W publikacji „Uwikłani w płeć” amerykańska feministka Judith Butler, która wywarła znaczący wpływ na tzw. queer theory twierdzi, że: „Płeć to rodzaj przechodzenia bez końca”. Warto nadmienić, że Butler to członek międzynarodowej rady naukowej, która poprzez Fundację Wspierania Współpracy Międzynarodowej im. Profesora Czesława Mojsiewicza, Polskie Towarzystwo Nauk Politycznych i Wydawnictwo Adam Marszałek, wydaje periodyk: „Polish Political Science Yearbook”. We wspomnianym gremium wraz z Butler zasiada norweski marksista, współzałożyciel szkoły marksizmu analitycznego, Jon Elster.Tym samym tezy amerykańskiej feministki, przy wsparciu ośrodków akademickich, zaszczepia się na polskim gruncie.


    Do chóru feministek dla których kwestia chromosomów (formy organizacji materiału genetycznego wewnątrz komórki) XY = mężczyzna, XX = kobieta, zdaje się nie posiadać żadnego znaczenia, dołączył również pewien mężczyzna. Jest nim pionier ideologii gender John William Money, który twierdził, że: „w momencie narodzin psychoseksualność jest niezróżnicowana”. Money wychodził z założenia, że: „zróżnicowanie na męskość i kobiecość następuje pod wpływem różnorodnych doświadczeń dorastania”. Z kolei Sulamith Firestone idzie jeszcze dalej w swych postulatach. Kanadyjska feministka domaga się wyeliminowania tzw.: „klas płciowych”. Postuluje nawet „wyeliminowania różnic między płciami”.
Zauważmy, że w postulatach feministycznych, które konstruowali Firestone,  Butler, czy Money, żyją wprost tezy Marksa i Engelsa. Wywołując do odpowiedzi Engelsa, warto przypomnieć chociażby taką jego wypowiedź: „W historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobitą w monogamicznym małżeństwie,
a za pierwszorzędny ucisk - ucisk mężczyzny przez kobietę”.


Narzucany nam obecnie neomarksistowski feminizm zagubił w swym przesłaniu kwestię dotyczącą kobiecego piękna, subtelności, czy też czułości. W feministycznej koncepcji niewiasta jest najczęściej przedstawia nam jako „kobieta przebrana za mężczyznę”, która „czuje się źle w kobiecej skórze, jak w męskim przebraniu”. Jeżeli nawet jakaś statystyczna kobieta czuje się nieswojo we własnym ubraniu, to nie jest to jeszcze powód do tego, by bazując na subiektywnym przeczuciu, dokonać zaproponowanej przez neomarksistę Fromma „przebudowy świadomości” polegającej na życiu według własnych odczuć i doznań.  
Według Simone de Beauvior istnieje jeszcze inna forma zniewalania kobiet. Według francuskiej feministki stanowi ją monogamiczne małżeństwo, które jest czymś obscenicznym. „Zwłaszcza jeżeli trwa wyłącznie ze względu na utrzymanie kobiety lub z powodu posiadania dzieci”.


De Beauvior dopowiada przy tym, że „jeżeli małżeństwo nie jest wolnym wyborem dwóch osób, to nie ma różnicy między nim a prostytucją”. Czy nie jest dziwne, że feminizm zamiast uwrażliwiać na piękno i godność kobiety, szczególnie w wymiarze małżeńskim, sprowadza egzystencję małżonki do roli świadczącej usługi seksualne prostytutki?
Engels formując swoje komunistyczne postulaty wziął na celownik rodzinę twierdząc, że jest ona pierwszorzędnym miejscem wyzysku mężczyzny przez kobietę. Idąc po kluczu Engelsa ideologia feministyczna nie stanowi w rzeczywistości nic innego, jak jedynie próbę wyciągnięcia, ratowania kobiet, spod panowania mężczyzny, w małżeństwie ukształtowanym przez tradycję chrześcijańską. W opinii de Beauvior, wyzwolenie kobiet od wspomagających mężczyznę prac domowych, stanowi największą zdobycz socjalizmu. Nic dziwnego, że na kartach „Drugiej płci” obwieściła światu, że: „Los kobiety i los socjalizmu są ze sobą ściśle powiązane”.


