Ktokolwiek czytał stworzoną u początku XII w. jego Kronikę ukazującą nasze pradzieje, mógł zadać sobie pytanie: na ile jest prawdziwa, jeśli autor opisał w niej zdarzenia sprzed dwóch, trzech wieków? Kim był autor, skąd znał te szczegóły? A może zmyślał? Z szukaniem odpowiedzi zmagało się przez stulecia wielu badaczy. Jednak nie będziemy dłużej nad tym deliberować. Ze „śledztwem” na temat Galla ma szanse zapoznać się każdy kto po Kronikę sięgnie - wydało ją Ossolineum - i przeczyta przedmowę. Dodam, że śledztwo to wręcz fascynujące…

Czego byśmy nie sądzili o Gallu i jemu podobnym, jak choćby Wincentym Kadłubku czy Janie Długoszu ważne jest pytanie, z jakich źródeł czerpali swoją wiedzę. W dużym stopniu były to tzw. źródła oralne, czyli przekazy ustne zwane inaczej legendami.   

- Legendy? - powie ktoś: - Mamy wierzyć w bajki?

To nie bajki. Legenda i one to dwa odległe lądy. Pierwszą wspierają fakty historyczne; druga to czysta fantazja. Tu mały wykład dla nie-historyków: przy badaniu odległych dziejów używa się paru instrumentów. Pierwszym są źródła pisane ( pamiętniki, listy, utwory literackie, także różne napisy, jak choćby te odkopane spod popiołów Pompejów). Drugim są ślady materialne (budowle świeckie i sakralne, dzieła sztuki, nawet grobowce i sarkofagi). Trzeci to właśnie przekazy ustne (literatura oralna) czyli niematerialne ślady kultury materialnej. Często właśnie ów trzeci instrument, gdy brak dwóch pierwszych, daje jedyną możliwość poznania przeszłości. Przykładem, choć pochodzącym z Afryki, może być zaginiona w pomroce dziejów bogata przeszłość ludu Hausa, żyjącego na terenie Nigerii i Nigru. O bogactwie i różnorodności ich kultury świat dowiedział się właśnie dzięki legendarnym opowieściom przekazywanym z pokolenia na pokolenie przez całe wieki. Współczesne badania ujawniły, że legendy te oparte są na faktach. Zainteresowanym polecam pracę „Opowieści ludu Hausa”, wydaną w 1988 r przez Naszą Księgarnię. Warto poszukać.

Na terenie Europy w opowiadaczy obfitował teren Bałkanów. Na Litwie istniała tzw. dajna czyli pieśń ludowa opowiadająca. Osobliwością wartą odnotowania jest – tu znów wróćmy do Afryki – istnienie klanu opowiadaczy zwanych Gerjotami, którzy od…100 pokoleń przekazują to, co zdarzało się poprzez stulecia. Obowiązuje ich rygor dokładności. Bardziej szokujące są legendy Aborygenów, przenoszone przez kilka tysięcy lat – a mające, wedle badań, pokrycie z faktami dotyczącymi ich rodzimej Australii.

Oczywiste, że w wielu legendarnych opowieściach niejako po drodze część faktów z przeszłości ulegała wykrzywieniu, coś tam ujęto, coś dodano, niby w zabawie w głuchy telefon (co to była za zabawa, młodsi mogą zapytać starszych). Ale jądro zostawało zazwyczaj niezmienione. Największe bogactwo legend miały w swym skarbcu kraje położone na uboczu głównych szlaków ówczesnego świata, gdzie nie dotarła lub nie rozpowszechniła się jeszcze sztuka pisania. 

Polska leży tu jakby pośrodku. Mamy nieco bardzo starych przekazów pisanych, jak chociażby wspomniane kroniki czy też wiadomości o naszym kraju zawarte w dziełach starożytnych Greków i Rzymian ( w nich to napomknięto np. o pradawnym grodzie Calisia-Kalisz ). Ale niebagatelną część wiedzy o dawności zawdzięczać możemy właśnie przekazom ustnym, legendom.

Chcąc poznać historię danego miejsca: osady, wsi, miasta, sięgajmy więc bez obaw do legend o nich. Prawda w nich zawarta rzadziej niż sądzimy bywa wymysłem fantastów. Weźmy pierwszy z brzegu przykład, jak choćby powtarzaną od wieków legendę z południowego Podkarpacia o jednym ze wzgórz, na którym przed ponad tysiącem lat stał zamek króla Mruka. Tropem opowieści ruszyli archeolodzy. Wynik? Na wzgórzu tym rzeczywiście odnaleziono pozostałość po dużej, niewątpliwie zamkowej budowli. Miejscowa ludność pamiętała o niej aż tysiąc lat!

Szanujmy legendy, wsłuchujmy się w nie. Bo właśnie one mogą nas zaprowadzić prostą ścieżką w już nam nieznaną dawność. Także w czasy tak chwalebnie opisane przez Galla Anonima.

Zuzanna Śliwa