Od 1998 roku trwa batalia o uczynienie ze Szwajcarii przyczółku dla idei Nowej Lewicy. Nie ma bowiem w omawianych raportach odniesień do tego, co uniwersalne. Porządek świata oparty na zakazie stanowi zasłonę dla głoszenia, iż istnieje wolność słowa. Spojrzenie na dwie dekady działań ukazuje, jak krok po kroku swoboda wypowiedzi ulega ograniczeniu. Znamienne, że raport dla Szwajcarii Komisji Europejskiej wskazywał, że „manifestacja uprzedzeń [rasowych i ksenofobii] jest raczej rzadka”. Ze względu na brak problemu pojawiły się działania, aby został wyeliminowany. Ekonomista Thomas Sowell wskazał w książce „Oni wiedzą lepiej”, że metoda operacji socjalistów opiera się na kreowaniu problemów jakich nie ma. Działania w Szwajcarii są tego dowodem.

Takie wnioski nasuwają się z raportów ECRI, czyli Europejskiej Komisji Przeciw Rasizmowi oraz Nietolerancji. Raport wskazywał, że nie ma wielu opisanych przypadków i taka sytuacja wymaga zmiany. Spojrzenie na ten element daje do myślenia, bo ukazuje od samego początku błąd. Jeśli coś nie ma pokrycia w faktach nie ma powodu do zajmowania się tym. Tutaj istniało odgórne wyjaśnienie - sprawa jest tuszowana, brakuje danych i dlatego nikt się tym nie zajmuje. ECRI nie jest oderwaną od rzeczywistości politycznej organizacją. Stanowi motor napędowy tego, co znamy jako idea tęczowego świata.

Określa się sama jako „wiodąca na kontynencie organizacją praw człowieka”. Powstała w 1994 roku z ramienia Rady Europy w celu „przeglądu legislacji państw członkowskich, zasad i innych miar dla zwalczania rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu i nietolerancja oraz ich efektywności”. W składzie znajdują się członkowie oddelegowani przez rządy z „głęboką wiedzą na polu walki z nietolerancją”, również zajmują się działania na rzecz pozbywania się nietolerancji oraz rasizmu. Innymi słowy wskazują kto jest winny i co jest zabronione.

Przyjrzenie się Szwajcarii pozwala na ujrzenie skali działań ECRI oraz zrozumienie ile się zmieniło. Początkowo w 1998 roku kraj znajdował się na stanowisku, że nie ma problemu. Sytuacja ta przypominała to, co działo się w Polsce. Środowiska związane z gender raczkowały i nie miały one prasy. Drugi raport z 2000 roku ukazał, że Szwajcaria dalej nie ma problemów z rasizmem oraz łamaniem idei Postępu. Wskazał, że w ludności napływowej istnieje niechęć do innych. Element ten przypomina wskazywanie w Polsce środowisk kibiców, jak i później ruchu narodowego jako przedstawicieli rasizmu.

Czwarty raport z 2009 ukazał pewien przełom, że w mediach istnieje konieczność pomijania tożsamości sprawców „o ile nie jest istotna”. Tak zaczęła się delikatna cenzura informacyjna. Pomijanie kraju pochodzenia uniemożliwiało bez śledzenia źródeł odnajdywania powiązań. W 2014 roku w piątym raporcie ECRI pojawiła się kwestia „mowy nienawiści”. W praktyce „hate speech” oznaczał, że nie na znaczeniu urosła ideologia gender z LGBT, a także kwestiami dotyczącymi uchodźców oraz wskazywanie przeciwników politycznych w ramach Demokratycznej Unii Centrum (UDC), że „kontynuują używanie ekstremalnie nietolerancyjnych obrazów i języków”. Na ten etap właśnie wchodzi Polska.

Ów raport wskazywał, że media krytykują część osób, a wymagają one ochrony. Kwintesencję tych zmian stanowi ostatni raport z 2019 roku. Ukazuje on już perspektywę nastawioną na parytet informacyjny. W ramach podliczeń ECRI ustaliło, że dwadzieścia pięć procent artykułów poruszało tematy odnośnie symboliki islamu (na przykład w związku z budową minaretu), dwadzieścia jeden procent dotyczyło postaw radykalnych, czyli antykrajowego i antycywilizacyjnego nastawienia. Problem stanowił fakt, że tylko dwa procent tekstów ukazywało skuteczną integrację i tyleż samo codzienne życie muzułmanów. Do tego etapu zmierza Polska. Efektem działań ECRI jest kodeks szwajcarski dziennikarzy o konieczności „unikania jakiejkolwiek aluzji przez tekst, obraz, czy dźwięk do osób o etnicznym, narodowym, religijnym, gender, orientacji seksualnej” oczywiście w kontekście „charakteru dyskryminacyjnego”.

Jacek Skrzypacz