Historyk napisał w mediach społecznościowych:

Swego czasu tow. L. Florianowicz Miller obiecał wyborcom, że jeśli on zechce, to gruszki na wierzbach wyrosną. Nie wyrosły, ale... wygrał. Okazuje się, że wyborcom można wcisnąć dosłownie wszystko, ile tylko wlezie. Na konwencji tzw. Lewicy (jest to sztucznie sklejona koalicja, startująca jednak jako partia - z obawy, że ponownie może nie przekroczyć progu 8%) pewien matkobijca, specjalizujący się w prawach... kobiet obiecuje: "koniec piekła kobiet". Akurat on wie, co to piekło kobiet, jest to prawdziwe aż do bólu (bólu matki a przy okazji młodszego braciszka). I potwierdza: "Wiem, co to znaczy [...] przemoc domowa"!
Ma też odpowiednią receptę: "Wiem, jakie piekło może stworzyć facet, który na czas nie jest eksmitowany z domu" - tu mu akurat też wierzę...
Jeszcze sprawa płac i tzw. równości. Kobiety mają mieć pensje takie, jak mężczyźni (co tam kwalifikacje, co tam wydajność). To jest akurat w ich przypadku najłatwiejsze do zrealizowania: wystarczy, że w dobie "płci społecznej" najlepiej zarabiający spośród nich członkowie (hm... są jeszcze tacy?) staną się z dnia na dzień kobietami z wyboru. I już.
Ich cel to "aby wszystkim ludziom żyło się dobrze". Prawda, jakie to urocze?
A nad wszystkim czuwa dobrotliwy tow. Aleksander Zdzisławowicz Kwaśniewski, który nie ma (jeszcze) wąsów Stalina ani brwi Breżniewa, ale łączy go z nimi coś więcej... Lewicowe pozdrowienie.
"Nowe" wraca? Strach się bać.