Terlikowski napisał: "Rewolucja trwa. I nie chodzi tylko o to, że zmieniają się stare tradycje Kościoła łacińskiego (uczciwie trzeba przyznać, że dyscyplinarne, a nie doktrynalne). Chodzi o rewolucję mentalną, która sprawia, że operujemy językiem i stylem myślenia niemającymi już wiele wspólnego z katolicyzmem czy choćby z tradycyjnym chrześcijaństwem. Jest to w istocie nawet nieochrzczony język współczesności i postnowoczesności".

Dodał: "O czym mówię? O dyskusji, jaka odbyła się na Synodzie dla Amazonii, i o płynących z niej wnioskach. Zacznę od reguły obowiązkowego dla kapłanów obrządku łacińskiego celibatu, który – na wniosek ojców synodalnych – ma zostać ograniczona, by można było wyświęcać żonatych diakonów na prezbiterów. Pomijam, że takich w Amazonii w zasadzie nie ma (a to oznacza, że postulat ich święcenia odnosi się do innych krajów, w tym przede wszystkim do Niemiec). Istotniejsze jest co innego. Otóż święcenie mężczyzn żonatych ma być lekarstwem na brak powołań do kapłaństwa i gigantyczne „braki kadrowe" w wielu miejscach Kościoła. Kłopot polega na tym, że jest to rozwiązanie pozorne i niedotykające istoty problemu".

Jak wyjaśnił: "Dlaczego? Tak się składa, że księży nie brakuje, w wielu miejscach świata jest ich wręcz za dużo. Wielu wikariuszy, nawet w Polsce, czeka latami na probostwo i się frustruje; w kuriach pracują księża, których spokojnie mogliby zastąpić świeccy; podobnie jest w katolickich mediach, wydawnictwach czy nawet ośrodkach rekolekcyjnych. W Afryce, na Filipinach i wielu innych miejscach świata seminaria nie są zaś w stanie przyjąć wszystkich chętnych".