Jak można się dowiedzieć z portalu WP „Sławomir Mentzen urodził się w 1986 roku w Toruniu, gdzie mieszka do dziś i wraz z żoną wychowuje troje dzieci. Ukończył Gimnazjum i Liceum Akademickie, a następnie ekonomię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Obronił również licencjat z fizyki teoretycznej i doktorat z nauk ekonomicznych. Jego praca doktorska dotyczyła zagadnienia długu publicznego. Prowadzi kilka biur rachunkowych. Jest właścicielem kancelarii podatkowej oraz sklepu myśliwskiego. Należy do Izby Przemysłowo-Handlowej w Toruniu oraz Krajowej Izby Doradców Podatkowych".

 

W wywiadzie dla portalu Energetyka24 wiceprezes partii KORWiN Sławomir Mentzen odpowiadając na pytanie, czy „człowiek przyczynia się do globalnego ocieplenia", stwierdził, że „Globalne ocieplenie jest faktem. W istotnej części jest spowodowane przyczynami antropogenicznymi".

 

Według wiceprezesa partii KORWiN „obserwujemy wzrost temperatur, który może mieć negatywne następstwa i trzeba myśleć, co zrobić, by to powstrzymać".


Non stop media zalewają nas bredniami o katastrofie klimatycznej. Greta Thunberg szwedzka nastolatka wykreowana przez lewicę na nowego Mesjasza, z obłędem w oczach, krzyczy na forum ONZ, że odebrano jej dzieciństwo. Skrajna lewica wyprowadza dzieci i młodzież na ulicach, by propagować ograniczenie populacji i likwidację przemysłu poprzez wprowadzenie komunizmu znanego z Kuby Fidela Castro.

 

Klimatyczna histeria jest tak silna i powszechna, że mało kto zadaje sobie pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z katastrofą klimatyczną. Wielu naukowców, których nikt do mediów nie dopuszcza, twierdzi, że klimatyczna histeria to brednie.


Od kilku lat na rynku dostępna jest, wydana przez wydawnictwo naukowe Aletheia, praca dwu niemieckich naukowców „Zimne słońce" ukazująca, że brednie o katastrofie klimatycznej nie mają naukowych podstaw. Ukazała się też, staraniem wydawcy tygodnika „Najwyższy Czas" praca „Mity globalnego ocieplenia" autorstwa Marcina Adamczyka. Jej minusem jest konstrukcja, czytelnik bez specjalistycznej wiedzy musi najpierw przebić się przez mnóstwo wzorów, rozbudowany bardzo naukowy wstęp, by dotrzeć do czytelnych konstatacji.


Brednie o katastrofie klimatycznej są przedstawiane przez media, pełniące funkcje instrumentów propagandy jako nauka, identycznie komuniści przedstawiali swoje marksistowskie brednie jako naukowe, a naziści swoją rasistowską eugenikę. Mity katastrofy klimatycznej zakładają wbrew faktom nadejście globalnego ocieplenia, przeludnienia, wyczerpania zasobów (ropy, wody, żywności) wynikających z kapitalistycznej konsumpcji i prokreacji, oraz wojen o zasoby.


Walka z bredniami katastrofy klimatycznej jest o wiele trudniejsza niż głoszenie tych bzdur, zgodnie z prawem Brandoliniego, wielokrotnie więcej trzeba włożyć energii w obalenie bzdury niż w jej głoszenie. Dodatkowo brednie katastrofy klimatycznej są masowo głoszone przez lewice i korporacje, finansowane przez polityków z podatków, a przeciwstawiają się im naukowcy, których politycy, lewica i korporacje nie zdołali zastraszyć.

 

Wbrew naukowy faktom, wyznawcy bredni o katastrofie klimatycznej, głoszą, że emisja CO2 odpowiada za efekt cieplarniany, oraz głoszą, że „spalanie paliw kopalnych [...] stanowi śmiertelne zagrożenie [...] dla całego ziemskiego życia". Dogmaty sekty klimatystów głoszą, że: klimat się ociepla, przyczyną ocieplania się klimatu jest przeludnienie i wynikająca z kapitalizmu konsumpcja, za ocieplanie się klimatu odpowiada CO2, zbliża się Armagedon klimatyczny.

