Obchody reformacji świętuje się od lat w Kościele katolickim. Włączają się w nie także polscy biskupi, którym nie przeszkadza, że angielscy "reformatorzy" ścinali zakonników, a ich głowy umieszczali na londyńskim moście, natomiast czescy husyci chociażby palili na stosach księży.

Nikt nie chce jednak pochylić się nad fenomenem islamskich terrorystów, zwłaszcza zamachowców-samobójców, ograniczając się do ich potępiania. Żeby było jasne: ja też ich potępiam, a ich przemoc uważam za szczyt barbarzyństwa. Jeśli jednak we wszystkim chcemy dostrzegać ziarna dobra i prawdy, to dlaczego nie wśród nich?

Zauważmy, że patrząc po ludzku, zdumiewa ich wiara we własne przekonania, dzięki której są gotowi poświęcić własne życie. Trzeba w dodatku podkreślić, że chodzi tu najczęściej o ludzi bardzo młodych, którzy mają jeszcze wiele do przeżycia.

Są oni oczywiście ofiarą demagogów, którzy piorą im mózgi i zatruwają muzułmańską ideologią (islam to w większości ideologia, a nie religia). Łatwo ulegają, bo są najczęściej młodymi ludźmi bez żadnych perspektyw, egzystują na marginesie, są jakoś odepchnięci przez innych. Niemniej jednak decydują się na radykalny krok. Wielu z nich żyje w Europie, w której ich równieśnicy już dawno zapomnieli, czym jest radykalizm, którzy żyją w relatywizmie, sceptycyzmie, bez wiary w cokolwiek.

Ich przykład pokazuje, że ludzie, zwłaszcza młodzi potrzebują radykalizmu. My chrześcijanie powinniśmy pokazać im radykalizm Ewangelii, radykalizm 8 błogosławieństw, radykalizm ofiary z siebie aż po krzyż, radykalizm moralności, która zna tylko "tak,tak,nie,nie". Tego często brakuje w Kościele i do tego musimy powrócić. W przeciwnym razie przyszłość Europy będzie należeć do islamu.