Wszystko rozpoczyna się od organizacji nazwanej Dent. Wedle Wall Street Journal dąży ona do włączenia Target i Walmart pod własne skrzydła. Dent jest tak zwaną organizują otwartego oprogramowania. Przyjrzenie się tej idei wyjaśnia jaki ma ona wpływ na kwestie własności. Istnieją tutaj dwie strony medalu. Oficjalna i widoczna sprowadza się do faktu, że Amazon współpracuje z Marvell Technology Group w zakresie doskonalenia sklepów Go. Chodzi tutaj o między innymi automatyczne wystawianie rachunków. Elementem wspomagającym jest sięgniecie po infrastrukturę w chmurze dostarczają przez Cumulus Network.

Działania Amazon dążą do tego, że wykorzysta dostępne rozwiązania jakie opracował dla sprzedaży ich w formie licencji. Tym samym odcina kupony od raz włożonych pieniędzy i tworzy z technologii sposób na zarabianie pieniędzy. Za pomocą Just Walk Out udostępnia on sprzedawcom i kupcom platformę do prowadzenia biznesu. Dent z kolei zakłada, że posiada technologię, udostępnia ją bez opłat z własnością, czyli pokazaniem od kuchni, jak wszystko działa.

Dla firm koszt działania oprogramowania z Amazonu w sklepie o powierzchni do kilometra kwadratowego wynosi bez uwzględnienia zniżek jedenaście milionów dolarów. Z kolei sprzedawcy za podobne rozwiązanie, ale już od firmy Dent poniosą koszt na poziomie stu tysięcy dolarów. Pojawia się nawet pytanie, czy projekt wolnego oprogramowania nie zadomowi się w Amazonie.

Z punktu widzenia kupujących w danym sklepie wątpliwości budzi, jak system funkcjonuje. Wykorzystuje śledzenie ludzi za pomocą kamer. Przy technologii komputerowego widzenia tworzy w ramach sztucznej inteligencji, analizuje co interesuje klienta. Taki model przypomina ciasteczka z przeglądarek internetowych. Pozwala jednak na badania w czasie rzeczywistym, co się dzieje w sklepie. Tego rodzaju wiedza jest bezcenna dla firm, bo pozwala na szybsze aktualizowanie oferty, czy chociażby przeprojektowanie układu półek dla podniesienia zysków. Jeśli rozwiązanie trafi do sieci Target i Walmart mowa jest o wprowadzeniu go do sklepów pokroju Kaufland, czy Tesco w nieodległej przyszłości.

Jedną z możliwości dalszego rozwoju tego systemu jest na przykład typowanie złodzie, czy wskazywanie podejrzanych zachowań ochronie. Wedle zapowiedzi po wdrążeniu system pozwoli na analizowanie sklepów o powierzchni handlowej na poziomie paru kilometrów handlowych, czyli na wejście do galerii. Problem stanowi tylko sprzedaż w sieci, bo sięga ona w Stanach Zjednoczonych poziomu trzydziestu ośmiu i siedmiu dziesiątych procenta.

Dla handlu analizowanie potrzeb klientów wkracza na pole jaka jest granica ingerowania w naszą prywatność. Już teraz do domów wdzierają się reklamodawcy za pomocą elektroniki użytkowej i modelu zobacz, co oferujemy za „darmową” grę, czy program na telefon, czy tablet. Osobną kwestię stanowi tutaj jednak kwestia prawa własności do tego rodzaju rozwiązań. Czy to właściwy krok, że ktoś ma wgląd, co dany system robi? Obrońcy prywatności odpowiadają na to pytanie, że tak. Dzięki analizie kodu jest możliwe określenie, co kto robi. Tylko, że jednocześnie jego specyfika pozwala na modyfikacje i właściwie ciężko o stwierdzenie, czy zespół informatyczny danej firmy nie poszerzy dostępnego oprogramowania o nowe funkcje.

Wolne oprogramowanie jest mylone z darmowym. Za nim jednak stoi idea, jaka w ruchu sieciowych komunistów narodziła się w hipisowskich komunach. Nie ma tutaj własności prywatnej, ale społeczna, wspólna, socjalistyczna. Na bazie haseł między innymi Lenina wkroczyły one do branży technologicznej za pomocą kradzieży dzieła Paula Allena, Billa Gatesa i Monte Davidoffa nazwanego Alter Basic. Od pozbawienia kogoś efektów swojej pracy wzięła się idea wolności rozumianej jako brak prawa zatrzymania owoców tego, co się zrobiło dla siebie. Kto chce własności prywatnej ten jest z definicji „zły”, bo „dobrzy” chcą oddawania wszystkiego na rzecz wspólnoty.

Dent wprowadza tutaj umocnienie się idei utraty własności (angielskie copyleft). Znane są przypadki programistów jacy przez miesiące pracowali nad nowym systemem, udostępniali go w formie open source i mieli problem z zarabianiem. Jeśli ktoś otrzymał coś za darmo nie miał ochoty na płacenie za użytkowanie. Taki model ekonomiczny prowadzi do niebezpieczeństwa wyzysku. Z jednej strony na tej idei opiera się większość urządzeń sieciowych (wykorzystują Linux stworzonego w oparciu o tę ideę), a z drugiej zanika tutaj łącznik z ludzką pracą i jej wyceną. W myśl komunizmu „każdemu po równo” niezależnie od zasług.