 

Prawdą jest, że „klimat na ziemi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat prawdopodobnie rzeczywiście się ocieplił", jednak nie ma to, żadnego związku z emisją CO2. Klimat w historii naszej planety już wielokrotnie się ocieplał, między innymi po epoce lodowcowej, i nie mogło to mieć związku z emisją CO2 przez ludzi, bo jej wtedy nie było. Prawdopodobny wzrost temperatury nastąpił dopiero w XX wieku, kiedy emisja CO2 zmalała po rewolucji przemysłowej wieku XIX, kiedy to nie było wzrostu temperatury. W średniowieczu w Europie było cieplej niż w późniejszych wiekach. W Polsce hodowano winorośle, Normanowie zaludniali Grenlandię. Dopiero dziś powracamy w Europie do temperatur ze średniowiecza. Historia jest sprzeczna z mitami głoszonymi przez klimatystów.


Tezom, o jakimś gigantycznym wzroście temperatur przeczą badania rdzeni z pokrywy lodowej z lodowców, które wskazują, że poziom CO2, choć się zmieniał i wahał, to był przez tysiąclecia w miarę stabilny i znacznie się nie zmieniał. Po epoce lodowcowej, przed naszymi czasami „stężenie C02, było znacznie, o 1/3 od dzisiejszego niższe, a temperatury [...] o półtora stopnia wyższe".


Demonizowane przez zwolenników bredni o katastrofie klimatycznej CO2 jest niezbędne do istnienia roślin, które żywią się CO2 w ramach fotosyntezy. CO2 „jest gazem cieplarnianym, ale jego wpływ na efekt cieplarniany jest w istocie niewielki".


Zwolennicy bredni o katastrofie klimatycznej twierdzą, że za poziom CO2 odpowiada kapitalistyczna gospodarka i przeludnienie, jednak wbrew ich urojeniom, w ostatnich dekadach emisja C02 się zmniejsza, bo upadły szkodliwe dla środowiska gospodarki komunistyczne odpowiedzialne za zanieczyszczanie środowiska, a gospodarki kapitalistyczne, by maksymalizować zyski, coraz oszczędniej gospodarują surowcami.
 

Klimatyści wbrew faktom twierdzą, że topnienie lodowców jest dowodem katastrofy klimatycznej. W rzeczywistości na cykliczne i powtarzalne na nasze planecie zmiany klimaty mają wpływ czynniki absolutnie niezależne od człowieka – cykliczne i powtarzalne zmiany promieniowania słońca, wywołujące zmiany prądów morskich i parowania wody z oceanów.

 

Zdaniem autora pracy „Mity globalnego ocieplenia" jednym z przejawów szaleństwa wyznawców bredni o zmianach klimatu są ich paranoiczne żądania ograniczenia spalania paliw kopalnych, ropy i węgla. Remedium na używanie środków transportu napędzanych ropą i jej pochodnymi mają być pojazdy elektryczne. W rzeczywistości promowane przez nich rozwiązania są bardziej szkodliwe dla środowiska niż dotychczasowe środki transportu - „aby przewieść jedną osobę na 100 km, pojazdy elektryczne – czy to pociąg, czy samolot – spalają od 4 do 24 kg węgla brunatnego. Tymczasem samochody spalinowe spalają przeciętnie od 4 do 12 kg paliwa na 100 kilometrów – po przeliczeniu na jednego pasażera kilkukrotnie mniej niż pojazdy elektryczne". Spalanie węgla produkuje więcej zanieczyszczeń niż spalanie ropy. Samochody na ropę są więc bardziej ekologiczne niż na elektryczność, podobnie przeloty samolotami są bardziej ekologiczne niż pociągi. Klimatyści popierając elektryfikacje transportu, szkodzą środowisku.

 

Remedium na emisje CO2 jest zalesianie. Gdyby Polska była zalesiona w 50%, polskie lasy by przerabiały całość tej emisji – Polska byłaby w stanie zero emisji. Nie jest to trudne — Japonia jest zalesiona w 60%. Ważne by był to las przemysłowy, ścinany, wtedy gdy już wyrośnie, bo drzewa przerabiają więcej CO2 niż wytwarzają do momentu, kiedy wyrosną.

 

Według autora pracy „Mity globalnego ocieplenia" CO2 można usuwać z atmosfery poprzez nawadnianie pustyń i nasadzanie tam roślinności oraz nawożenie oceanów, by rosły w nich rośliny pochłaniające CO2. Takimi tanimi i skutecznymi metodami usuwania CO2 klimatyści nie są zainteresowani, bo prawdziwym ich celem jest depopulacja i ograniczenie konsumpcji, a nie redukcja CO2, CO2 to tylko pretekst i środek.
 

Dziś Polscy konsumenci muszą płacić ogromne rachunki za prąd i ceny za wszystkie towary, do których produkcji prąd jest wykorzystywany, bo w cenę prądu wliczane są gigantyczne opłaty za emisje CO2 (rząd w interesie Polaków i Polski powinien odmówić ich płacenia). Polska w wyniku transformacji ustrojowej i likwidacji przemysłu z czasów PRL obniżyła emisje CO2 z 487 milionów ton w PRL w 1987 roku, do 300 milionów ton obecnie.
 

