Film powstał z pieniędzy podatników z województwa dolnośląskiego (zapewne rządzonego przez PO, oficjalnie pod hasłem promowania walorów turystycznych – choć przekaz jest taki: przyjedź do nas, katolicy cię zaszlachtują w ładnych okolicznościach przyrody) i z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej instytucji podległej Ministerstwu Kultury, czyli rządowi PiS – co kolejny pokazuje, że pieniądze podatników powinny zostawać w ich kieszeni, a nie być wydawane na sztukę nowoczesną.


Krew Boga" to film w reżyserii Bartosza Konopki. Z udziałem takich aktorów jak: Krzysztof Pieczyński (aktor znany ze swojej kosmicznej nienawiści do katolicyzmu oraz przy okazji ról w takich filmach „Belfer", „Ziarno prawdy", „Jack Strong"), Jacek Koman („Moulin Rouge!", „Son of a Gun", „Ziarno prawdy"), Karol Bernacki („Amok"), Olivier de Sagazan (francuski performer), Wiktoria Gorodeckaja (aktorka Teatru Narodowego w Warszawie).


Film, z bardzo ładnymi zdjęciami i kostiumami, niezbyt wartką akcją, opowiada o tym, jak na zamieszkałą przez sympatycznych pogan wyspę przybywa psychopatyczny jak cały katolicyzm biskup Willibrord (grany przez znanego ze swojej nienawiści do katolicyzmu Krzysztofa Pieczyńskiego).


Bohater filmu nosi takie samo imię, pełni taką samą funkcję, i żyje w tych samych czasach co biskup Willibrord żyjący na przełomie VII i VIII wieku misjonarz z Anglii i Irlandii działający w państwie Franków na terenach późniejszych Niderlandów, patron Holandii i Luksemburga.

 

Na brzegu wyspy biskup spotyka znanego mu młodego bezimiennego (granego przez Karola Bernackiego). Obaj mężczyźni postanawiają nawrócić pogan, w tym ich wodza Geowolda, oraz jego córkę Prahwe. Chrystianizacja ma uchronić społeczność od zagłady dokonanej przez katolików.

 

Reżyser filmu deklaruje, że „pomysł na film zrodził się z kilku inspiracji. Po pierwsze z mojego odwiecznego sprzeciwu wobec bezdyskusyjnych dogmatów i autorytetów. Z potrzeby szukania dialogu, alternatyw, które mogą godzić różne pomysły na świat, a nie zaogniać konflikty. Po drugie – z fascynacji pokojowymi buntownikami, takimi jak Chrystus, Gandhi, Martin Luther King i inni. Po trzecie z mądrości, jaką niesie w sobie milczenie, poszukiwanie skupienia wewnętrznego, oddziaływanie na ludzi obecnością, a nie pustymi słowami, wszechobecnym zagadaniem, ideologią".

 

Jak informuje dystrybutor filmu „scenariusz filmu [...] powstał w wyniku współpracy Bartosza Konopki, Przemysława Nowakowskiego i Anny Wydry. Autorem zdjęć do filmu jest Jacek Podgórski. Za scenografię odpowiadali Marek Warszewski oraz Łukasz Trzciński, za kostiumy Marta Ostrowicz, a za charakteryzację Dariusz Krysiak".


Koproducentami filmu jest Earlybirds Films z Belgii i finansowane z pieniędzy podatników Dolnośląskie Centrum Filmowe (dawniej Odra-Film). Film jest współfinansowany przez finansowany przez podatników i podległy Ministerstwu Kultury, czyli rządowi PiS Polski Instytut Sztuki Filmowej i Eurimages. Z kolei w Belgii produkcję dofinansował fundusz regionalny Screen Flanders. Jeszcze na etapie rozwoju projektu film otrzymał grant z funduszu MEDIA i FPCA.

 

W swojej eksplikacji reżyserskiej, czyli w deklaracji reżysera, w której wyjaśnia reżyser, o co mu chodziło w filmie (złośliwie można stwierdzić, że im bardziej bełkotliwa narracja w filmie, tym większa potrzeba eksplikacji), twórca filmu stwierdził, opisując historie chrystianizacji Europy, że „Jeśli jednak pokojowe metody zawodziły [w nawracaniu], poganie byli stawiani przed wyborem: albo przyjmiecie nową cywilizację, albo zginiecie. Jak widać, mechanizmy przynoszenia „demokracji" nie zmieniły się do dziś. Od tysiąca lat poświęcamy jednostkę dla „dobra" ogółu. W szlachetnych intencjach, pod sztandarem wiary, władzy lub jakiejkolwiek ideologii. W moich bohaterach konflikt poczucia winy i niezgody na takie metody osiąga punkt krytyczny".


