Komentując zaskoczenie swoim wpisem Nergal stwierdził, że:

„Niektórych ten post wprawił w zakłopotanie. Czy jeśli zamieszczę komentarz antyrządowy oznacza to, że jestem antypolski? Oznacza to, że kocham Polskę i mi na niej zależy.

Kiedy opublikuję zdjęcie kogoś w koszulce przeciwko Antifie nie oznacza, że popieram Nazistów. Martwią mnie szkody, jakie przynoszą tej scenie. Ideały są OK, ale ich wdrażanie razi brakiem kompetencji.

Oto wielki paradoks: Antyfaszystowska organizacja sama jest faszystowska. Zgadzacie się?"

 

Antifa to międzynarodowa organizacja terrorystyczna, której celem jest prześladowanie ''faszystów''. Kim są dla Antify faszyści? Faszystami dla antyfaszystów z Antify są wszyscy, którzy nie podzielają lewicowych urojeń i zabobonów, w tym konserwatyści, przeciwnicy aborcji i demoralizacji, katolicy, antykomuniści, patrioci, patrioci i oczywiści narodowcy.

 

Z racji na to, że Polacy okazali się konserwatywni i reakcjonistyczni, lewica nie może już oczekiwać zwycięstwa na drodze demokracji. Realia wymusiły więc na lewicy odrzucenie demokracji, poparcie oświeconego antydemokratycznego absolutyzmu i odebrania ludziom podstawowych praw człowieka i obywatela. Choć dalej lewicy w dyskursie publicznym wbrew faktom przedstawia się jako siła prodemokratyczna i opowiadająca się za prawami człowieka i obywatela, to między sobą lewicowcy nie kryją, że nielewicowemu ''motłochowi'' czerwona arystokracja musi odebrać prawo głosu, a oponentów przemocą zniszczyć.

 

Na lewicowym portalu „Krytyka Polityczna" ukazał się w artykule „Antifa: codzienny antyfaszyzm" fragment książki Marka Braya „Antifa: The Anti-Fascist Handbook". We wstępie do publikacji można przeczytać, że „w reakcji na narastającą w ostatnim czasie falę zachowań faszystowskich publikujemy przekład fragmentów książki Marka Braya [...]. Chcemy, aby pomysły na to, jak reagować na zachowania faszystowskie, dotarły do jak największego grona odbiorców. Dlatego tekst publikują równocześnie trzy redakcje: „Dwutygodnik", „Krytyka Polityczna" i „Magazyn Kontakt". Artykuł ma być zapewne, przez lewicowych czytelników potraktowany jako instrukcja jak mają postępować wobec swoich oponentów politycznych (zapewne konserwatystów, katolików, patriotów, antykomunistów, narodowców, zwolenników PiS).

 

Zdaniem autora lewicowego podręcznika „faszyści i faszystowskie idee rozkwitają w otwartej dyskusji. [...] Dlatego właśnie antyfaszyści rezygnują z pokładania nadziei na wyzwolenie i zabezpieczenie ludzkości w mechanizmach dyskursu publicznego, które wcześniej okazały się zawodne".

 

Z lewicowego artykułu szkoleniowego lewicowcy dowiedzą się, że „wielu antyfaszystów formułuje nieliberalną tezę: ''żadnej wolności słowa dla faszystów''. Z ich perspektywy bowiem priorytetem jest bezpieczeństwo i dobrobyt marginalizowanych grup. [...] Niedopuszczanie do głosu faszystów często oznacza naruszenie ich wolności słowa, ale jest ono uzasadnione".

 

Lewicowcy z artykułu szkoleniowego dowiedzą się, że „sprawą fundamentalną jest rozumienie faszyzmu jako politycznego wroga, z którym nie możemy współegzystować w przestrzeni publicznej". „Antyfaszyści nie sprzeciwiają się faszyzmowi, ponieważ jest on nieliberalny w sensie abstrakcyjnym, lecz dlatego, że promuje [...], heteronormatywny patriarchalizm, skrajny nacjonalizm".

 

Czytelnicy dowiedzą się z artykułu, że „antyfaszyści prowadzą badania nad skrajną prawicą w sieci osobiście, a niekiedy poprzez infiltrację. Ujawniają dane personalne faszystów, naciskają elity intelektualne, aby ich potępiały, zmuszają szefów do zwalniania działaczy skrajnej prawicy i domagają się od rozmaitych instytucji, żeby te odwoływały koncerty, konferencje i spotkania organizowane przez faszystowskie grupy. [...] Wspierają uchodźców oraz imigrantów, bronią praw reprodukcyjnych [aborcji], sprzeciwiają się policyjnej przemocy".

