Obecne niepokoje wybuchły na wiosnę. Były sprzeciwem wobec prawu legalizującego deportacje aresztowanych mieszkańców Hongkongu do Pekinu. Prawo to miał zaprowadzić lokalny rząd.  Oznacza to w praktyce eliminację wszelkiej opozycji. Jak wyglądają więzienia i sądy polityczne w Chinach każdy wie -  pokazowe procesy, tortury, obozy koncentracyjne i wyroki śmierci to w chińskiej praworządności normalność.  Już teraz znane są wypadki zaginionych wydawców nieprawomyślnych książek, którzy po latach odnajdują się w chińskich więzieniach.

Zwolenniczką tej ustawy jest szefowa autonomicznego rządu Carrie Lam wybrana na tę funkcję w 2017 roku przez Komitet Elektorów, który ma strzec kontroli  demokracji  przez komunistyczne Chiny. Lam pomysł wydał się atrakcyjny, bo prawo deportacji nieprawomyślnych obywateli zahamuje coraz bardziej rozwijające się ruchy opozycji wobec jej rządu.

Początkowo manifestacje miały charakter pokojowy, ale już w czerwcu w miejskim parku Wiktoria tłumy uczciły pamięć studentów pomordowanych na placu Tiananmen w Pekinie 30 lat temu. Kilka dni później ,na ulice Hongkongu wyległy tłumy, aby protestować przeciwko prawu ekstradycji. Trzy dni potem, miasto przeżywało już zamieszki i walki z policją.  15 czerwca Lam ogłosiła, że bezterminowo zawiesza prace nad ustawą, aby jeszcze raz przeanalizować wszystkie aspekty prawne tego zagadnienia. Ale obywatele Hongkongu żądali całkowitego wycofania tej ustawy, a nie jedynie jej zawieszenia i w odpowiedzi na słowa Lam dwumilionowy tłum wyszedł na ulice w pokojowej demonstracji. Szefowa rządu ustawy jednak nie wycofała. 1 lipca tłum zdobył na kilka godzin parlament i zniszczył chińskie symbole, które wskazywały na podległość Hongkongu od Pekinu. Kilka dzielnic ogarnęły walki z policją. Nastąpiły masowe aresztowania. Lam coraz ostrzej przestrzegała, że taka forma protestu tylko rozjuszy władze Chin. Ale kilka dni później oznajmiła, że parlament nie powróci do prac nad ustawą ekstradycji. Ludzie tym razem nie dają się otumanić chwiejnej premier rządu i dalej wychodzą na ulice, aby protestować przeciwko tej ustawie, żądają wypuszczenia na wolność aresztowanych, dymisji Lam, rozliczenia policji z brutalnych działań i  powrotu do w pełni demokratycznych wyborów władz Hongkongu. Chiny prężą muskuły i gromadzą na granicy coraz więcej wojska i ciężkiego sprzętu. Znając metody komunistycznej władzy Pekinu, można się spodziewać krwawej rozprawy z demonstrantami.  Zdeterminowani demonstranci nie myślą o rezygnacji ze swoich postulatów i chcą walczyć o nie do końca. Tym bardziej, że pięć lat temu trzymiesięczne demonstracje w obronie demokracji nazwane „rewolucją parasolek” zostały rozmyte przez władze i cały trud protestujących studentów poszedł na marne. Studenci zablokowali wówczas dzielnicę wielkich banków i drapaczy chmur. Żądali wypełnienia Karty praw podstawowych Hongkongu, a co za tym idzie, przeprowadzenia w pełni demokratycznych wyborów do władz Hongkongu. Wówczas Chiny oddały kontrolę nad wyborami posłusznemu sobie „komitetowi elekcyjnemu”. I posłuszne Chinom władze, doprowadziły do wyciszenia protestów.  W kwietniu tego roku, po pięciu latach szefowa rządu doprowadziła do skazania na 16 miesięcy więzienia dwóch uniwersyteckich profesorów, którzy zostali uznani za prowodyrów tamtego buntu.

Na radykalne manifestacje wpłynęły stopniowe  eliminowanie swobód obywatelskich.  W 2018 roku Lam na życzenie Pekinu, zdelegalizowała Partię Narodową, która chciała doprowadzić do pokojowej i demokratycznej drogi dojścia do niepodległości Hongkongu. A jeszcze wcześniej władze uniemożliwiły działalność ruchu Autochtonów Hongkongu , który postulował bardziej radykalne metody walki o demokrację.

Prawdziwie gorąco zrobiło się na przełomie lipca i sierpnia. Od 28 lipca manifestacje i rozruchy są ciągle obecne. 3 sierpnia tłum otoczył komisariaty, przewracał radiowozy i rzucał koktajle Mołotowa. 5 sierpnia rozpoczął się strajk generalny proklamowany przez związki zawodowe. Wzięło w nim udział pół miliona ludzi. W Hongkongu nie działało metro i komunikacja.

Hongkong zamierza do końca walczyć o swoją wolność i ratować choćby resztki swobód obywatelskich, które są permanentnie odbierane przez twardogłowego przywódcę Chin Xi Jinpinga.