Wieczorna Msza w kościele karmelitów bosych na warszawskim Solcu, przychodzę tu często. Gdy w kolejce innych wiernych podchodzę do komunii, celebrans odwraca się do mnie bokiem i udziela komunii innym. Przez parę dekad doświadczyłem w moim Kościele wiele, odmawiano mi komunii na rękę, pokrzykiwano że nie tak stoję, ale to - publiczny osąd sumienia - przyznam: wprawia mnie w osłupienie.

- rozpoczyna swoja mrożącą krew w żyłach relację kandydat na Pierwszego Polaka.

Pytam: „Dlaczego?”. Ksiądz, nadal odwrócony do innych, odpowiada: „Nie. Sumienie mi nie pozwala. Za poglądy, które pan głosi”. Odpowiadam mu: „Ale które? I przecież nie wie ksiądz nic o moim sumieniu, motywacjach, nie rozmawiał ksiądz ze mną, nie zna mnie ksiądz, nie jest moim spowiednikiem”. Na ten dialog patrzy cały kościół. Nie odpuszczam, stoję. Minutę, dwie, trzy. Ksiądz (a w zasadzie ojciec, bo karmelita) grozi mi publicznie palcem, po czym wzdycha i udziela komunii kręcąc głową, po czym znów grozi mi palcem jak dwuletniemu dziecku.

- kontynuuje, ale jednocześnie wykazuje się wielką empatią wobec "złego" kapłana.

- Żeby była jasność: grube emocje opadły mi pięć minut później. Nie mam wątpliwości, że ów kapłan w duchu miał dobre intencje. Chciał pewnie bronić Kościoła, Jezusa, bliskich sobie wartości. Pytanie tylko, czy na pewno powinien ich bronić przede mną. Pytanie, czy powinien to robić bez rozmowy z tym, którego publicznie ze wspólnoty wyklucza.

Przy okazji postanowił także jechać po podłych prawakach i ich "hejcie" i "mowie nienawiści":

- Pisząc to wiem dobrze, że za chwilę z satysfakcji omdleje cała prawa strona, wychwalając pod niebiosa bohaterstwo kogoś, kto upokorzył „heretyka”. Dla mnie ważniejsze jest jednak to, by powiedzieć głośno, że od dziś wiem też, jak czują się ci wszyscy, którzy tyle razy opowiadali mi o przeżywanym w moim Kościele poczuciu wykluczenia ze wspólnoty, a ja mogłem tylko kiwać głową. Szli do domu, a uznano że źle wypełnili formularz i zostali wyproszeni z urzędu. Było to więc potrzebne doświadczenie.

Co więcej możemy się dowiedzieć, że Kościoła to on tak łatwo nie opuści, zgoła jak Cygan zajętego w "dobrej wierze" pustostanu:

- Ja sobie oczywiście poradzę, z Kościoła nikt mnie tak łatwo nie wyrzuci, tę świątynię - w trosce o komfort pracujących tam duchownych i swój - omijał będę szerokim łukiem, znam inne, w których preferuje się otwarte ramiona nie grożące palce. Zastanawiam się jednak, gdzie doszliśmy - nie tylko przecież w Kościele - skoro przy wątpliwościach (każdy może je mieć) nie pada najpierw: „Zapraszam pana później na herbatę, mam parę pytań, pogadajmy”. Że zamiast przyjmować człowieka pytajnikiem, przyjmuje się wykrzyknikiem. Że osąd i wykluczenie jest zanim jest rozmowa.Dziś jeszcze mocniej czuję, że trzeba zrobić wszystko co się da (i nie da), by to zmienić. Bo my to musimy zmienić. Zanim to do szczętu zmieni nas.

- żali się na swoje rzekome cierpienie i wykluczenie nasz heretyk. Łatwo mnie nie wyrzucicie - mówi zgoła niczym Cygan, który w dobrej wierze zajął czyjąś altankę działkową, albo mieszkanie. Poza tym łaskawy pan - nie będzie dochodził z tego powodu roszczeń.

- EDIT: Po lekturze tego posta zadzwonił do mnie przed chwilą z przeprosinami rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej (ma mój telefon, bo na dziennikarskiej stopie znamy się od lat). Zapowiedział, że sprawa zostanie formalnie wyjaśniona, a ów zakonnik złamał kościelne przepisy, one bowiem wyraźnie stanowią w jakiej sytuacji można odmówić komuś komunii, i jak się o tym mówi, a w tym wypadku ani nie było takiej potrzeby, ani forma nie była zgodna z prawem. Przeprosiny przyjąłem, żadnych formalnych skarg składał rzecz jasna nie będę.

To jest wstyd, ale dla Archidiecezji Warszawskiej. Ponieważ kapłan odmawiając komunii świętej Hołowni zrobiłby rzecz naprawdę dobrą. Jak widać we współczesnym Kościele w Polsce mamy już kompletne odwrócenie pojęć i zachowań.

EDIT2: Widzę, że post cieszy się już popularnością na jakimś prawicowym portalu, zawsze wtedy miło mi witać tutaj Państwa o poglądach - jakby to powiedzieć - tak kochających bliźniego, że aż wykluczających tą miłością. Specjalnie dla Państwa pytanie: jeśli ja zasługuję na ekskomunikę (i odmowę komunii) mówiąc, że teraz nie należy zmieniać obecnej ustawy aborcyjnej, rozumiem, że zasługuje na nią też Jarosław Kaczyński oraz liczni posłowie PiS-u, którzy odrzucili w poprzedniej kadencji obywatelskie projekty "Zatrzymać aborcję" oraz "STOP aborcji", choć przecież mogli je uchwalić (a rzecznik PiS Radosław Fogiel tłumaczył, że tego po prostu nie ma w programie PiS-u)? Wiecie Państwo, to jest chyba nawet grubsza sprawa, bo ja to sobie tylko mówię, a oni realnie mogą uchwalać. A nie uchwalają. Czyli de facto też są za kompromisem (skoro nie zmieniają, mogąc). To logiczny wniosek, prawda?

- Cóż nawet Hołownia czasami prawdę powie. I tak ci posłowie PiS zasługują jak najbardziej na ekskomunikę. Tak samo jak obrońca Hołowni - "ksiądz" biznesmen i nadworny kapłan Partii Oszustów Kazimierz Sowa, który chce za odmowę komunii kapłana wywalać. Tak więc, jak we wstępie twierdzę, że po tym jak mały Szymonek twierdził, że na Sądzie Ostatecznym będą go sądzić świnie powinien mieć szafarza świeckiego w postaci świń rasy mangalica (tych samych, które zjadły gospodarza).