt warsztatowych wstecz, to nie ma też powodu, żeby wierzyć w listę napraw przedstawioną przez właściciela. A wizyty w dobrych serwisach to też dodatkowa okazja do uwierzytelnienia przebiegu samochodu. Kto więc chce kupić auto świadomie, ma dodatkową broń, a kto chce sprzedać samochód ze sfałszowaną historią, może mieć pewność, że przynajmniej część zainteresowanych sprawdzi sobie to w raporcie i albo odstąpi od zakupu, albo przynajmniej przyjedzie na oględziny z twardym powodem do sensownej negocjacji ceny.

Dobre raporty VIN pozwalają kupować świadomie i odkrywają niektóre mity dotyczące zakupu używanego auta. Być może też w dłuższej perspektywie przyczynią się do wzrostu świadomości klientów, którzy zrozumieją, że garażowanie, serwis w ASO i prowadzenie przez kobietę to naprawdę dziś marne argumenty uzasadniające wysoką cenę.