W Zwoleniu prezydent podkreślał, że chociaż jesteśmy w Unii, to najważniejszy dla nas jest interes Polski, bo Polska jest naszym domem i „trzeba oczyścić do końca nasz polski dom, tak żeby był czysty, porządny i piękny”.  To ostre przemówienie spotkało się z ogromnym aplauzem na sali, tak jak i późniejsze przemówienie w Katowicach do górniczej „Solidarności”.

Andrzej Duda znalazł się na celowniku opozycji. Do ataku ruszyła „Gazeta Wyborcza”. Niezawodny nigdy Jarosław Kurski porównał wystąpienie prezydenta do czasów głębokiego PRL-u.
„Programowy język, moczarowski styl, gomułkowska mentalność” – pisał – „Ten groteskowy człowiek chce „oczyścić do końca nasz polski dom”. Jego skromny umysł nie ogarnia, ze prowadzi PL ku tragedii”.

Sędzia z Poznania Jarosław Ochocki zaszalał na Twitterze: „Panie Duda! Piszę to z całą odpowiedzialnością. Jest pan złym człowiekiem, marnym prezydentem, ziejącym nienawiścią w imię swoich doraźnych i partyjnych celów. Szkodzi pan Polsce”. Co tak rozwścieczyło pana sędziego? To te słowa, których fragment wyrwano z kontekstu i mylnie interpretowano. „Sędziowie, którzy nie są w stanie sprostać ogromnej odpowiedzialności wobec społeczeństwa musza być szybko eliminowani”. Oj dostało się prezydentowi za tę eliminację. Że sieje nienawiść, podżega niemal do mordu sędziów. To podły faszysta, który dostał ksywę „brunatny Andrzej”. Nic tylko patrzeć, jak prezydent razem z polskim rządem i prezesem PiS zacznie budować obozy zagłady dla niepokornych sędziów. Wszak mają być eliminowani ze społeczeństwa. Skąd to oburzenie? To normalne, że ten, kto się nie chce poddać przepisom, które obowiązują w uprawianiu zawodu, musi tę profesję zmienić. Jasne jak konstrukcja cepa. Nie może pewna zbuntowana grupa sędziowska  siać anarchii w kraju, nie może paraliżować swoim zachowaniem wymiaru sprawiedliwości. A do tego się sprowadza wewnętrzna walka między ”starymi sędziami” i tymi nominowanymi już z nowego nadania.  Nikogo nie rażą ich targowickie zachowania, ciągłe skargi na Polskę za granicą. To nie jest godne potępienia, tylko patriotyzm prezydenta im przeszkadza.

Ale to było do przewidzenia, ze lada chwila, a ruszy kampania nienawiści przeciwko Andrzejowi Dudzie. Boją się ponownego jego zwycięstwa. A wszystko wskazuje, że wybory prezydencki wygra Andrzej Duda. W innym normalnym kraju było by to oczywiste już w pierwszej turze. Bo z jakimi mężami stanu ma się zmierzyć prezydent? Małgorzata Kidawa-Błońska, której wszystko się myli i nie potrafi poprawnie przeczytać swego wystąpienia z promptera. Jej ewentualna prezydentura mogła by przypominać rządy siedzącego pod żyrandolem Bronisława Komorowskiego.  Któż tam jeszcze jest w szeregu? Nijaki Władysław Kosiniak-Kamysz, bardzo wyrazisty aż do bólu Robert Biedroń, który byłby prezydentem dostrzegającym jedynie gejów i szkalującym Polskę w Brukseli, Krzysztof Bosak, który nie ma na swoim koncie żadnych poważniejszych dokonań. To oczywiste, że taki mąż stanu, jakim jest Andrzej Duda zmiótłby takich przeciwników już w pierwszej turze. Tak by było w normalnym kraju, ale nie u nas, gdzie pewna grupa społeczeństwa wybrałaby nawet krowę oblepioną hasłami antypisowskimi, aby nie doprowadzić do reelekcji prezydenta. U nas ruszyła z przytupem machina pogardy, którą przed laty poznał doskonale śp. Lech Kaczyński. Ta sama wściekła zajadłość, nieprzebieranie w epitetach, zarzucanie największych nikczemności w nadziei, że nawet najbrudniejsze sfabrykowane błoto ubrudzi prezydenta. Już teraz na początku kampanii ruszyły do ataku takie osoby, jak Lech Wałęsa, który zabrania Andrzejowi Dudzie odwoływania się do etosu „Solidarności”, jak ograne stare autorytety pokroju Leszka Balcerowicza, który pragnie, aby prezydent nas dalej kompromitował.

W rzeczywistości Andrzej Duda przez pięć lat swojej prezydentury wybił się na prawdziwego męża stanu. Godnie reprezentuje Polskę, bierze czynny udział w upowszechnianiu prawdy historycznej o Polsce za granicą, przyczynił się do zacieśnienia sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. To za jego prezydentury zostały zniesione wizy. O to przez tyle lat bezskutecznie zabiegali poprzednicy Andrzeja Dudy. To w wyniku jego negocjacji w Polsce na stałe stacjonują wojska amerykańskie, strzegąc naszego bezpieczeństwa. To w wyniku dobrych stosunków polsko-amerykańskich mamy dostęp do zakupu nowoczesnego sprzętu dla naszej armii. Andrzej Duda zawsze podkreśla, że jako prezydent Polski występuje w obronie jej dobrego imienia.

Pamiętajmy, że mamy dobrego, godnego prezydenta i szaleństwem byłoby go zmieniać na innych kandydatów.