Jak informuje strona internetowa tygodnika „Do rzeczy” w artykule „Kto bierze udział w Marszu Niepodległości? Interesujące badanie PAN” według badań Instytutu Filozofii i Socjologii PAN i we współpracy z Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego, dotyczących Marszu Niepodległości z 2018, „68,4 proc. uczestników Marszu Niepodległości ma wykształcenie wyższe. Wykształcenie podstawowe ma tylko 0,5 proc. manifestantów, a wykształcenie zawodowe zadeklarowało 4,4 proc., zaś średnie – 16,5 proc. Z kolei średni dochód netto uczestnika Marszu Niepodległości wynosi 5545 zł (przy średnim wynagrodzeniu w IV kwartale 2018 r. wynoszącym 3531 zł według GUS), podczas gdy mediana – 4000 zł (2512 zł w 2017 r. według GUS). 72 proc. uczestników Marszu Niepodległości głosowało w 2015 roku na Prawo i Sprawiedliwość”.
 
Jak informowała między innymi strona internetowa tygodnika „Wprost” Janusz Korwin-Mikke dostrzegł pozytywy koronawirusa, stwierdzając, że jest „środek na polepszenie puli genetycznej narodu i ludzkości (bo umierają najsłabsi i najmniej przezorni)”. Idąc tokiem rozumowania posła Konfederacji, można byłoby dojść do wniosku, że należy zlikwidować lecznictwo, bo jest ono barierą dla „polepszania puli genetycznej narodu i ludzkości”.
 
Koronawirus ma jednak nie tylko sojusznika w osobie Janusza Korwin-Mikke, sympatie dla koronawirusa zadeklarował również jeden z najbardziej znanych publicystów lewicowej „Krytyki Politycznej” Jaś Kapela w opublikowanym na łamach portalu „Krytyka Polityczna” artykule „7 powodów, dlaczego koronawirus jest dobry dla świata i Polski”. Zdaniem Jasia Kapeli koronawirus zmniejszył emisje gazów cieplarnianych. Jaś Kapela uważa, że epidemia jest szansą dla polskich producentów, bo „koszty pracy w Polsce nie są wcale dużo większe niż w Chinach, a za to wciąż znacznie mniejsze niż w Niemczech”. Zdaniem lewicowego publicysty „nie sposób nie przyznać racji ministrze rozwoju” z PiS, że „Polska gospodarka oparta na małych i średnich firmach, które nie miały swoich parków produkcyjnych ulokowanych w Chinach, paradoksalnie na tego typu kryzysie może skorzystać”.
Po nieudanej jak do tej pory kampanii na rzecz zakazu egzorcyzmów (zapewne w ramach liberalno lewicowej akcji ''swój do swego po swoje'') możemy się spodziewać kolejnej akcji tym na celu liberałów i lewicy są rekolekcje.
 
Na należącym do antyPiSowskiego portalu ''Na temat'' portalu ''mamadu'' ukazał się artykuł „Tajemnicze objawy "obcowania z Duchem Świętym". Co wydarzyło się na rekolekcjach w Koszarawie?”, który jak można się spodziewać, jest zapowiedzią większej kampanii na rzecz zakazu organizowania rekolekcji dla dzieci i młodzieży.
 
Z artykułu autorstwa Sandry Skorupy wyłania się obraz rekolekcji jako zagrożenia dla zdrowia psychicznego i fizycznego dzieci oraz młodzieży. Tekstu na antyPiSowskim portalu kierowanym do liberalnych rodziców małych dzieci czytelnik dowie się, że „w połowie lutego w domu rekolekcyjnym w Koszarawie odbyły się rekolekcje dla młodzieży. Wzięło w nich udział blisko 40 osób z Hażlacha i Dębowca. Rodzice części z nich zgłosili, że po powrocie dzieci były roztrzęsione. Według relacji opiekunów, jakie przytacza ''Głos Ziemi Cieszyńskiej'', kandydaci do bierzmowania mieli mdleć i mieć związywane ręce”. Tytuł artykułu w lokalnej gazecie brzmiał "Rekolekcje jak z horroru?".
 
Jak informuje portal „wPolityce” w artykule „Nitek-Płażyńska odpowiada na skandaliczny wyrok sądu” „gdański sąd wydał skandaliczny wyrok ws. Hansa G. Niemiecki przedsiębiorca mówił, że chciałby zabijać Polaków i jest hitlerowcem. Jego zachowanie nagrała Natalia Nitek-Płażyńska. W efekcie działania sądu kobieta musi wpłacić 10 tysięcy złotych na WOŚP”.
Żona posła Kacpra Płażyńskiego Natalia Nitek-Płazyńska odniosła się do sprawy na Twitterze, pisząc „Zapadł wyrok. Wyrok niegodny, niesprawiedliwy, skandaliczny. Mam przeprosić Hansa G., który sam nazywał siebie nazistą i nawoływał do zabijania Polaków. Mam przeprosić za to, że dokonałam nagrań, które potwierdzały fakt jego skandalicznych zachowań. Chciałam, żeby zapłacić 150 tysięcy na muzeum w Piaśnicy, sąd zaś stwierdził, że wystarczy 10 tysięcy, a ja mam mu zapłacić też 10 tysięcy plus 5 tysięcy pokrycia kosztów sądowych”.
 
Jan Bodakowski