Głośna parasolkowa brygada oporu (PGO) zwana też Strajkiem Kobiet zdaje się spuszczać z tonu, co może martwić gawiedź łaknącą rozrywki. Dowodem ostatnie zgromadzenie przed Sejmem. Powód wiecu feministek nie byle jaki. Doszło otóż do czegoś niebywałego. Posłowie mijającej kadencji tuż przed wejściem w kolejną ośmielili się pochylić nad obywatelskim projektem zmian w prawie, które zakazują dowolnego edukowania dzieciarni w dowolnym seksie, propagowania i pochwalania tego.

Ów nie mający sobie równych akt przemocy prawnej ze strony reżimu musiał wywołać burzę w szlachetnych sercach działaczek SK-PGO. Wszak tyle udało się już osiągnąć. W tylu szkołach podjęto próby wkładania gówniarzom do zakutych łbów, że seks to fajna sprawa i niech się, kurczę, z tym nie krępują, tylko ćwiczą od najmłodszych lat. A jeśli zajdą - wyskrobią. Tyle starań światłych władz Warszawy czy Gdańska – i klops. Ciemnota zebrała setki tysięcy podpisów, i brutalnie wepchnęła się z projektem do Sejmu. Nie biorąc pod uwagę zdania parasolkowej brygady SK, ulicznego ramienia Klubu Pań Oświeconych. Ba, lekceważąc nawet protesty samej Anji Rubik, reeksportowanej gwiazdy wybiegów, na których pokazywać mogła publice jakie bluzki i majtki teraz w modzie.

Głównym zawołaniem SK-PGO wypisanym tłustymi literami na transparencie stała się tym razem „Jesień średniowiecza”. Określenie, które weszło w powszechny obieg, było tytułem wydanej równo wiek temu rozprawy badacza epoki Johana Huizinga. Jednakże pojęcie to nijak się ma do tego, o co brygadzistkom chodzi. Bo dlaczego akurat jesień? Wszak ta złota, owocodajna pora, przewyższająca bogactwem barw samą wiosnę siłą rzeczy kojarzy się pozytywnie. A przecież ma być ostro, bojowo. Podejrzewamy, iż działaczka, która poddała myśl, aby te właśnie słowa umieścić na transparentach, może być kretem reżimu, zadaniowanym na stępienie oporu i złagodzenie emocji  – co poddajemy pod rozwagę liderek grupy, na czele z najbardziej spośród nich wygadaną Martą Lempart.  

Jeśli wojujące niewiasty chciały osiągnąć cel, winny dobrać inny, bardziej adekwatny zwrot. Jest taki. „Mroki średniowiecza”, szeroko znana rozprawa przedwojennego jeszcze badacza, Józefa Putka. Ich hasło przewodnie musi się przecież kojarzyć z czymś przeraźliwie ciemnym, bo z ciemnotą  ponoć  walczą. Zaś słowo „mroki” samo w sobie wywołuje dreszcz, dźwięczy horrorem, straszy na jawie i we śnie. Idealnie pasuje. Oddaje w pełni mrok nihilizmu, który tak ochoczo propagują feministki.  

Rozgryzając sens nowego hasełka aktywistek PGO z bólem musimy stwierdzić, że znajomość historii nie jest ich mocną stroną. Bo i czymże była owa jesień średniowiecza, przyjęta za symbol kaczystowskiej ciemnoty? To okres, kiedy zaczynały już ząbkować wzniosłe idee Odrodzenia, rodził się Renesans z jego rozwojem nauki i sztuki, czas wspaniałego gotyku z niezwykłymi strzelistymi katedrami i wejście w orbitę kultury wielkich dzieł wielkich mistrzów, do dziś niedoścignionych. O wspaniałości tego schyłku średniowiecza można by długo…Kto ciekaw, może sięgnąć do książek.

Obserwując od paru lat nasze rebelie i rewolucyjki nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż są to twory ukształtowane wyłącznie zewnętrznie. Wystarczy jednak przekuć ich balonowe nadęcie, by zobaczyć wnętrze. Jest puste. Czy więc całe to strojenie w tęczowe piórka, wrzaskliwe parady, wiece, marsze to takie sobie młócenie powietrza językiem? Czy można machnąć nań ręką? Niestety nie można. Tych co chętnie wybierają wygodę pustki jest bowiem nadal bardzo wielu. Pustką tą niewoli się społeczeństwa zatrważająco licznych krajów, gdzie obowiązuje terror politycznej poprawności, oferujący w miejsce niszczonych zasad wielkie NIC. Mroki duchowego średniowiecza.  

Zuzanna Śliwa