Skalę upadku pokazuje fakt, że w 2014 r. pozostało już tylko 50 tys. sióstr. Przez 50 lat ubyło ich więc 130 tys., co stanowi 70%, przy wzroście liczby katolików o 30%! W tym czasie liczba kongregacji zmniejszyła się o ponad 100, a więc aż o jedną trzecią. O ile w 1964 r. nauczało w amerykańskich szkołach 100 tys. sióstr, o tyle w 2012 r. było to już tylko 4 tys. Spadek w tej dziedzinie wyniósł więc 96%. Jeśli chodzi o placówki prowadzone przez siostry, to o 50% zmniejszyła się liczba szkół podstawowych i średnich, a 23% liczba szpitali. W 2012 r. średni wiek sióstr osiągnął 74 lata, co postawiło pod znakiem zapytania przyszłość ich zgromadzeń.

Aby zrozumieć sytuację amerykańskich sióstr, trzeba cofnąć się do 1950 r., kiedy to Pius XII wezwał do ostrożnego i roztropnego dopasowania tych elementów życia zakonnego, które miały jedynie historyczne znaczenie i mogły utrudniać realizowanie zakonnych zadań. Papież chciał, żeby odnowie towarzyszyła większa komunikacja między zakonami. W odpowiedzi na ten apel, powstała najpierw Konferencja Formacji Sióstr (Sisters Formation Conference), a następnie w 1956 r. Konferencja Wyższych Przełożonych Zakonnych Instytutów Żeńskich (Conference of Major Religious Superiors of Women’s Institutes – CMSW). Podobne struktury powołali przedstawiciele zakonów męskich.

Przed Soborem Watykańskim II CMSW skupiała się głównie na organizacji regionalnych i ogólnokrajowych spotkań, zakładaniu stałych komitetów, np. ds. Ameryki Łacińskiej, kontaktach z biskupami oraz katolickimi stowarzyszeniami. Konferencja miała nadany status kanoniczny i działała zgodnie z prawem kościelnym. Sytuacja zmieniła się po Soborze. Już w 1965 r. ukazała się książka „Zmieniająca się siostra” (The Changing Sister). Był to zbiór esejów napisany przez dziewięć sióstr, które zamiast odnowy proponowały radykalne zmiany w duchu lewicowej ideologii. W 1969 r. powstała natomiast Narodowa Koalicja Sióstr Amerykańskich (National Coalition of American Nuns – NCAN) a rok później Narodowe Zgromadzenie Kobiet Zakonnych (National Assembly of Religious Women – NARW).

Samo CMSW na podstawie ankiety propagowanej wśród sióstr, przygotowanej w oparciu o wspomnianą książkę, zmieniło swoje statuty i przekształciło się w Konferencję

Przywództwa Kobiet Zakonnych (Leadership Conference of Women Religious – LCWR). Nie skierowało przy tym nawet pytania, nie mówiąc o prośbie, do Kongregacji ds. Zakonów w sprawie tego, czy może dokonać zmian, choć jej podlegała. Kongregację poinformowano po fakcie, a Konferencja, odwołując się do nowych statutów, uważała się od tej pory za niezależną od władzy kościelnej jako takiej. Zreformowana instytucja zaczęła przyjmować w swoje szeregi nie tylko przewodniczące zakonów, ale także inne osoby. Jak pisze Michał Chaberek OP, zarządzała nią grupa sióstr-aktywistek, a „Celem grupy była nie

tylko reforma zakonów żeńskich, ale wpływ na dyscyplinę kościelną i społeczeństwo jako całość”.

CMSW-LCWR reprezentowało od tej pory myśl feministyczną, jego przedstawicielki popierały kapłaństwo kobiet, a nawet aborcję. Trudno uwierzyć, jak mogło dojść do czegoś takiego. Jeszcze bardziej dziwi jednak fakt, że przez lata organizacja ta nie tylko była tolerowana w Kościele, ale wręcz cieszyła się wsparciem papieży i biskupów. Dość powiedzieć, że aż do 1992 r. pozostawała jedyną organizacją

uznawaną przez Watykan za ciało oficjalnie reprezentujące amerykańskie siostry w strukturach i prawie kościelnym. Kongregacja ds. Zakonów, której CMSW-LCWR wypowiedziało posłuszeństwo, wysłała jej nawet list pochwalający jej działania „decretum laudatis”.