Z filmu można odnieść wrażenie, że zdaniem reżysera fanatyzm katolicki, był wyrazem odrzucenia Boga, i zabił miłosierdzie. Kościół, kler, w filmie przestawiony jest przeszkoda na drodze wiary. Opowieść miała być uniwersalna, więc twórcy filmu specjalnie uniknęli określenia „dokładnego miejsca i czasu zdarzeń. Przedstawiona historia mogła mieć miejsce w wielu miejscach Europy, dzięki czemu może się stać wspólnym doświadczeniem dla różnych krajów".


Reżysera nie interesuje oddanie realiów, a stworzenie uniwersalnej opowieści z przesłaniem moralny, kolarzu stworzonego ze swobodnie wykorzystanych elementów z historii – moim zdaniem identycznie w judaizmie talmudycznym tworzona jest hagada, której nie interesują realia a przesłanie moralne, która tworzy narracje wbrew faktom z elementów z rzeczywistości. Taką hagadą są kłamstwa Żydów o polskiej odpowiedzialności za holocaust, które bulwersują Polaków przywiązanych do prawdy, a są całkowicie zrozumiałe dla Żydów zakorzenionych w kulturze hagady.

 

Reżyser, robiący jak się wydaje za pieniądze podatników filmy w ramach psychoterapia po traumach życiowych, opowiadając o swoje wierze, stwierdził, że strasznie wkurza go „to, że kościół dzisiaj tak bez sensu niszczy to, co przyniósł Jezus, te piękne ideały".

 

Z filmu widać, że dla reżysera Kościół to instytucja, która odgórnie narzuca zasady i ideologie, stawia sztuczne pomniki i wskazuje fałszywe autorytety. Zdaniem reżysera z takimi rzekomymi patologiami trzeba walczyć.


Reżyser w wywiadzie o swoim obrazie deklaruje: „Ten film miał być takim włożeniem kija w mrowisko. Pytaniem: Skoro już tysiąc lat temu tak to wyglądało, to dlaczego ciągle to się powtarza? Bóg wysłał swojego syna, żeby pokazać, jak powinno być, on umarł za nas na krzyżu, a oni ciągle o tym zapominają. To okropne. Opamiętajmy się!".


Z wywiadu z reżyserem dowiadujemy się o jego inspiracjach - „Nie chciałem naśladować przeszłości, raczej stworzyć jakąś metaforę, pewien symbol wspólnoty przedchrześcijańskiej. Bardzo pomógł mi esej „Kultura jako źródło cierpień Zygmunta Freuda". To analiza tego, jak nasza kultura chrześcijańska — i w ogóle zachodnia — choć przyniosła wiele pięknych rzeczy, to też bardzo wiele zabrała. Dzisiaj funkcjonujemy jako jednostki. Chciałem pokazać pogan jako wspólnotę, odczuwającą wszystko jak jeden organizm, w pełni zasymilowaną, funkcjonującą razem i w tej wspólnocie się spełniającą. Pokazać, co straciliśmy".

 

Odtwórca głównej roli, znany ze swojej kosmicznej nienawiści do katolicyzmu Krzysztof Pieczyński w wywiadzie, udostępnionym przez dystrybutora filmu stwierdził, że „Krew Boga" „opowiada o religii. O chrześcijaństwie i o jego zaborczości. I według mnie reżyser próbuje w pewien sposób usprawiedliwić tych ludzi, którzy zdecydowali, że są gotowi popełnić każdą zbrodnię, żeby chrystianizować. Próbuje usprawiedliwić kościół, opowiadając o tym, że to, co się wydarzyło, jest wynikiem polityki". Według aktora misjonarze „to byli ludzie zdeterminowani, by za wszelką cenę zagarnąć nowe terytoria, zniewolić ludzi, zmusić ich do przyjęcia ich wiary. W tym sensie chrześcijaństwo nie zmieniło się do dziś ani na jotę. To nie ulega wątpliwości dla nikogo, kto, chociażby musnął historię kościoła katolickiego".


Według Pieczyńskiego pogarda „tkwi w istocie kościoła i ta istota teraz dała nam dzisiejszą Polskę, która jest dwiema nogami w przeszłości. Lot Polski w przepaść już się zaczął. To nie jest jeden krok nad przepaścią, to są dwie nogi. Polska leci i się roztrzaska, za sprawą kościoła oczywiście".

 

Zdaniem Pieczyńskiego wyobrażenie, „które katolicy narzucili Europie, jakobyśmy mieli korzenie chrześcijańskie, co jest kłamstwem tak głęboko zakorzenionym w Europie, że stało się kakofonią, która zagłusza wszelką samodzielność. To część planu. Oni tak głośno krzyczą na temat chrześcijańskich korzeni Europy, żeby ludzie nie mieli sposobności, czasu, miejsca w swojej przestrzeni wewnętrznej, żeby badać wymiary wewnętrzne człowieka. W tych wymiarach wewnętrznych odnaleźlibyśmy swoje wewnętrzne ja i nie byłoby już możliwości, żeby tworzyć nowe pokolenia niewolników i płatników kościoła katolickiego. Ludzie by się uwolnili z religijnej niewoli. Kościół straciłby wszystko, gdyby ludzie poznali prawdę".


