McPherson była kanadyjsko-amerykańską ewangelistką w latach 20. i 30. XX wieku. Wychowana w Armii Zbawienia, protestanckiej organizacji uświęceniowej, przeszła do zielonoświątkowców. W 1923 roku założyła własny kościół, Świątynię Anioła Pańskiego w Los Angeles i własne wyznanie Kościół Poczwórnej Ewangelii. Już wówczas przygotowała się na przyjęcie tłumu wyznawców, na co wskazywał budynek, który postawiła, zdolny pomieścić 5 tys. osób. Swój „kościół” otoczyła antenami radiowymi, dzięki którym nadawała na cały świat. Postawiła też obrotowy krzyż, który był widoczny z odległości wielu kilometrów.

Udało jej się osiągnąć swój cel, bo szybko zyskała olbrzymią popularność. Dość powiedzieć, że obecnie założony przez nią kościół liczy 8,7 miliona wyznawców. Ewangelistka prezentowała się jako uzdrowicielka, która mocą Bożą uwalnia ludzi od chorób. W tym czasie było już jednak wielu podobnych charyzmatyków. Tak olbrzymi sukces McPherson zawdzięczała zdolności do promowania siebie i robienia show, które na tamte czasy było bez precedensu. Jedną z jej akcji było wysłanie samolotu, który nazwano „niebiańskim samolotem”, zrzucającym nad Los Angeles religijne ulotki. Przy tej okazji porównywała pilota do Jezusa, a Los Angeles do Miasta Świętego. Podobnie w innym kazaniu odpowiednio się ubrała, usiadła na motocyklu i przyrównywała popełnianie grzechów do przekraczania prędkości.

Chociaż ewangelistka krytycznie oceniała teatr, sama swoje nabożeństwa organizowała w formie musicali. Zatrudniała specjalny zespół, który przygotowywał dekoracje, miała chór, który wykonywał partie muzyczne, urządzała przedstawienia, pełne wymyślnych strojów. Jej religijne przesłania były często wyrażane w formie musicalowych komedii. Korzystała nie tylko z radia, ale także posługiwała się sztuką filmową i teatralną.

Media nazwały ją „pierwszą współczesną  celebrytką-kaznodzieją”. W protestantyzmie reprezentowała nurt konserwatywny: wierzyła w to, że Biblia jest Słowem Bożym, przyjmowała Trójcę Świętą, głosiła, że Jezus naprawdę czynił cuda i faktycznie zmartwychwstał. Wspierała feminizm, integrację białych i czarnych, angażowała się w politykę, jak późniejszy znani kaznodzieje – np. Billy Sunday.

Z czasem jednak wielu ludzi odwróciło się od niej, widząc w niej fałszywego nauczyciela. Wpłynęło na to przede wszystkim jej życie prywatne – kolejne rozwody, życie w luksusie, niewyjaśnione kontrowersje. Najsłynniejszą z nich jest sprawa jej zaginięcia, kiedy nikt nie wiedział, co się z nią stało. McPherson odnalazła się na pustyni, twierdząc, że została uprowadzona. Nie ma na to dowodów, natomiast podnosi się, że w tym samym czasie zniknął jej kochanek.

Przykład Aimee Semple McPherson powinien pokazać katolikom, że nadrzędnym celem pojedynczego chrześcijanina i całego Kościoła nie może być wypełnianie kościołów. Jeśli bowiem tak jest, jeśli duszpasterstwo jest kluczem, jak chce obecnie wielu, to powinniśmy iść śladem McPherson i przerobić nasze świątynie na sale musicalowe. Wtedy oczywiście przyjdzie do nas wielu, a nasze skarbonki zapełnią się po brzegi. Najważniejsze jest jednak głoszenie Boga i Ewangelii, w całej jej prawdzie, bez zakłamywania, nie patrząc się, że część ludzi jej nie zaakceptuje.