Przemowa noblowska Olgi Tokarczuk rozpoczyna się ckliwymi wspomnieniami o matce i sielskim życiu na prowincji w PRL. Po wstępie noblistka dzieli się antykapitalistycznymi refleksjami o rynku książki („Dobra książka nie musi się opowiadać za swoją gatunkową przynależnością. Podział na gatunki jest wynikiem skomercjalizowania całej literatury i efektem traktowania jej jako produktu do sprzedaży z całą filozofią brandu, targetu i tym podobnych wynalazków współczesnego kapitalizmu”).

 

Krytykując współczesną kulturę i wynalazek internetu, noblistka zachwyca się postacią „Komenskiego protestanta, okultysty, wroga Kościoła katolickiego, który poparł potop szwedzki („Jan Amos Komenski, wielki pedagog XVII wieku”).

 

Zapewne w duchu anty populistycznym Tokarczuk podzieliła się swoimi krytycznymi opiniami o internecie. Jej zdaniem „kazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać – różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących. Na dodatek Internet, poddany zupełnie bez refleksji procesom rynkowym i oddany graczom-monopolistom, steruje gigantycznymi ilościami danych, które wykorzystywane są całkiem nie „pansoficznie”, ku szerokiemu dostępowi do wiedzy, ale przeciwnie, służąc przede wszystkim programowaniu zachowań użytkowników, czego dowiedzieliśmy się po aferze Cambridge Analytica. Także badania politologów przeczą niestety intuicjom Jana Amosa Komenskiego, opartych na przekonaniu, że im więcej powszechnie dostępnej wiedzy o świecie, tym politycy bardziej posługują się rozsądkiem i podejmują rozważne decyzje. Wygląda na to, że wcale nie jest to taka prosta sprawa. Wiedza może przytłaczać, a jej skomplikowanie i niejednoznaczność, powoduje powstawanie różnego rodzaju mechanizmów obronnych – od zaprzeczenia i wyparcia, aż po ucieczkę w proste zasady myślenia upraszczającego, ideologicznego, partyjnego”. Choć noblistka tego nie stwierdza, to oczywiste jest, że remedium na szkodliwą wolność słowa jest cenzura uprawiana przez elity dysponujące nieograniczoną demokratycznie władzą.

 

Przejawem elitarystycznego przeświadczenia o szkodliwości wolności słowa jest opinia noblistki o tym, że technika zabija literaturę. „Nie ma już potrzeby prowadzić dziennika podróży, kiedy można fotografować i wysyłać te fotografie za pomocą portali społecznościowych w świat, zaraz i każdemu. Nie ma potrzeby pisać list, skoro łatwiej jest zadzwonić. Po co czytać grube powieści, skoro można zanurzyć się w serialu? Zamiast wyjść na miasto, żeby rozerwać się przyjaciółmi, lepiej zagrać w grę. Sięgnąć po autobiografię? Nie ma sensu, skoro śledzę życie celebrytów na Instagramie i wiem o nich wszystko”. Oczywiście Tokarczuk nie konfrontuje się, z tym że ilość wydawanych książek non stop rośnie i nic nie wskazuje, by nowoczesne technologie niszczyły literaturę, a co najwyżej pozwalają czytelnikom konfrontować czy literat pisze prawdę, czy bredzi (taki demokratyzm ewidentnie nie jest w smak establishmentowi).

 

Kiedy Tokarczuk w swoim przemówieniu wspomniała o Kolumbie, wiedziałem, że zaczyna się lewicowa jazda po zachodniej cywilizacji. Zdaniem noblistki dzień w którym, „od nabrzeża portu Palos w Hiszpanii, 3 sierpnia 1492 roku”, odbiła „nieduża karawela o nazwie ''Santa Maria''” dowodzona przez Krzysztofa Kolumba „doprowadził do śmierci 56 milionów z blisko 60 milionów rdzennych Amerykanów. Ich populacja stanowiła wtedy około 10 procent całej ludności ziemi. Europejczycy nieświadomie przywieźli ze sobą śmiertelne prezenty – choroby i bakterie, na które rodowici mieszkańcy Ameryki nie byli odporni. Do tego doszło bezpardonowe niewolenie i zabijanie. Zagłada trwała lata i zmieniła kraj. Tam, gdzie kiedyś rosła fasola i kukurydza, ziemniaki i pomidory, na nawadnianych w wyrafinowany sposób polach uprawnych, wróciła dzika roślinność. Prawie sześćdziesiąt milionów hektarów uprawnej ziemi z biegiem lat zamieniło się w dżunglę”. ”. Taktownie noblistka nie wspomniała, że rdzenna ludność przeżyła na terenach rządzonych przez katolików, a została wyniszczona na terenach protestantów.

