Raport znanych z anglojęzycznego portalu Nierówność Sarah Anderson i Sama Pizzigati wraz z Brianem Wakamo i Finnem Collom ukazuje sposób myślenia. Zrozumienie tego ujęcia pozwala na dostrzeżenie pułapek jakie kryją się w używaniu ekonomii jako środka do rozumienia społeczeństwa i w jakim stopniu takie rozumowanie dosięgło naszego myślenia. Tak zwane pay gap jest różnicą między tym, co zarabiają ludzie. Ze względu na stopień utalentowania ludzi jest oczywiste, że nie ma mowy, aby każdy otrzymywał tyle samo. Niektórzy bowiem awansują i otrzymają więcej. Jednocześnie posiadanie pieniędzy łączy się w tym myśleniu z posiadaniem szczęścia. Po odrzuceniu minimum jakie jest potrzebne do zapewniania człowiekowi środków do życia, a później dodaniu minimum potrzebnego do korzystania z kultury rodzi się przekonanie, że szczęście wyraża się w walutach.

Dla cytowanych analityków problem stanowi, że osiemdziesiąt procent szefów z czołówki pięciuset najbogatszych firm świata zarabia stokrotnie więcej niż ich pracownicy. W 2018 średnia w ramach korporacji z tego grona wynosiła piętnaście milionów i dziewięćset tysięcy dla szefa i lekko ponad dziesięć tysięcy dla pracownika. Marksiści ustalili maksimum zarobków na dwudziestokrotność pensji. Tak ujął to ojciec nauki o zarządzaniu, czyli nowomowy na bycie szefem, Peter Drucker. Na pół tysiąca korporacj ledwie pięć mieści się w tej regule. Jednocześnie na akcjach zarabiają przeciętnie osiemdziesiąt siedem milionów dolarów. Wedle obliczeń marksistów różnice sięgają w niektórych firmach do trzech tysięcy sześćdziesięciu sześciu razy w stosunku do przeciętnego pracownika firma.

Zderzenie takich cyfr buduje przekonanie o istnieniu niesprawiedliwości. Brakuje tutaj podziwu do ludzkiej kreatywności i ciężkiej pracy (przy założeniu, że mowa o uczciwym prowadzeniu biznesu). Jeśli weźmie się korporacje Align Technology i wskaże, że trzy tysiące sto sześćdziesiąt osiem razy więcej zarabia szef niż przeciętny pracownik takie przekonanie wydaje się słuszne. Od razu marksiści wskazują, że różnice w dochodach przekładają się na stracone miejsca pracy i szanse. Ich zdaniem mógłby by znaleźć się te pieniądze nie w kieszeniach ludzi, ale w ramach instytucji. Dlatego posiłkują się opłacaniem edukacji dla blisko pół miliona studentów, ponad dwustu tysięcy nauczycieli, czy ponad dwieście trzydzieści tysięcy miejsc pracy przy tak zwanej czystej energii. W tym przykładzie gospodarka amerykańska, bo ona służy za chłopca do bicia i jako obiekt analizy oznacza siedemnaście miliardów dwieście milionów więcej z podatków. Ten ostatni aspekt przekazywania pieniędzy ukazuje do czego prowadzą wnioski.

Sednem tego rozumienia nie jest chęć umożliwienia szans dla biednych, ale wzmocnienie finansów państwa. Dzięki temu istnieje możliwość opłacania przedsięwzięć jakich nikt nie chce, dla przykładu niech to będą galerie sztuki nowoczesnej z aktami bluźnierstwa.

Na marzec 2020 jest planowana inicjatywa w zakresie podatku dla korporacji w celu usunięcia różnicy płacowej (pay gap) dla San Francisco, drugiego miasta w Stanach Zjednoczonych mającego takie rozwiązanie. Celem jest wprowadzenie rozwiązań do innych, głównych miastach. Posiłkowanie się morale ludzi stanowi tu zasłonę dymną. Porównanie do sytuacji z 1978 roku o trzysta czterdzieści procent wzrosły płace do 2017 roku. Za tym poszedł pięciokrotny wzrost zarobków szefów. Wedle marksistów najgorsza sytuacja obejmuje handel detaliczny (markety), a później równo sprzedające jedzenie na szybko i technologie oraz sprzęt. Za wzór są stawiane Alphabet (marka Google) i Twitter, bo mają tak zwany zerowy współczynnik stosunku płac. Wynikają one z porównania cen akcji, co błędnie sugeruje, że szefostwo nie zarabia więcej.

Ograniczenie podatku dla firm przed Republikanów z trzydziestu pięciu procent do dwudziestu jeden procent twórcy raportu ukazują jako zysk dla korporacji na poziomie jednego tryliona dolarów w aukcjach. Zarabianie pieniędzy jest zdaniem twórców raportu złe, bo o tyle firmy powinny zarabiać mniej.

Kwestia sprawiedliwego zarobku, czyli wynagradzania pracy wedle wysiłku w niego włożonego, zaangażowania stanowi od lat problem do dyskusji. W ujęciu marksistów rozwiązaniem jest utopia. Nie ważne są umiejętności, doświadczenie, czy inne wytyczne różnicujące co i jak ktoś robi. Ważne aby wszyscy otrzymywali matematycznie równo. Równocześnie wykluczają z tego równania, że regulowanie rynku i dofinansowania skutkują inflacją i spadkiem wartości pieniądza. Nie ma bowiem znaczenia ile kto zarabia, ale ile jest w stanie za to kupić. O tym jednak marksistowska wizja świata zapomina.

Jacek Skrzypacz