Wspomniana wyżej teza rozbija się jednak jak fala morska o klif, ponieważ efekt wyzwalania kobiet spod władzy mężczyzn oraz ich współzawodnictwo z mężczyznami
o miejsce pracy, mieliśmy okazję widzieć nie tylko w Sowieckiej Rosji, ale również u nas. Zresztą już Gilbert Chesterton obnażając absurdy feminizmu napisał, że: „Feminizm przenika niejasna idea, że kobiety są wolne kiedy służą pracodawcy, ale stają się zniewolone, gdy pomagają mężowi”.


Simone de Beauvior nie omieszkała jednak poddać krytyce najważniejszą dla katolików kobietę, Matkę Bożą. W opinii francuskiej feministki dramat Maryi polega na tym, że sama siebie określiła terminem: „służebnica Pańska”. Jednak ostateczna klęska Maryi „zostaje przypieczętowana wtedy, gdy po urodzeniu dziecka płci męskiej klęka przed nim i adoruje je. Poprzez ten akt adoracji „dopełnia się największe zwycięstwo mężczyzn”.


W polemice z Simone de Beauvior katolicka filozof, Alice von Hildebrand,  odwołując się do Flp 2,10, zwraca uwagę na to, że według św. Pawła każde kolano powinno się ugiąć przed Zbawicielem. „A skoro kolana nie mają płci, mężczyźni wcale nie są wykluczeni”. Dodaje przy tym, że pokłon Zbawcy oddali pasterze, a dostojni Magowie, jak uczy Ewangelia Mateusza: „Upadli na twarz oddając Mu pokłon” (Mt 2,11). A zatem de Beauvior, zdaje się celowo ignorować taki stan rzeczy i zapominać o tym, że: „Skoro każde kolano powinno się ugiąć przed Zbawicielem, to i każde czoło powinno się pochylić przed Jego matką”.
Maryja w sposób bezwarunkowy akceptuje swój stan bycia stworzeniem. Udzielając każdemu z nas niezwykłej lekcji. Przez wieki pokolenia chrześcijan uświadamiają sobie, że Bóg z miłością „wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy”, która ani przez moment nie zawahała się żyć w posłuszeństwie Bogu oraz swemu mężowi Józefowi. Wyjątkowość Maryi, jej przywilej polegał na tym, że nikt inny nie był godzien zamieszkiwać w jej świętym łonie, jak Zbawiciel. To On przez dziewięć miesięcy znajdował najbezpieczniejsze schronienie pod sercem swej Matki.


Paradoksem dzisiejszego świata jest to, że na różne sposoby czci on rozmaite formy współżycia seksualnego. Możni tego świata, bez względu na płeć, serwują nam na tacy szeroką gamę intensywnych doznań zmysłowych pięknie przyozdobionych barwami namiętności. Taki stan rzeczy, jak wyraził to Platon, skutkuje zawsze: „przykuciem duszy do ciała”. Na przestrzeni dziejów Kościół zawsze stanowił alternatywę dla wypaczonych idei. Na kwestie związane z poniżaniem godności kobiet, czy epatowaniem erotyką, Kościół ma stosowne narzędzia. Jakie? „Rozpowszechnia modlitwę, powtarzaną przez wieki miliony razy dziennie, w której przedmiotem czci staje się żeński organ par excellence, to znaczy kobiece łono: „Błogosławiony owoc żywota (łona) Twojego Jezus”. Taki stan rzeczy pozwala nam zrozumieć prawdę zawartą w słowach Alice von Hildebrand, że „naprawdę być kobietą to wielki przywilej”.