Trzeba natomiast wyraźnie powiedzieć, że nie była to jedyna organizacja zrzeszająca przełożone zakonne. W momencie przekształcenia CMSW w LCWR część sióstr postanowiła opuścić szeregi tej organizacji, uznając słusznie, że nie reprezentuje ona już katolickiego myślenia i posłuszeństwa. Utworzyły one Consortium Perfectae Caritatis (CPC). Już w samej nazwie założycielki powoływały się na dekret soborowy, aby wyakcentować, że chcą być wierne nauczaniu Kościoła. Na pierwszym formalnym spotkaniu 2 grudnia 1970 r. oprócz ok. 60 sióstr obecny był jeden kardynał, dwóch biskupów i kilku księży. 30 biskupów przysłało pozdrowienia, a inicjatywę wspierał słynny bp Fulton J. Sheen.

Kiedy doszło do samowolnej zmiany statutów i praktycznego odrzucenia posłuszeństwa przez zakonnice (!), Watykan mógł ogłosić, że CMSW-LCWR nie jest organizacją katolicką. Co więcej, mógł wymusić na zakonach i biskupach, aby naciskali na jej członków, namawiając ich do przywrócenia poprzedniego statutu lub porzucenia tej organizacji. Mógł także ogłosić, że od tej pory wyłącznie CPC ma prawo reprezentować Kościół, organizować spotkania w diecezjach, podejmować jakieś wiążące ustalenia.

Zamiast tego wszystkiego Watykan naciskał na CPC, aby połączyło się z CMSW-LCWR, argumentując to niebezpiecznym rozłamem, a przecież to nie te siostry były za niego odpowiedzialne! Co więcej, one właśnie próbowały go powstrzymać, robiąc to w jedyny możliwy sposób: dystansując się od heretyków i podkreślając swoją wierność Kościołowi.

Co z tego, że w 1971 r. papież Paweł VI ogłosił adhortację Evangelica tesitficatio, w której wezwał, aby zakony pozostały przy tym, co zasadnicze, zmieniając jedynie to, co przypadłościowe, skoro CMSW-LCWR w ramach protestu przedstawiło własną wizję reformy pt. „Poszerzając dialog” (Widening the Dialogue). Co z tego, że w 1972 r. Kongregacja ds. Zakonów dwukrotnie upominała siostry, jak choćby odrzucając propozycję demokratycznego modelu władzy i wzywała do konsultowania zmian ze Stolicą Apostolską, skoro jej działania nie przynosiły odpowiedniego skutku.

Dopiero Jan Paweł II podjął walkę z LCWR, które jako pierwsze rzuciło wyzwanie papieżowi. Kiedy bowiem Papież Polak przyjechał pierwszy raz do USA w 1979 r. przełożona LCWR, s. Theresa Kane domagała się, nie wprost ale wyraźnie, kapłaństwa dla kobiet. Jan Paweł II podjął szereg działań zaradczych, w tym wezwał biskupów amerykańskich do kontroli żeńskich zgromadzeń zakonnych. W końcu, po ich fiasku, spowodowanym m.in. tym, że biskupi nie robili tego, co do nich należało, Jan Paweł II ogłosił, że dialog nie przynosi rezultatów i ogłosił powstanie drugiej konferencji przełożonych zakonnych. Kongregacja ds. Zakonów ustanowiła Radę Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich (Council of Major Superios of Women Religious – CMSWR). Spowodowało to oczywiście furię i protesty LCWR.

Nie rozwiązało to wszystkich problemów, LCWR nie przestało istnieć, ale pokazało to wyraźnie, że Watykan nie godzi się na pewne zachowania. Powstaje pytanie, dlaczego stało się to dopiero w 1992 r., a nie w 1970 r., kiedy powstało konsorcjum wierne Rzymowi (CPC). Wątpliwości jest tu zresztą dużo więcej. Jak to się stało, że radykalna grupa zakonnic zaczęła wytyczać kierunki zmian dla kongregacji żeńskich? Gdzie były pozostałe zakonnice? Dlaczego Watykan cały czas uznawał LCWR za oficjalny organ w ten sposób go uwiarygodniając, chociaż wypowiedział on posłuszeństwo władzom kościelnym? Dlaczego część biskupów wspierała czynnie siostry-rewolucjonistki?.

Ewidentnie była za to odpowiedzialna nowa pedagogika, w ramach której uznawano, że błędy same się naprawią, a przełożeni, po drobnych upomnieniach i radach, powrócą na właściwą drogę. Nie byłoby to jednak wszystko możliwe, gdyby w Kościele nie działali ludzie, którzy chcieli przeprowadzić w nim rewolucję. Wśród nich byli nie tylko zakonnicy i kapłani, ale także biskupi i zapewne członkowie Kurii Rzymskiej.

 

źródło: M. Chaberek, CMSWR kontra LCWR. O Kryzysie i odnowie żeńskiego życia konsekrowanego w USA, Collectanea Theologica 88(2018) nr 3.