Nagła radykalizacja wyznawców bredni o katastrofie klimatycznej wynika z tego, że pojawiły się metody redukcji CO2 sprzeczne z ich planami depopulacji i ograniczenia konsumpcji poprzez likwidacje kapitalizmu.
 

Obecnie odchodzi się systematycznie od paliw kopalnych w gospodarce. Systematycznie spada udział paliw kopalnych w produkcji energii, z 94% w 1900 roku do 84% obecnie. Głównie jest to spadek wykorzystania ropy. Bardzo dynamicznie rośnie udział odnawialnych źródeł energii. W wyniku tego systematycznie maleje emisja CO2, od połowy lat 60 XX do dziś spadła o 17%.

 

Zmiany klimatu wynikające między innymi z aktywności słońca i zmiany orbit Słońca i Ziemi są cykliczne. Naszym problemem nie jest globalne ocieplenie, ale globalny spadek temperatury, który czeka nas w perspektywie kilkuset lat. Kolejna zlodowacenie, które nadchodzi regularnie, doprowadzi do drastycznego zmniejszenia się areału ziem uprawnych i ograniczenia czasu wegetacji roślin. Zlodowacone tereny nie będą parować, więc opady na nie zlodowaconych terenach będą o wiele mniejsze, a przez to będzie i tam mniej ziem uprawnych i plonów. Będzie to realna globalna katastrofa, która zmusi mieszkańców zachodniej półkuli Amerykanów, Europejczyków, Rosjan i Chińczyków do migracji na południe, co doprowadzi do globalnych wojen.
 

Remedium na rzekomą katastrofę klimatyczną ma być zdaniem jej wyznawców likwidacja 90% populacji naszej planety i utrzymywanie reszty w skrajnej nędzy – wyznawcy bredni o katastrofie klimatycznej wierzą, że problemy wynikają z przeludnienia i nadmiernej konsumpcji, będącej owocem gospodarki kapitalistycznej.

 

Współczesne brednie o katastrofie klimatycznej to nic innego jak stare brednie Thomas Robert Malthus z XVIII wieku, który twierdził, że wzrost populacji jest odpowiedzialny za nędzę, i depopulacja ograniczy biedę. Kapitalizm i wynikająca z niego rewolucja przemysłowa zadała kłam tym maltuzjanistycznym bredniom, nastąpił gigantyczny wzrost populacji, a kapitalizm zapewnił ludzkości dobrobyt nieznany nigdy w historii (miliony pod komunistyczną okupacją żyły w sztucznie wykreowanej biedzie przez komunistów, którzy odebrali im możliwość korzystania z kapitalistycznego dobrobytu). W XX wieku maltuzjanistyczne brednie były kolportowane przez globalistów z ONZ (przykładem była publikacja „Granice wzrostu"). Dziś kolportują je wyznawcy bredni o katastrofie klimatycznej, dla których wzorem jest okupowana przez komunistów Kuba, gdzie komunizm doprowadził do upadku przemysłu, dzięki czemu nie ma emisji, a ludzie żyją w nędzy i nie mają czego konsumować.

 

Brak logiki u wyznawców bredni o katastrofie klimatycznej widać w tym, że są oni przeciwni kapitalizmowi, choć kapitalizm zapewnia dobrobyt, dobrobyt sprawia, że konsumpcja staje się atrakcyjniejsza od posiadania dzieci, i spada dzietność. Podobnie kapitalizm sprawia, że uprawa drzew przynosi zyski, co sprawia, że drzewa są sadzone przez prywatnych inwestorów. Ten mechanizm nie ma znaczenia dla klimatystów, którzy dążą do upaństwowienia wszystkich lasów i wprowadzenia gospodarki socjalistycznej, która za każdym razem okazywała się nieefektywna ekonomicznie i doprowadzała do zniszczenia środowiska.
 

Prawdą jest to, że pewnego dnia wyczerpią się zasoby. Jednak zanim się to stanie cena wyczerpujących się zasobów, będą rosnąć i ludzkość będzie miała czas by opracować dla nich alternatywę.

 

Warto pamiętać, że „im bardziej w danym kraju handel jest wolny [...], im przyjaźniejszy jest kraj dla przedsiębiorców [...], i wreszcie im silniejsza jest w nim ochrona własności prywatnej, tym stan środowiska naturalnego jest lepszy". „Im więcej wolnego rynku, tym lepiej dla przyrody". „By skutecznie chronić środowisko, należy uwolnić rynek".
 

Jan Bodakowski