Dziesiątki tysięcy ludzi w izolacji niesie ze sobą szereg skutków. Eksperci do spraw bezpieczeństwa wskazują, że zwiększyło się zagrożenie atakami sieciowymi. Przełamane łańcuchy dostaw są dopiero początkiem. Redaktorzy Kurt Campbell i Rush Doshi twierdzą, że nastąpi zmiana dla światowej pozycji Stanów Zjednoczonych. Tak samo jak rok 1956 i sprawa drugiej wojny arabsko-izraelskiej pogrzebała mocarstwową pozycję Wielkiej Brytanii tak teraz może stać się ze Stanami Zjednoczonymi.

Póki co obywatele Ameryki odczytują działania Białego Domu, a także służb jako przejaw zdolności zarządzania krajem. Wystarczy jednak jedna wypowiedź na Twitterze, aby pojawiały się wątpliwości. Dla rządu Stanów Zjednoczonych problem stanowi brak przygotowania do diagnozy i leczenia koronawirusa. Ma z tym problem również sektor prywatny. W kontekście przewodzenia światy Stany Zjednoczone nie mają wizji na bycie tym, który wyprowadza innych z kryzysu.

Winę za ten stan rzeczy ponosi również komunizm. W imię ukazania siły ponad wszystko chociaż koronawirus Conv-2019 był odkryty w Wuhan w listopadzie 2019 sprawę zamieciono pod dywan. Przy okazji uciszono doktora Li Wenlianga. Ów twierdził, że koronawirus miał związek z masakrą na Placu Tiananmen. Rząd uciszył lekarza i brakuje również wyjaśnień skąd takie podejrzenia.

Wskutek dominowanie propagandy w ustrojach komunistycznych Chiny poszły tym krokiem i ogłosiły sukces w Wuhan. Tym sposobem ukazały się jako pierwszy kraj zdolny do poradzenia sobie z problemem. Dla polityki oznacza to ukazanie, że komunizm stoi wyżej niż kapitalizm. Równocześnie początki epidemii przemilcza. Rzecznik Chin Zhao Lijian za to twierdzi, że rząd w Pekinie „wyznacza nowe standardy globalne dla walki przeciwko epidemii”. Poniekąd ma racje, bo dane z Chin są wykorzystywane przez inne państwa do ustalania procedur umożliwiających uniknięcie zakażenia i leczenie. Z drugiej strony Stany Zjednoczone przegrywają wizerunkowo, bo mają problem z produkcją i dostarczaniem testów diagnostycznych. Równocześnie zdaniem Kurta Campbella Rosja zrzuca na wojsko Stanów Zjednoczonych odpowiedzialność za koronawirusa. W tym zakresie współpracuje z Chinami.

Równocześnie Chiny ukazują, że są potężne. Wysyłają do Włoch dwa miliony masek, sto tysięcy respiratorów, pięćdziesiąt tysięcy testów. Dla Iranu przekazały dwieście pięćdziesiąt tysięcy masek. Równocześnie wsparły Serbię głoszącą, że „jedynym krajem jaki nam może pomóc to są Chiny”. Na korzyść dla rządu w Pekinie jest fakt, że jest głównym producentem masek chirurgicznych na świecie. Za pomocą respiratorów N95, istotnych do walki z chorobą u zarażonych, Chiny przejęły teraz połowę światowej produkcji. Organizacja komunistyczna podporządkowującą wszystko określonym celom planów ma w tym wypadku przewagę. Chiny mają możliwość czynienia polityki międzynarodowej kosztem własnych obywateli.

Sytuacje pogarsza fakt, że w przypadku na przykład epidemii Eboli również Stany Zjednoczone nie ukazały swoje przewodniego udziału. Jak USA zamyka granice Chińczycy organizują wideokonferencję dla dzielenia się wiedzą odnośnie zwalczania koronawirusa. Za tym kryje się wyjaśnienie czemu Donald Trump nagle odwołuje się do typowo socjalistycznych haseł i działań, jak finansowanie biznesu z pieniędzy podatników, czy płacenie świadczeń. Walczy o odbudowanie traconego prestiżu.

Tym razem granie kartą o walki z terroryzmem nie działa. Liczy się dla polityki kto uzyska mniej zarażonych i śmiertelnych ofiar. Teraz kilka zmarłych jednostek bardziej pobudza wyobraźnie niż wcześniej nie dostrzegane, również w Polsce, ofiary grypy. Przedstawiciel weteranów w Stanach Zjednoczonych Kayla Williams twierdzi, że teraz „koniecznością jest wykroczenie poza siły rynkowe kiedy rozważamy jak strukturalny i poprzez zarządzanie zająć się narodowym systemem opieki zdrowotnej”. Cytuje Kena Kizera i jego spostrzeżenia, że w latach osiemdziesiątych rządowe służby zdrowia w USA mają ograniczoną zdolność radzenia sobie z pandemiami. Czy te słowa z lat osiemdziesiątych mają racje bytu - okaże się, a co za tym idzie ustalona będzie również pozycja Stanów Zjednoczonych na świecie.

Jacek Skrzypacz