Po jednej stronie rzeki stacjonowały wojska syryjskie, na drugiej byli Amerykanie i Kurdowie. Obie strony walczyły z ISIS i nie wchodziły sobie w drogę. Amerykanie w porę dostrzegli ruchy kolumny, zorientowali się, że mówią po rosyjsku, przeszły rzekę i idą w kierunku pola gazowego, które należy do amerykańskiego koncernu. Pod osłoną nocy czołgi najemniczej kolumny rozpoczęły atak. Na pomoc wezwano amerykańskie lotnictwo, które rozniosło napastników. Zorientowano się, że napastnikami byli rosyjscy napastnicy przebrani za żołnierzy syryjskich i szyicką milicje. Kreml się do niczego nie przyznał, mówiąc, że była to niewielka grupa obywateli rosyjskich, którzy znaleźli się na tym terenie prywatnie. Wkrótce okazało się, że napastnicy to prywatna armia najemników tzw. grupa Wagnera.

Wagner to pseudonim Dimitrija Utkina zafascynowanego Hitlerem. Utkin do 2013 roku był oficerem rosyjskiego Specnazu. W tym też roku zaczął formułować swój oddział najemników pod przykrywką oficjalnie działającej firmy Moran Security Group, zajmującej się ochroną statków handlowych. Firma ta jest silnie powiązana ze służbami specjalnymi i mafią. Grupa najemników Utkina w 2013 r. została wysłana do Syrii, ale pozbawiona wsparcia lotniczego i artyleryjskiego szybko wróciła do Rosji. Dostali zadanie na Ukrainie. Tam wspierali samozwańczą Ługańską Republikę Ludową. Po skończeniu swej misji, pojechali ponownie do Syrii. Mieli ochraniać rządowe złoża gazu i ropy naftowej. Udział w zyskach ze sprzedaży tych surowców miały być ich wynagrodzeniem.

I tu na arenę wchodzi inny rosyjski biznesmen Jewgienij Prigożyn, nazywany w Rosji „kucharzem Kremla”. Jego firma zajmowała się cateringiem Kremla i organizowaniem oficjalnych rautów i przyjęć. Dostarcza także posiłki dla rosyjskiej armii, szkół i przedszkoli. Prigożyn to specjalista od brudnych interesów. Ma przeszłość więzienną. Siedział za rozboje, oszustwa i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Po wyjściu na wolność, zaczynał od zera. Dorobił się w prowadzeniu luksusowych restauracji, będących pralnią brudnych pieniędzy. Wkrótce zaprzyjaźnił się z ochroniarzem Putina, któremu podlegają oddziały wojsk wewnętrznych, podporządkowanych prezydentowi. I tak Prigożyn dostał catering kremlowski oraz żywienie przedszkoli, szkół i wojska.

Dostał także zadanie od Kremla – utworzenie fabryki trolli. W wielkiej hali w Petersburgu młodzi ludzie siedzą przed komputerami i uprawiają putinowską propagandę na portalach społecznościowych. Ich działalność wyszła poza granice Rosji. Kolejnym zadaniem Prigożyna okazał się nadzór nad grupą najemników, działającą nieoficjalnie, a w rzeczywistości walczącą w interesach Moskwy. Tak też było w nieudanym ataku na pola gazowe w Al-Isba. Mieli za zadanie przejąć kontrolę nad tymi złożami.

Wagnerowcy nie są obecni jedynie w Syrii. Są w Libii, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej i w Wenezueli. Wszędzie tam, gdzie panuje chaos i trwają walki o objęcie władzy przez różne grupy rebelianckie. Tak to Kreml za plecami Wagnera ubija czarne interesy. Zawsze chodzi o przejęcie kontroli nad surowcami. Tak jest w Libii, gdzie wagnerowcy wspomagają zbuntowanego marszałka Haftara. Do Afryki ściągnęły ich złoto i diamenty. Dwie spółki powiązane z Prigożynem dostały tam koncesję na wydobywanie tych surowców. A wagnerowcy ochraniają te kopalnie. Zyski rozdziela „kucharz Kremla”. Najemnicy pomagają także miejscowym reżimom. W Sudanie wspierali marszałka Baszira. I choć Baszir został obalony, to nowa junta wojskowa nie zmieniła przyjaznych kontaktów z Rosją. Wszędzie gdzie są wagnerowcy, pojawia się na tych obszarach także Prigożyn.

Rosyjscy najemnicy działają poza wszelką kontrolą opinii publicznej. Oficjalnie nie mają nic wspólnego z polityką Moskwy, ale ich powiązania z Prigożynem świadczą zupełnie co innego. Jest to jeden z przykładów, jakimi krętymi ścieżkami może dostać się Rosja w struktury innych państw.