 

Dzięki publikacji lewicowego portalu lewicowcy zyskują argumenty usprawiedliwiające przemoc wobec oponentów politycznych. Przemoc ma być skuteczniejsza od racjonalnej debaty. „Antyfaszyści podają jednak w wątpliwość zwyczajową interpretację samoobrony ugruntowaną w indywidualistycznej, osobistej etyce, usprawiedliwiając działania ofensywne jako sposób na zapobieganie dosłownej samoobronie w przyszłości".

 

Przemoc polityczna stosowana przez antyfaszystów wobec faszystów (czyli wszystkich niepodzielających lewicowych urojeń i zabobonów) ma na celu niedopuszczenie do samoorganizacji przeciwników lewicy. Antyfaszyści nie ukrywają, że ich przemoc wobec oponentów temu służy.

 

Zdaniem antyfaszystów „aby zapobiec rozrastaniu się" grup faszystowskich „najważniejsze jest zrozumienie, w jaki sposób i w jakich warunkach zyskują one poparcie. Lewicowi aktywiści częściej niż liberalni komentatorzy uważają to za rzecz łatwą do zrobienia, bo sami są po uszy zaangażowani w budowanie ruchów społecznych i znają ich mechanizmy. Rozumieją, że żeby się rozwijać, podobne ruchy muszą organizować spotkania, chodzić na marsze, rozpowszechniać propagandę, publikować gazety, prowadzić kampanie, tworzyć alianse i koalicje, a wreszcie – zakładać centra społecznościowe, księgarnie. Organizacje te muszą tworzyć atrakcyjne środowiska społeczne i kulturalne, które dadzą nowym rekrutom poczucie przynależności i zmotywują do walki. Dla tych, którzy spędzili lata na budowaniu podobnej infrastruktury i którzy przetrwali charakterystyczną dla takiej pracy dynamikę przypływu i odpływu entuzjazmu oraz zaangażowania, jasne jest, że stała niemożność zrealizowania części lub wszystkich spośród wyżej wymienionych strategii politycznych przyniosłaby katastrofalne skutki. Ostatecznie przecież faszyzm bardzo dobrze pokazał, że systematyczne niszczenie publicznej obecności ruchów opozycyjnych może działać jako doskonała strategia".

 

Z lewicowego artykułu można się dowiedzieć, że „lewicowcy rozpracowujący propagandę rozprzestrzenianą w internecie przez faszystów wiedzą, że jedynym powodem, dla którego może ona tak skutecznie tworzyć masowy ruch, jest to, że głoszenie określonych haseł nie grozi żadnymi konsekwencjami w prawdziwym świecie. Z tego powodu antifa jest zdania, że priorytetem powinno być konfrontowanie się z ekstremalną prawicą w chwilach, kiedy odchodzi ona od ekranów komputerów, żeby ugruntować swoją publiczną obecność i tym samym wzmocnić internetową propagandę".

 

Lewicową taktyką zwalczania przeciwników politycznych nie jest ideowa konfrontacja, ale prześladowanie i przemoc, bo „działanie w faszystowskiej organizacji skutkuje ciągłą konfrontacją fizyczną, szkalowaniem w internecie i ostracyzmem społecznym, rekrutowanie nowych członków jest skrajnie trudne. [...] połączenie fizycznych starć, ujawniania danych, infiltracji oraz innych antyfaszystowskich działań skutecznie niszczyło lokalne i krajowe organizacje faszystowskie lub znacznie utrudniało ich działania".

 

Na łamach lewicowego portalu opisane też są sposoby zwalczania przez lewice swoich oponentów w internecie. Kampania zorganizowana w USA „miała ona na celu infiltrację i zniszczenie dużej, ogólnokrajowej sieci skrajnej prawicy [...]. Korzystając z rygorystycznych środków bezpieczeństwa, antyfaszyści stworzyli kilkanaście fałszywych profili na skrajnie prawicowych forach i zaczęli wrzucać na nie spreparowane zdjęcia ze zmyślonych akcji, które fałszywi członkowie grupy mieli rzekomo przeprowadzić. Po jakimś czasie działający pod przykrywką antyfaszyści zaczęli tworzyć fałszywe grupy, którym przyznano status komórek organizacji w kilku miejscach. Jeden z działaczy osiągnął wręcz poziom, który pozwolił mu na uzyskanie dostępu do wszystkich poufnych informacji, włączając w to profile lewicowych działaczy, którzy stanowili cele ataków. Gdy organizacja została do cna zinfiltrowana, antyfaszyści odkryli się ze swoim planem, co wywołało tak wielki spadek zaufania oraz konflikty wewnątrz grupy faszystów, że ta ostatecznie się rozpadła".

 

Jan Bodakowski