Film, jak było do przewidzenia, spotkał się z zaciekłą krytyką środowiska lewicowego, które zarzuca autorom kłamstwo, twierdząc, że aborcja nie wygląda tak, jak została pokazana w filmie. W rzeczywistości aborcja to torturowanie i skazanie na śmierć kilkunastotygodniowego dziecka. Abby Johnson mówi nam, kim są ludzie, którzy codziennie tego dokonują. Z pozoru to zwykli, normalni ludzie, mający swoje rodziny, dzieci. W pewnym momencie swego życia zostali wciągnięci w tę machinę śmierci i pracując w niej na co dzień zaakceptowali tę rzeczywistość, traktując ją jako coś normalnego. Około 70 proc. z nich ma za sobą aborcję i uważają, że ich wybór, którego kiedyś dokonali, był słuszny.

Trudno uwierzyć, że mogą oni uczestniczyć w wykonywaniu codziennego zabijanie dzieci, jak i stosowaniu innych praktyk typu złożenia w całość poszarpanych szczątków dziecka, żeby upewnić się, że matka została dokładnie oczyszczona. Oprócz człowieka, który tego dokonuje , są jeszcze pracownicy, którzy to widzą. Abby tłumaczy, że „wiele rzeczy można w sobie zagłuszyć za odpowiednią sumę pieniędzy. To bardzo dobrze płatne miejsca pracy. Poza pieniędzmi jest jeszcze jedno – strach. Jeżeli raz się wejdzie do tego świata, to może się potem pojawić niepokojące pytanie: „Kto mnie przyjmie po pracy w klinice aborcyjnej?” Ludzie boją się też złych referencji”. Ona sama musiała się z tym zmierzyć. Przez lata była dyrektorem Planned Parenthood (PP) największą w USA siecią klinik aborcyjnych. W 2008 roku została nawet ogłoszona pracownicą roku. Rok później, gdy od nich odeszła, twierdzili, że uciekła od nich, bo była w swej pracy beznadziejna. PP w przypadku oporu pracownika nie będzie się wahało podać go do sądu. Tak się stało z Abby Johnson.

Mówi ona wyraźnie: „Przemysł aborcyjny żyje dzięki strachowi. Za pomocą strachu przekonują wiele kobiet, że jedynym wyjściem jest aborcja, strachem przymuszają pracowników do pozostania w firmie i nie wynoszenia na zewnątrz jej sekretów”. Ale przychodzi taki moment w życiu wielu pracowników, gdy nie mogą już dłużej patrzeć na tortury aborcji. Nie mogą patrzeć, gdy dziecko rodzi się żywe i powoli umiera, nie mogą patrzeć na aborcję wykonywaną przy użyciu USG, kiedy widać, jak kilkunastotygodniowe dziecko stara się uciec od narzędzi, nie mogą patrzeć, gdy kobieta abortowana dostaje krwotoku. Ona, gdy zobaczyła aborcję wykonywaną przy użyciu USG, doznała wstrząsu i odeszła.

Teraz założyła organizację, która pomaga osobom zdecydowanym na zerwanie z tym morderczym procederem. Jej organizacja pomogła już prawie 560 osobom. Wymagają oni wsparcia duchowego, psychologicznego i materialnego.

Abby Johnson zdecydowanie sprzeciwia się nazywaniu klinik aborcyjnych miejscem, w który zdesperowane kobiety znajdują pomoc. To nie tak działa. W fabrykach śmieci wszystko działa wokół pieniędzy. To zwykły biznes. „Pieniądze za zabicie człowieka”. Trudno uwierzyć, na jakich zasadach to funkcjonuje. Pracownicy spotykają się z kierownictwem i zdają przed nimi raport z wywiązywania się z narzuconych kwot aborcji. Tak jakby oferowali ludziom produkt do sprzedania. Każda klinika musi wykonać w miesiącu określoną liczbę aborcji. Jeżeli ktoś się z tej liczby nie wywiązuje, trzeba go zwolnic. Dlatego gdy drzwi kliniki aborcyjnej zamykają się za kobietą w ciąży, pracownicy zrobią wszystko, aby wyszła stamtąd już bez dziecka. Aborcja to jedyny sposób, aby uporać się z problemem tych kobiet. Przedstawia się im dramatyczne wizje, że nie będzie miała za co wychować dziecka, że nie znajdzie opiekunki, gdy będzie musiała pójść do pracy. Kto się dzieckiem zajmie, gdy zachoruje? Za wszelką cenę trzeba stworzyć zamknięty świat lęku, z którego jedynym wyjściem jest aborcja.

W wyznaniach Abby Johnson jest jeszcze jedna przerażająca sprawa. Abby w 2012 roku dołączyła do Kościoła katolickiego. Wcześniej była wierną Kościoła Episkopalnego w Stanach Zjednoczonych. Jest to najbardziej liberalna wspólnota chrześcijańska w USA. Wprowadziła w życie wszystkie postulaty LGBT i akceptuje wszystkie pomysły feministek. Po opuszczeniu PP Abby z mężem została wyrzucona ze wspólnoty tego kościoła, w którym dominuje „prawo do wyboru”. W Kościele Episkopalnym ważną rolę odgrywa „kapłanka”, która jest szefową Krajowej Federacji Aborcyjnej. Twierdzi ona, że „ludzie przeprowadzający aborcję są moimi osobistymi bohaterami i świętymi naszych czasów”. Nie wymaga to już żadnych komentarzy.