 

Obwinianie zachodniej cywilizacji o zagładę ludów Ameryki to lewicowa klasyka, nowa i niezwykle ciekawa jest koncepcja, że Kolumb i zachodnia cywilizacja doprowadziły do małej epoki lodowcowej.

 

Według Tokarczuk na ziemi gdzie biali wymordowali kolorowych „tam, gdzie kiedyś rosła fasola i kukurydza, ziemniaki i pomidory, na nawadnianych w wyrafinowany sposób polach uprawnych, wróciła dzika roślinność. Prawie sześćdziesiąt milionów hektarów uprawnej ziemi z biegiem lat zamieniło się w dżunglę. Roślinność regenerując się, pochłonęła ogromne ilości dwutlenku węgla, przez co osłabł efekt cieplarniany. To zaś obniżyło globalną temperaturę Ziemi. Jest to jedna z wielu naukowych hipotez wyjaśniających nastanie małej epoki lodowej w Europie, która pod koniec XVI wieku przyniosła długotrwałe ochłodzenie klimatu. Mała epoka lodowa odmieniła gospodarkę Europy. W ciągu następnych dekad mroźne i długie zimy, chłodne lata i intensywne opady zmniejszyły wydajność tradycyjnych form rolnictwa. W Europie Zachodniej małe rodzinne gospodarstwa produkujące żywność na własne potrzeby, okazały się niewydajne. Nastąpiły fale głodu i konieczność specjalizacji produkcji. Anglia czy Holandia najbardziej dotknięte ochłodzeniem, nie mogąc wiązać swej gospodarki z rolnictwem, zaczęły rozwijać handel i przemysł. Zagrożenie sztormami skłoniło Holendrów do osuszania polderów i przekształcania stref podmokłych i płytkich stref morskich w ląd. Przesunięcie na południe zasięgu występowania dorsza, katastrofalne dla Skandynawii, okazało się korzystne dla Anglii i Holandii – dzięki temu państwa te zaczęły wyrastać na potęgi morskie i handlowe. Znaczące ochłodzenie szczególnie dotkliwie było odczuwane w krajach skandynawskich. Urwała się łączność z zieloną Grenlandią i Islandią, surowe zimy zmniejszyły zbiory i zapanowały lata głodu i niedostatku. Szwecja zwróciła więc łakomy wzrok na południe wdając się w wojny z Polską (zwłaszcza, że zamarzł Bałtyk, przez co łatwo było się przezeń przeprawić armii) i angażując się w wojnę trzydziestoletnią w Europie”.

 

Zdaniem Tokarczuk „kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych). Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć”.

 

Jak informuje portal „Wyborcza” (w artykule „Piotr Gliński o wsparciu dla Olgi Tokarczuk: "Wydaliśmy 700 tys. zł na tłumaczenia jej książek"” autorstwa Jakuba Łukaszewskiego) „Piotr Gliński podkreśla, że rząd PiS wspiera noblistkę m.in. poprzez finansowe wsparcie tłumaczeń jej książek”. PiS ma więc pełne prawo przypisywać sobie nagrodę Nobla dla Tokarczuk.

 

Jak informuje portal TVP Info w artykule „Instytut Książki wsparł publikacje Olgi Tokarczuk kwotą powyżej 700 tys. złotych” na profilu Facebook Instytutu Książki (utworzony zarządzeniem Ministra Kultury) instytut poinformował, że „Instytut Książki do tej pory wsparł 91 przekładów Olgi Tokarczuk na 28 języków obcych, w tym pięć na język angielski i siedem na język szwedzki. Tylko od 2016 roku przyznano dofinansowania dla 25 przekładów na 19 języków o łącznej kwocie udzielonego dofinansowania przekraczającej 700 tys. złotych. Co oznacza, że w latach 2016–2019 wsparliśmy przekłady książek Olgi Tokarczuk kwotą większą niż łącznie w latach 1999-2015 (679 385 zł)”. Oznacza to, że polscy podatnicy na finansowanie tłumaczeń książek Olgi Tokarczuk wydali prawo 1.500.000 zł.

 

Instytut Książki jest narodową instytucją kultury, powołaną przez Ministra Kultury do promocji polskiej literatury na świecie oraz popularyzacji książek i czytelnictwa w kraju. Z kolejnego artykułu na TVP Info można się dowiedzieć, że „mimo że Olga Tokarczuk ma poglądy polityczne przeciwne Prawu i Sprawiedliwości, to rząd PiS-u wspiera wszystkich twórców kultury – powiedział portalowi tvp.info senator PiS Jan Maria Jackowski. – Teoretycznie nie ma to związku, ale gdyby nie nakłady na tłumaczenia jej książek z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a więc rozpowszechnienie wiedzy o niej, jej twórczości na arenie międzynarodowej, to niewątpliwie te szanse na sukces byłyby znacznie mniejsze – kontynuował Jackowski”.

