Dla jednych stanowi przykład przyszłości jedzenia. Ryby mają duże znaczenie jako istotne źródło białka. W ciągu dwudziestu lat ich spożycie potroiło się. Mają jedną trzecią udziału w produktach mięsnych. W Kanadzie na Wyspie Księcia Edwarda ma swą siedzibę AquaBounty. Jej szef technologiczny Ron Stotish doprowadził do stworzenia genetycznie zmodyfikowanego łosia. Są owocem badań rozpoczętych w latach osiemdziesiątych przez fizjologa Gartha Fletchera. Stworzył pierwsze opracowania w jaki sposób mogą być zmodyfikowane myszy. Planował między innymi wykorzystanie DNA łosia atlantyckiego dla przyśpieszenia wzrostu. Jest to czynnik ekonomiczny przemawiający do inwestorów.

AquaBounty liczy pięćdziesięciu pracowników rozsianych po trzech ośrodkach w Kanadzie oraz Stanach Zjednoczonych. Jedną z metod przyśpieszenia wzrostu są operacje na hormonach. W naturze łososie są aktywniejsze tylko w określonych porach roku. Garth Fletcher wziął białko od przedstawiciela węgorzowatych. Dzięki niemu umożliwił przetrwanie łososiom w zimnych wodach. Modyfikacja dokonana przez Fletchera doprowadziła do stworzenia kombinacji umożliwiających nadaktywność ryby, a tym samym jej wzmożony wzrost. Operacja przebiegała za pomocą modyfikacji ikry.

Skutkiem tego Fletcher, założyciel AquaBounty, stworzył dwukrotnie szybciej rosnącego łososia i zarazem wymagającą mniej jedzenia. Po dwóch latach waży pięć kilogramów, co czyni ją gotową do sprzedaży na rynku. Zwłaszcza, że w Stanach Zjednoczonych łosoś atlantycki jest zagrożony wyginięciem. Zarazem jest zapotrzebowanie na niego, jako główną, spożywaną w kraju rybę. Obecne regulacje pozwalają na wyłączne wprowadzanie do obrotu łosia z hodowli w kilku, ściśle wyznaczonych miejscach.

Na antenie CBS Ron Stotisch przekonywał, że ryby mogą być produkowane w środku lądu bliżej klientów. Zachwala, że tworzenie genetycznie modyfikowanego łososia pozwala na ograniczenie globalnego ocieplenia, bo “redukuje ślad węglowy związany z transportem”. Przykładem tego jest umieszczona w Indianie fabryka AquaBounty. Amerykańska Agenda do spraw żywności i leków (FDA) w 1995 wyraziła pierwszą zgodę na podjęcie badań w tym zakresie. Zarazem przez ponad dwadzieścia pięć lat sprzeciwiała się wyrażeniu zgody na genetycznie zmodyfikowane zwierzę. Przeciwko AquaBounty FDA otrzymała blisko dwa miliony listów protestacyjnych. Sprawę pogorszył dla firmy, że osiemdziesięciu pośredników odmówiło wprowadzenia ryby GMO do obrotu. Przeciwko genetycznie zmodyfikowanemu łososi wystąpiła grupa ekologiczna Earth Action z Sharon Labchuk na czele. Sprawę komplikuje fakt, że pomimo istnienia w Kanadzie genetycznie zmodyfikowanych roślin po blisko dwudziestu latach brakuje informacji jakie mają skutki dla zdrowia ludzi.

Ze względów prawnych Kanada, a także Stany Zjednoczone nie mają obowiązku oznaczania genetycznie zmodyfikowanych łososi, oraz produktów na nich opartych. Zdaniem Sharon Labchuk “ludzie powinni mieć prawo do oznaczania tych ryb. Również powinni wiedzieć, że jedzą genetycznie zmodyfikowane ryby”. Zdaniem Rona Stotisha: “Jako mała firma z naszą pierwszą ofertą z ograniczoną ilością istnieje duże ryzyko w umieszczeniu etykiety ‘genetycznie zmodyfikowany’, ‘genetycznie zaprojektowany’ na nich. Jeśli jest ono identyczne z tradycyjnym jedzeniem dlaczego mamy umieszczać na nim etykietę?”. Zdaniem Stotisha umieszczenie zmodyfikowanego białka nie powoduje, że białko zawarte w rybie uległo modyfikacji.

Na Alasce prawo konsumentów do uzyskania informacji, że jedzą łosia GMO poparła senator Lisa Murkowski. Jej sprzeciw opóźnił sprzedaż ryby na terenie Stanów Zjednoczonych. Zdanie Murkowskiej jest istotne, bo reprezentuje największego dostawcę ryb w kraju. Uważa, że “ostatnie czego potrzebujemy to wprowadzenie jakiś genetycznie zmodyfikowanych gatunków które mogą współzawodniczyć z naszym dzikim towarem za jedzeniem lub wewnątrz środowiska życia”. Obawy budzi ucieczka łososi GMO i zmodyfikowanie natury. Amerykańska agencja do spraw leków i żywności i związany z nią ekspert Yonathan Zohar uważa, że ryzyko jest “ekstremalnie małe”. Każda z ryb posiada mikroskopijny chip do monitorowania położenia. Zdaniem Zohara to uratuje środowisko przez ograniczenie połowów naturalnych ryb. Efektem czego jest, że pierwsze partie łososiów GMO z Indiany trafią na rynek u schyłku 2020 roku.

Jacek Skrzypacz