Czy coś w tej opozycyjnej narracji się zmienia, szczególnie że Polacy coraz mniej wierzą w medialną propagandę? Na antyPiSowskim portalu Oko Press ukazał się wywiad przeprowadzony przez Sławomira Zagórskiego „Lekarz ze szpitala jednoimiennego: Ten wirus to mały pikuś, zagraża tylko niektórym”. Wywiad został przeprowadzony z pragnącym zachować anonimowość lekarzem leczącym Covid w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie przy ul. Wołoskiej, który pełni role szpitala jednoimiennego.

 

Zdaniem lekarza leczącego Covid „naprawdę nie ma w Polsce wielkiej epidemii”, „zgonów nie ma za wiele”, środki przedsięwzięte „w celu kontrolowania tego wirusa” były zbyt wielkie. Modele matematyczne głoszące, że bez „lockdownu, ofiar byłoby 10 razy więcej” nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.

 

Lekarz leczący Covid stwierdził, że w Polsce nie ukrywa się zgonów z powodu koronawirusa. Według medyka z Warszawy problemem jest to, że z powodu medialnej wrzawy szpitale stoją puste, zamiast leczyć chorych na prawdziwe choroby - „na moim oddziale jest w tej chwili kilkoro pacjentów, z których większość to ozdrowieńcy i od tygodnia nic się nie dzieje. Łóżek jest znacznie więcej i stoją puste”.

 

W opinii lekarza Covid okazał się na szczęście o wiele mniej groźny - „większość ludzi przechodzi tę infekcję bezobjawowo. Chodzi tu o jakieś 60-70 proc. zakażonych. Śmiertelność rośnie wykładniczo z wiekiem. W grupie wiekowej do 50 lat – wynosi ona 0,4 proc. A potem rośnie do ok. 15 proc. w wieku lat 80., co wynika z obciążeń pacjentów”.

Komentując wypowiedź lekarza, dodam, że medialne manipulacje wokół Covid polegają między innymi na tym, że podawane jest ryzyko śmierci na koronawirusa wśród zarażonych (a nie całej populacji) zależnie od wieku — by przekonać ludzi, że emeryci masowo umierają. Media nie pokazują stałej umieralności zależnie od wieku, która odbiorcom uświadomiła, że umieranie starych ludzi częściej niż młodych jest rzeczą normalną, że im ludzie starsi, tym częściej umierają. Taki fakt się przemilcza, bo zaburzałby on narracje o tym, że mamy pandemie – podobnie przemilczają media to, że umieralność w kwietniu 2020 w Polsce była mniejsza niż w pięciu ostatnich latach.

 

Lekarz w wywiadzie przyznał, że się nudzi, bo nie ma co robić w pracy. Jego zadaniem Covid „w porównaniu, chociażby z wirusem zapalenia wątroby typu C, to mały pikuś. My jesteśmy codziennie narażeni na takie „syfy”, że koronawirus dla mnie żaden straszak. Wiemy dokładnie co robić. Jestem więc trochę znudzony. Jadę na jałowym biegu. Chciałbym poleczyć ludzi i – jak mówiłem – nosi mnie”.

 

Oceniając medialną hucpę wokół Covid, lekarz stwierdził, że przesadna dla niego „jest m.in. reakcja mediów. To nagłaśnianie przypadków, które co roku zdarzają się także przy grypie, ale nikt się nimi nie przejmuje”.

 

Lekarz leczący Covid ujawnił też, że „wielka liczba ofiar w tej części Europy ma swoje uzasadnienie genetyczne. W populacjach z basenu Morza Śródziemnego i jego okolic występuje często mutacja powodująca niedobór enzymu zwanego dehydrogenazą glukozo-6-fosforanową. Okazuje się, że osoby z uszkodzonym genem kodującym dehydrogenazę są bardziej narażone na komplikacje z racji COVID-u i częściej umierają”. Ta sama mutacja genetyczna jest w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. „Przykład Włoch pokazuje to, co Włosi zaniedbali i o czym zapomnieli. W tym północnym regionie, koło Mediolanu, osiedla się wiele starszych osób, również domów spokojnej starości i odpowiedników DPS-ów. Niektórzy kupują sobie kawałek ziemi, stawiają domek i funkcjonują tam do końca życia. To nie jest normalna włoska populacja. Odsetek ludzi w podeszłym wieku jest tu zdecydowanie wyższy niż gdzie indziej i to koreluje z liczbą zgonów”.

 

Zdaniem lekarza ograniczenia powinny „dotyczyć wyłącznie ludzi powyżej 60. roku życia. Ze szczególnym uwzględnieniem domów pomocy społecznej, domów starców, uniwersytetów III wieku. A więc miejsc, które potencjalnie stanowią największe zagrożenie dla tej starszej populacji, bo reszta przechodzi tę infekcję bardzo łagodnie”.

 

Z wywiadu można się dowiedzieć, że osoby zmarłe w szpitalu na Szaserów były w większości leciwymi pensjonariuszami Domów Pomocy Społecznej.

W wyniku hucpy z pandemią zablokowano dostęp pacjentów do leczenia. Chorzy nie otrzymują należytej pomocy. Jest to też cios finansowy dla szpitali.

 

Jan Bodakowski