Terlikowski napisał na Facebooku na temat tego, że kapłani, którzy zostaną teraz napiętnowani, nie są ofiarami filmu, ale "ofiarami pewnego systemu, który dominuje w Kościele w Polsce (a niestety doświadczenie uczy, że nie tylko). Korporacyjnej solidarności, która skłania do krycia przestępstw i okazywania empatii czasem bardziej sprawcy niż ofierze; mentalności oblężonej twierdzy, która w każdej uwadze krytycznej dostrzega atak; feudalnego (a może lepiej powiedzieć absolutystycznego) stylu zarządzania, w którym niekiedy biskup wciąż jest bardziej panem na włościach, niż sługą sług Bożych, a do tego jest panem, którego nikt w istocie nie kontroluje, bo każda kontrola jest uznawana za atak, a nie ma standardów i metod, by podlegał on normalnej w każdej instytucji ocenie, nie ma obecnej w życiu zakonnym metody weryfikacji i powrotu do szeregu".

Dokonując pewnej analizy powyższego cytatu i jego podsumowania można powiedzieć tak: według Tomasza Terlikowskiego za występowanie, a przede wszystkim krycie pedofilów w Kościele odpowiedzialny jest obecny model Kościoła, "absolutystyczny styl zarządzania", zbyt duże znaczenie biskupów i kapłanów i za małe znaczenie wiernych.

Mówiąc inaczej: klerykalizm. Idąc tym tropem powinniśmy pójść niemiecką drogą synodalną, czyli pozbawić biskupów i kapłanów znaczenia, oddać wszystko w ręce świeckim. Wiemy jednak do czego to prowadzi.

Za problem pedofilii w Kościele w Polsce, i nie tylko, nie odpowiada tradycyjny model sprawowania władzy, tradycyjne rozumienie roli kapłana i biskupa itd. Nie ma z tym nic wspólnego tradycyjna nauka katolicka. Jak zwracał na to uwagę choćby Benedykt XVI, problem tkwi właśnie w odejściu od dawnych zwyczajów i norm. Benedykt XVI mówił o tym w wywiadzie "Światłość Świata":

Arcybiskup Dublina powiedział mi w tym kontekście coś bardzo interesującego. Mówił, że kościelne prawo karne funkcjonowało aż do późnych lat pięćdziesiątych; nie było wprawdzie doskonałe – wiele można krytykować – ale mimo wszystko było stosowane. Jednak od połowy lat sześćdziesiątych przestano je po prostu stosować. Panowało przekonanie, że Kościół nie może już być Kościołem prawa, ale Kościołem miłości; nie powinien więc karać. W ten sposób zlikwidowano świadomość, że kara może być także aktem miłości. Doszło wtedy także do osobliwego zaciemnienia myślenia wielu całkiem dobrych ludzi

Problem pedofilii w Kościele to problem zmowy, która pojawia się tylko między ludźmi, a nie dotyczy struktur. Problem nie tkwi w strukturach, niedostatkach prawa kanonicznego, normach i modelach, ale ludziach - w ich nieprawości, niechęci do stosowania prawa, unikania odpowiedzialności, popierania modernizmu i niemoralności w imię nowoczesności. Trzeba zmienić ludzi a nie struktury. To ludzie podejmują decyzje i biorą odpowiedzialność. Jeśli się nie sprawdzają, trzeba ich zmienić.