Andrzej Bobola urodził się w 1591 r., kiedy żył jeszcze ks. Piotr Skarga, 40 lat przed narodzinami św. Stanisława Papczyńskiego. Jest to o tyle ważne, że pokazuje, iż był to czas wielkich kapłanów i patriotów, którzy w trudnych czasach dla Rzeczypospolitej i Kościoła potrafili dokonywać odpowiednich wyborów, opowiadać się po stronie Boga i sprzeciwiać się złu. Św. Andrzej był jezuitą, misjonarzem, kaznodzieją, autorem tekstu ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza. Został nazwany „Apostołem Polesia”, bo właśnie tę krainę ewangelizował, która leży głównie na terytorium obecnej Białorusi i Ukrainy, oraz częściowo Polski i Rosji.

W 1657 r., kiedy zakończyło się powstanie Chmielnickiego, wpadł w ręce Kozaków we wsi Mohilno. Miało to miejsce 16 maja podczas ich najazdu na wieś, do której przybyli, aby mordować Polaków. Kozacy uznali, że jest ich wrogiem, bo nawraca ludność z prawosławia na katolicyzm. Zdarto z niego sutannę, przywiązano do słupa pod płotem, bito nahajami. Następnie oprawcy upletli koronę ze świeżych gałęzi wierzbowych, nałożyli mu na głowę i policzkowali, aż do wybicia zębów. Nie poprzestali jednak na tym, wyrywając paznokcie oraz skórę z górnej części ręki. Potem przywiązali go do siodeł i kazali biec za końmi, kłując lancami i raniąc go szablami. M.in. przekuli mu wtedy oko. W końcu zawlekli go do miejskiej rzeźni i tam na stole zaczęto przypalać ogniem. W miejscu tonsury na głowie wycięto mu ciało aż do kości, wycięto mu skórę na plecach w kształcie ornatu, odcięto nos, uszy i wargi, wyrwano język, podziurawiono lewy bok. Torturowano go przez ok. dwie godziny, nim dowódca oddziału dobił go szablą.

Trudno się dziwić, że Pius XII pisząc encyklikę w 300. rocznicę męczeństwa św. Andrzeja Boboli, zatytułował ją: „Invicti Athletæ Christi” – „Niezwyciężony bohater Chrystusowy”. Na samym początku tego dokumentu napisał natomiast o nim: „jest chlubą i wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa”. Dalej pisał zaś o nim jako o „żołnierzu Chrystusowym”.

Papież podkreślił, że „wysiłki jego zmierzały przede wszystkim do utrzymania, wzmocnienia i zabezpieczenia katolickiej wiary”. Dzisiaj trudno znaleźć kogoś kto tak konsekwentnie wprowadzał w życie zasady swej wiary, bronił je i był gotów ponieść dla nich śmierć męczeńską i być zadręczonym w niezwykle okrutny sposób.

Pius XII pisał w 1957 r. we wspomnianej encyklice: „W życiu jego całkiem osobliwie święci ta prawda, którą Apostoł narodów ujął w słowa: Sprawiedliwy z wiary żyje (Żyd. 10, 38). Cokolwiek bowiem, czy to do wierzenia czy do pełnienia uczynkiem podaje Katolicki Kościół, on całą siłą brał sobie do serca i jak najochotniej starał się wykonać”.

Dzisiaj niechętnie mówi się o sprawiedliwości, przeciwstawiając sobie faryzeuszy, którzy mieli się za sprawiedliwych i nawróconych grzeszników. Tymczasem z faktu, że istnieją obłudnicy, nie wynika, że nie istnieją sprawiedliwi ludzie, o których często wspomina Biblia. Sam Chrystus wyraził się o Natanaelu: „To prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu” (J 1,47), mając przy tym na myśli, że jest sprawiedliwy. Sam Jezus nie zwalniał nas z bycia sprawiedliwymi – wręcz przeciwnie, wzywał do tego abyśmy byli bardziej sprawiedliwi od innych: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5,20).

Ta sprawiedliwość jest większa przez to, że jest czymś więcej niż przestrzeganiem szczegółowych przepisów. Jest naśladownictwem Chrystusa, którzy zwracając się do św. Jana Chrzciciela z prośbą o chrzest, powiedział: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3,15).

Pius XII podkreślił na temat św. Andrzeja: „Mając w pamięci to tak ważne upomnienie Chrystusowe: Kto chce iść za mną, niech zaprze samego siebie i biorąc krzyż swój na każdy dzień, niech naśladuje mnie (Łuk. 9, 23) zabrał się najgorliwiej do nabycia chrześcijańskiej pokory przez wzgardę samego siebie”. Dodał też: „A ponieważ z natury miał pewną skłonność do wyniosłości i niecierpliwości oraz odrobinę uporu, wydał samemu sobie nieubłaganą walkę. Przez tę walkę wziął niejako krzyż Chrystusowy na ramiona i szedł z nim na Kalwarię, aby u jej szczytu osiągnąć zarazem przy łasce Bożej tę doskonałość upragnionej i gorącymi modlitwami wyjednywanej pokory, przez którą dochodzi się do wszystkich blasków świątobliwości chrześcijańskiej”.

Walka duchowa jest przede wszystkim walką ze swoimi własnymi słabościami grzechami, jest codziennym braniem swojego krzyża i gotowością współcierpienia z Chrystusem. Kiedy taką gotowość się ma, wówczas człowiek jest w stanie nawet przejść przez tak straszliwą kaźń, jaka była udziałem Andrzeja Boboli.