 

Zasługi PiS dla rozpropagowania za granicą Tokarczuk świadczą, że kłamstwem są lewicowe pretensje wobec partii Kaczyńskiego, która nie ograniczyła, a nawet zwiększyła wsparcie z pieniędzy podatników dla lewicowych twórców.

 

Na portalu „Krytyka Polityczna” ukazał się artykuł Kingi Dunin (działaczki feministycznej i lewicowej) „Dunin o Tokarczuk: Olga jest niespokojnym i bardzo dociekliwym duchem”. Z artykułu na lewicowym portalu można się dowiedzieć, że Polska Olgi Tokarczuk „nie mieści się w mitach rodem z »Trylogii«” i „w ciasnym gorsecie identyfikacji narodowo-katolickiej”.

 

Pierwszą powieść Tokarczuk „Podróż ludzi Księgi” spotkała się z zarzutami: o prymitywny feminizm, antychrześcijański ekoterroryzm, domorosłe filozofowanie, tanią ekscytację New Age’em”.

 

Według Kingi Dunin, Olga Tokarczuk „jest feministką, wegetarianką, obrończynią praw zwierząt, pełną dystansu do polskiego nacjonalizmu i katolicyzmu”. W opinii autorki tekstu nową noblistkę interesuje to, „zawsze znajduje się gdzieś poza. Poza systemem, poza tym, co powszechnie się uważa, poza zinstytucjonalizowaną religią, poza powszechnym sposobem opowiadania historii, poza schematycznym postrzeganiem płci czy orientacji seksualnej, poza wpisanym w naszą kulturę podziałem na świat ludzki i zwierzęcy”.

 

W drugiej powieść „E.E” bohaterką jest „dziewczynka, która widzi duchy, dostaje się w tryby wyjaśnień – materialistycznych i spirytystycznych, żadne z nich jednak nie potrafi uchwycić ani całkowicie wytłumaczyć jej doświadczenia. W ''Prawieku i innych'' czasach dziedzic poszukuje axis mundi i drogi do nieba, jednak jest też inna droga, prowadzi poza Prawiek […] W ''Domu dziennym, domu nocnym'' święta Kummernis i mnich Paschalis poszukują drogi wyjścia poza swoją płeć. ''Anna Inn'' [...] w feministycznie przepisanym starym micie prowadzi nas do świata umarłych, ale także pokazuje, jak świat został kiedyś ukradziony kobietom i ich narracjom. W ''Biegunach współcześni'' bieguni przemieszczają się, żeby się nie stać niewolnikami zastygłych form; prawda zawsze jest gdzie indziej”.

 

W swojej twórczości Olga Tokarczuk opisała jak „Jakub Frank na Jasnej Górze spotyka Szechinę, boga w kobiecej postaci, [...], bo mistyczna i synkretyczna herezja Jakuba w interpretacji Olgi ma prowadzić do przełamywania zastanych struktur religijnych i narodowych”.

 

Zdaniem lewicowej publicystki „Olga lubi testować rozmaite prowokacyjne pomysły. A co by było [...] Gdyby mężczyzna karmił niemowlę piersią? [...]. Czemu nie upiec tortu z muchomorów? A co by było, gdyby Chrystus co roku był męczony na śmierć, a potem naprawdę ożywał”. Zdaniem lewicowej publicystki w twórczości Tokarczuk jest „coś, co można by nazwać wyobraźnią gnostyczną”.

 

Jak można się dowiedzieć z Wikipedii Olga Nawoja Tokarczuk urodziła 1962 w Sulechowie. […] Jest absolwentką Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie studiów jako wolontariuszka opiekowała się osobami z problemami psychicznymi. Zainteresowała się również pracami Carla Junga, co wywarło wpływ na jej twórczość. Po studiach pracowała jako psychoterapeutka w poradni zdrowia psychicznego w Wałbrzychu. […] Zadebiutowała w 1979 na łamach pisma „Na przełaj”, gdzie pod pseudonimem „Natasza Borodin” opublikowała pierwsze opowiadania. […] Współpracowała z Partią Zielonych i była członkinią redakcji „Krytyki Politycznej”. […] Jest feministką. Wspiera działania na rzecz ochrony środowiska, praw zwierząt oraz regularnie bierze udział w paradach równości”.

 

Z artykułu na portalu TVN24 „Olga Tokarczuk...” (autorstwa Justyny Sucheckiej) można się dowiedzieć, że „Wanda i Józef, pracowali tu w Lubuskim Uniwersytecie Ludowym, gdzie kształcono dorosłych i młodzież. Ojciec uczył tańca”.

 

Według informacji z artykułu, w jednym z wywiadów Tokarczuk powiedziała „Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.

 

Jan Bodakowski