Problem jest oczywiście zbyt poważny, aby odpowiedzieć na nie w krótkim tekście. Zauważmy tylko, że masoneria powstała we Francji w XVIII w. i już na początku swojego istnienia podjęła działania przeciwko Polsce. To loża masońska o znamiennej nazwie "Okrągły stół" zdecydowała o rozbiorach Polski. Masoni działali w Polsce od samego początku, słusznie oceniając, że tutaj katolicyzm jest silny, a ich głównym celem było właśnie zniszczenie Kościoła katolickiego.

Trudno uznać, że loże nigdy nie próbowały dokonać infiltracji Kościoła w Polsce. Z pewnością swoje starania podejmują znacznie dłużej w Polsce niż w Kamerunie. To jednak biskupi kameruńscy dostrzegają problem, a nie polscy. To oni mówią, że masoni próbują opanować wszystkie szczeble w Kościele, a nie polscy. Dlaczego?

Niestety widać w tym casus dezubekizacji, której w polskim Kościele nigdy nie było. Kiedy Tomasz Sekielski przedstawił film o księżach-pedofilach szybko wyszło na jaw, że większość z nich byli TW. Trudno uwierzyć, aby, skoro polski Kościół od XVIII w. jest na celowniku masonerii, nie dostali się do niego masoni, z których przynajmniej część porobiła kariery. Trudno wskazać palcem i powiedzieć, którzy zapisali się do tej organizacji. Można jednak zastosować ewangeliczną zasadę: "poznacie ich po owocach", a wówczas widzi się, jak wielu w polskim Kościele prezentuje wprost masońskie myślenie.

Gdybyśmy na moment przyjęli hipotezę, że masoneria działa także nad Wisłą, szybko stałoby się jasne, dlaczego tak wiele cennych inicjatyw jest paraliżowanych w zarodku, dlaczego inne w ogóle nie mogą się pojawić, czemu z katolickich uczelni wyrzuca się ludzi myślących po katolicku, dlaczego prawdziwie katoliccy politycy nie otrzymują wsparcia, a otrzymują je ludzie mający z chrześcijaństwem niewiele wspólnego...