Ale nie tylko starożytności śródziemnomorskie wyznaczały szlak rodzimej archeologii. Ważnym jej zadaniem było i jest odczytywanie przeszłości naszego kraju. Jasnym punktem na mapie osiągnięć stało się odkrycie Biskupina. Warto o nim przypomnieć. Początkiem wszystkiego był list, jaki w roku 1933 miejscowy nauczyciel Walenty Szwajcer wysłał do profesora Józefa Kostrzewskiego z Poznania, badacza prahistorii ziem polskich. Zawiadamiał, że na Jeziorze Biskupińskim widać fragmenty jakiejś zapewne prastarej budowli. Tak zaczęła się jedna z najbardziej niezwykłych archeologicznych przygód. Na czele wykopalisk stanął asystent profesora, Zdzisław Adam Rajewski. Przystąpiono do usuwania grubej warstwy torfu i mułu. Tydzień po tygodniu – i oto przed oczami archeologów zaczęła wyłaniać się świetnie zachowana ziemno-drewniana praosada obronna, datowana na około 2700 lat.

Zajmowała ona powierzchnię aż 20 tys. metrów kwadratowych. Od zalewania przez wodę chronił częstokół z 35 tys. dębowych pali! Drugim, solidnym zabezpieczeniem był wysoki do 6 metrów wał, zbudowany z dębowych skrzyń wypełnionych ziemią. Osada miała 11 ulic wzdłuż których stało ponad 100 domów. Mogło ją więc zamieszkiwać aż kilkuset ludzi. Nie były to, jak można by mniemać, małe prymitywne chaty. Niektóre z nich dochodziły do 80 metrów, wszystkie miały dwa pomieszczenia. W jednym, będącym rodzajem przedsionka trzymano zwierzęta, w drugim, wyposażonym w palenisko mieszkali ludzie. Od wilgoci chroniła porządna drewniana podłoga, izolowana od spodu warstwami faszyny i gliny z piaskiem. Spano na ustawionych wzdłuż ścian łożach.

Nieźle zagospodarowana była zresztą cała osada. Wyłożone drewnianymi bierwionami, szerokie na 3 metry ulice prowadziły do okrężnicy, głównej arterii komunikacyjnej biegnącej wzdłuż wału obronnego. Wyspę łączył z lądem długi 120-metrowy most, zwieńczony wysoką wieżą obserwacyjną. Przy bramie wjazdowej istniało centrum handlowo-usługowe z młynem, wędzarnią, dziegciarnią, pracowniami garncarskimi i warsztatem bursztyniarskim.

Biskupin to niewątpliwie perła w koronie archeologii, dowód za wysoką organizację ówczesnego społeczeństwa. Mimo że od tamtej pory łopaty poszukiwaczy jeszcze nie raz zagłębiały się w ziemię, odkrycie osady na jeziorze do dziś stanowi niedościgniony wzorzec.

Praca archeologów, często wymagającą benedyktyńskiej cierpliwości miała i ma dla dziejów kraju znaczenie nieprzecenione. I chociaż, szczególnie w ostatnich latach, mnożą się gromady rozmaitych domorosłych poszukiwaczy amatorów, jedynie fachowe wykopaliska mogą dopisać do nich kolejną kartę. Bo amatorzy, jak to amatorzy; często szukają na ślepo, niszcząc delikatną tkankę wykopu, co uniemożliwia datowanie znalezisk. Sprawy te regulują wprawdzie określone przepisy, ale ktoś, kto szuka „skarbów” potrafi prawo zręcznie omijać. Swego czasu sporo opowiadał mi o tym kierownik Pogotowia Archeologicznego, dr. Jerzy Głosik, autor fascynujących książek:” Zapiski biskupińskie” i „Pościg za skarbami”.

        Jeżeli to krótkie przypomnienie chwały polskich archeologów kogoś zainteresowało, polecam też prace Zdzisława Skroka: „Na tropach archeologicznych tajemnic Mazowsza” i „Rodowód z głębin ziemi”. Można je, mam nadzieję, odnaleźć w antykwariatach.

Zuzanna Śliwa