Badacze Emadeddin Badi wraz z Abdulem Rahmanem Alageli dokonali analizy, jak wygląda wojsko i jaki ma wpływ na społeczeństwo. Po śmierci Muammara Gaddafiego nastąpiły podziały. W ich wyniku narodziły się frakcje korzystające z armii do umocnienia własnej pozycji. Skutkiem takiej sytuacji jest, że zarówno wywiad, jak i armia Libii słabo chronią spójność kraju. Libijskie Arabskie Siły Zbrojne (LAAF) są mieszanką zwalczanych ugrupowań i silnie nacechowanych koneksjami lokalnymi frakcji zebranych pod wspólnym dowództwem.

Specyfika kraju powoduje, że armia oddziałuje tutaj na ekonomię, a także kształtuje myślenie polityczne. Zdaniem Badiego wysuwa się tutaj marszałek polowy Khalifa Haftar, jako znacząca persona w całym tym procesie. Libijskie Arabskie Siły Zbrojne kontrolują ciężkie uzbrojenie. Posiadają one również kontakty ze Wschodem. Frakcje z południa zostały zachęcone do włączenia się w struktury dowodzenia. Rok 2019 stał się czasem nowych wyzwań dla jednoczącej się armii w ramach tripoliskiego Rządowego Porozumienia Narodowego (GNA). Od spójności w ramach tego układu zależy, czy Libia zachowa stabilność, a obecna władza dokona jakichkolwiek zmian.

Cały system odwołuje się do relacji biznesu oraz wspólnot lokalnych. Tym samym sektor prywatny finansuje lokalne wojsko, co wynika z socjalistycznej orientacji rządu. Na południu siły armii łączą się z biznesem dla utrzymania płynności finansowej. Ustalenia Alegieli nie pozostawiają złudzeń. Gospodarce grozi stanie się bronią. Siły zbrojne mają zbyt duży udział w tym, co się dzieje w kraju. Problem stanowi między innymi korupcja.

Tym samym dla utrzymania władzy miejscowe wspólnoty wykorzystują armię i za jej pomocą przepychają swoich ludzi. Pod hasłem armia kryją się zarówno bojówki, milicje, jak i zorganizowane siły wojskowe. Od 2014 roku są podejmowane przez rząd próby przekonania, że Libijskie Arabskie Siły Wojskowe umacniają naród jako całość. Jednocześnie poszczególne bojówki głoszą Unii Europejskiej, że stanowią partnera do kontroli napływu imigrantów do Europy. Dla uzyskania fundusze kolejne z nich pobierają haracz za przemyt ludzi za granicę. Powszechnie używane są jako waluta rosyjskie ruble. Takie formacje jak Brygada Nawasi ilustrują dodatkowo dążenia do przenikania do rządu w celu pozyskiwania stąd pieniędzy.

Spadek wysokości płac, a nawet ich zawieszenie w ciągu ostatnich lat nie poprawiają sytuacji. Po 2012 wielu tak zwanych thuwwar, czyli bojowników trafiło pod opiekę rządu, który chciał tym sposobem przejąć nad nimi chociaż część kontroli. Nadużywanie systemu płac wojska w związku z korupcją i szeregiem nadużyć utrudniło proces jednoczenia się. Od 2013 wysokość ich w  praktyce nie zmieniła się. Pieniądze wędrują do osób zza granicy, ochotników, niezarejestrowanych bojowników zarówno we frakcjach za rządem (popierających LAAF) i związanych z GNA. Trwają rozgrywki na przykład w regionie Fezzan dla przyciągania dawnych policjantów rekrutowanych wcześniej z Tuaregów oraz arabskich Libijczyków. Dowódcy wojskowi tacy jak Osama al-Juwaili, czy Ali Kanna przekazują środki wedle własnego uznania.

O skali podziałów świadczy, że w 2012 roku w Libii istniało trzydzieści grup mających znaczenie dla regionu. Wśród nich były Brygady Nawasi, Jednostka Bezpieczeństwa Abu Slim, czy Tripolijskie Brygady Rewolucyjne. Rejon Benghazi i Derna pamięta setki zabitych z przełomu 2012-2014. Wśród sprawców znalazły się między innymi Ansar al-Sharia. Wskutek Operacji Godność generał Khalifa Haftar uderzył w siły dżihadystów. Skutkiem tych działań było nazwanie w marcu 2015 dowodzonych przez niego sił Libijskimi Arabskimi Siłami Zbrojnymi. Stały się główną siłą zwalczającą Państwo Islamskie oraz Al-Kaidę.

Dla Libii silna armia ma znaczenie, bo okres po 2011 roku udowodnił, że wprowadzanie sankcji przez środowisko międzynarodowe nie miało realnego przełożenia na sytuację w kraju. Oficjalnie istniały tutaj zakazy prowadzenia biznesu i nakaz mrożenia środków finansowych, ale pozostały tylko w sferze marzeń. Zajmujące się przemytem osoby z Zway i Tebu za nic mają ustalenia biurokratów, co uderza również w Europę i czyni Libię beczką pełną prochu.

Jacek Skrzypacz