Fabuła filmu oparta jest na opowiadaniu Stephena Kinga, które ten napisał wraz z synem Joe Hillem. Oto brat z siostrą, która jest w ciąży, jadą przez Stany Zjednoczone i w pewnym momencie zatrzymują się przy polu wysokiej trawy. Kiedy wysiadają na chwilę, słyszą wołanie dziecka, które prosi o pomoc. Idąc za nim, wchodzą w pole, które okazuje się być pułapką – magicznym polem, z którego nie ma ucieczki.

Historia nie należy do najbardziej wymyślnych, a w dodatku jest nafaszerowana wątkami z zapętlającym się czasem, aktami okrucieństwa i myślącym kamieniem z innej planety. Ma się wrażenie, że scenarzystom zabrakło trochę pomysłów i można odczuć chwile dłużyzny.

Tym jednak, co przyciągnęło moją uwagę i powoduje wysoką ocenę filmu, jest kontekst. Dziewczyna w ciąży jedzie do rodziny zastępczej, aby oddać swoje dziecko zaraz po urodzeniu, bo jej chłopak nie był gotowy na ojcostwo i namawiał ją do aborcji. Sam ojciec dziecka też pojawia się w filmie i ma poczucie, że źle zrobił. Wszystko, co spotyka bohaterów, jest zresztą przedstawiane jako skutek jego działania. Dziewczyna ostatecznie, pod wpływem wszystkich wydarzeń, postanawia przyjąć i wychować dziecko.

Dobrze, że pojawiają się takie produkcje, i mają szansę zaistnieć na Netflixie, który działa na całym świecie.