Pieczyński uważa, że hierarchia katolicka to struktura „oparta na strachu i manipulacji: jeżeli nie będziesz taki jak my, to cię odrzucimy, a sam zginiesz. To układ, który trwa do dzisiaj. Przez lata był wykorzystywany w przeróżnych, najczęściej politycznych, celach. Ekskomunika była serwowana nieposłusznym królom, włodarzom, ludziom „z góry". Bo przecież kościół się nie przejmował maluczkimi. Zawsze chodziło o tych, którzy decydowali o losach".


Pieczyński w wywiadzie stwierdził, że gra w „Krwi Boga" „to była pierwsza rola od wielu, wielu lat, w którą mogłem tak się energetycznie zaangażować. Doświadczyłem momentów intensywnego natchnienia".

 

Krew Boga" została bardzo życzliwie przyjęta przez przedsoborowy. Dla modernistów ukazany w filmie wariat, który zszywa sobie usta, by nie głosić niosącej rzekomo cierpienie Ewangelii, tylko być z potrzebującymi (to pomysł posoborowców na nową wiarę lepszą od katolicyzmu) ma być niemal franciszkański.

 

Wbrew zachwytom posoborowców dostrzegających w filmie chrześcijańskie wartości z „Krwi Boga" katolik otumaniony zachwytami modernistów dowie się, że katolicyzm jest religią, która odpowiada za wymordowanie sympatycznych pogan, religią fanatyków chcących bolesną pustkę braku poczucia wspólnoty z Bogiem, zagłuszyć mordowaniem pogan niemających takich zaburzeń. Przesłanie to utwierdza przekaz filmu, w którym najpierw biskup ostrzega pogan, że przyjęcie chrześcijaństwa uchroni ich od zagłady, a potem gdy przybywa chrześcijańska armia, chrześcijański król rozkazuje wymordować wszystkich pogan, również tych, którzy się nawrócili.

 

Ciepło przyjęta przez posoborowców film „Krew Boga" utrwala w widzach przekonanie, że celem katolicyzmu było wymordowanie pogan, chrześcijanie byli psychopatycznymi sadystami pragnącymi mordować (biskupa nieustannie prześladują twarze pogan, których wymordował, wyrzuty sumienia ma też jego towarzysz, który czuje odrazę do nawracania mieczem), a poganie byli sympatycznymi zwolennikami natury, równouprawnienia kobiet, radosnego seksu i pierwotnej magi, pacyfistami, którzy nie zabijali misjonarzy. Nawrócenie pogan ukazane jest jako proces, w którym chrześcijańscy sadyści zdemoralizowali pogan, ucząc ich przemocy i używania broni w celu siania terroru. Chrześcijaństwo w filmie ukazane jest jako kulturowa zaraza zmieniająca sympatycznych pogan w sadystycznych chrześcijańskich psychopatów.

 

Ciekawym zabiegiem jest to, że poganie mówią w języku podobnym do litewskiego, psychopatyczny biskup po polsku, a jego katolicki król, jeszcze większy psychopata niż biskup, po angielsku – normalnie jakby Dugin ze swoją anty atlantycką obsesją był doradcą przy produkcji filmu.

 

Warto też zwrócić uwagę na symboliczne zaszycie ust przez młodego. To odwołanie się klimatów rodem z posoborowej teologii, w stylu anonimowego chrześcijaństwa. Wyrazem pełni chrześcijaństwa ma być niegłoszenie Ewangelii, milczenie, posiadanie zasznurowanych ust, tylko trwanie z bliźnimi w ich codzienności. Według tych posoborowych herezji Ewangelia, słowo, ma ranić i nieść konflikt, być sprzeczna z miłością Jezusa.


Podsumowaniem tego, że katolicyzm przynosi tylko mord i cierpienie, jest to, że biskup najpierw na stosie chce spalić pogankę, potem morduje swojego towarzysze i jego pali na stosie. Po dokonaniu mordu odprawia msze w kościele, którą przerywa przybycie katolickiego króla mówiącego po angielsku, który zlecił zabójstwo, i na rozkaz którego wszyscy poganie, w tym i nawróceni, zostają zabici a kościół spalony – pada przy tym fraza o tym, że „Bóg pozna swoich". Dzięki czemu widzowie nie mogą już mieć wątpliwości, że katolicyzm to demoniczna religia wyznawana przez psychopatów. Antyklerykałom w filmie mogło tylko zabraknąć pedofilii w Kościele, ale pewnie pojawiła się ona, dopiero kiedy katolicy wymordowali wszystkich pogan, i nie mieli jak zaspakajać swoich sadystycznych perwersyjnych skłonności.

 


Jan Bodakowski