Kalifornia wprowadziła nowe prawo dla rozwiązania problemu. Komentatorzy na łamach Associated Press zwracają uwagę, że rodzi się ryzyko cenzury. Wskazują, że zagraża ono pierwszej poprawce do amerykańskiej konstytucji. Mówi ona oprócz wolności do religii o wolności słowa.

Gubernator Gavin Newson podpisał zakaz publikacji zmanipulowanych nagrań oraz obrazków. Zaznaczył, że prawo dotyczy sześćdziesięciu dni poprzedzających wybory. Regulacja ta jednak ma daleko idące skutki, bo między innymi oddziałuje na memy. W oparcia o nią takie serwisy jak angielskie odpowiedniki demotywatorów mogą być czyszczone z treści. Regulacja prawna wyprzedza jednak daleko sytuacje w Polsce. Pokazuje, że w odróżnieniu od rządzących nad Wisłą tam poważnie uwzględnia się wpływ nowoczesnych technologii na kształtowanie wizerunku.

Deepfakes pozwala na stworzenie kłamstwa pozorującego prawdę. Polityk wypowiada słowa jakich nie wypowiedział, czy jest otoczony ludźmi wśród których nie był. Wśród Amerykanów pomysł wypłynął po manipulacji nagraniem Nancy Pelosi. Samo video ukazało się między innymi na koncie osobistego prawnika Donalda Trumpa Rudy’iego Giuliani.

 Demokrata Marc Berman przedstawił projekt ustawy po całym wydarzeniu. Niektórzy doszukują się, że tym samym Demokracji dowodzą, że nie leży im na sercu prawo do informacji. Zarazem Berman po podpisaniu dokumentu przez Newsoma rzekł: “W kontekście wyborów zdolność do przypisania fałszywej mowy lub zachowania do kandydata - która nigdy nie nastąpiła - czyni technologię deepfakes mocnym i niebezpiecznym narzędziem w arsenale tych, którzy pragną zarobić na kampaniach wprowadzających w błąd wyborców”.

Nowe prawo wchodzi w życie od 2020 roku, a wygasa w 2023. Wyłączone są z niego nagrania opatrzone klauzulą, że zostały zmanipulowane, lub stanowią satyrę, lub też parodię. Zarazem nowe prawo nie obejmują swą klauzulą mediów jeśli cytowane nagranie stanowi fragment przekazu. Tym samym regulacja w największym stopniu uderza w Internet i pozostawia miejsce do działania między innymi telewizji. Mająca historyczne powiązania z Amerykańską Partią Komunistyczną American Civil Liberties Union zapowiedziała sprzeciw, bo jak podał jej Dyrektor do spraw prawodawstwa Kevin Baker: “Pomimo dobrych intencji autora ustawa nie rozwiązuje zwodniczych, politycznych nagrań video. Wprowadza tylko jako rezultat zamieszanie, podejrzenia wyborców, podejrzane sprawy sądowe i represje wolności słowa”.

Lewicowy komentatorzy milczą jednak odnośnie ustępu 1708.86, że dotyczy on również pornografii. Dokument zaczyna się właśnie od cenzury materiałów erotycznych, a nie o charakterze politycznym. Zwraca uwagę między innymi na  prześladowania z wykorzystaniem nagich zdjęć innych ludzi. Obejmuje ochroną osoby jakie stały się bohaterami fotografii łączących się z fotografią. Nakłada obowiązek na krzywdzącego innych zwrócenia opłat sądowych, a także nakazuje zadośćuczynienie za poniesione straty. Znamienne, że zasadniczo w kontekście deepfakes pojawia się tu wątek wplatania kogoś w nagrania pornograficzne. Innymi słowy jeśli ktoś nie wyraził zgody na uczestniczenie w nagraniach erotycznych, a ktoś inny go umieścił za pomocą nowoczesnej technologii ten łamie prawo. Zdaniem American Civil Liberties Union to jest łamanie wolności słowa. Ustawa wymienia przykładowe perwersje seksualne, doprecyzowuje, że połączenie osoby z genitaliami, ukazywanie ejakulacji oraz innych elementów stosunku płciowego bez pisemnej zgodny danej osoby jest kara prawem.

Przewidziana grzywna mieści się w granicach między półtora tysiąca a trzydziestoma tysiącami dolarów. Kwintesencją dokumentu jest że pornografia uderzająca w godność ludzką jest odrzucona. Nie jest to jednak wygodne dla manipulatorów ludzkimi emocjami, bo pornografia stanowi jeden ze środków wzbudzania niskich uczuć w miejsce głębszego myślenia oraz analiz. Pozwala na tworzenie tandetnej “rozrywki” niszczącej wrażliwość, a to jest potrzebne dla zaakceptowania między innymi przenikniętych erotyką ruchów związanych z gender.

Jacek Skrzypacz