Kontynuując wcześniej rozpoczęty cykl poświęcony roli kobiety w nauczaniu Prymasa Tysiąclecia, pozwolę sobie dzisiaj nawiązać do artykułu Anny Borkowskiej-Kniołek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, aby przybliżyć czytelnikom, ciekawy tekst autorki pt. ”Apologia roli kobiety w Kościele w świetle wybranych wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia”zawartego w wydawnictwie STUDIA GDAŃSKIE , XXII(2008) s.27-42.
„Bóg stwarzając człowieka na swój obraz, stworzył mężczyznę i kobietę (por. Rdz 1,27). Tylko razem mogą ukazać komunię miłości, którą jest Bóg. Jest on bowiem wewnętrzną Jednością, choć w Trzech Osobach”. W tej, obecnej już od aktu stworzenia różności osób, obserwujemy równocześnie nierozdzielną równość natury. Myli się ten kto chciałby wyprowadzać z Pisma Świętego prawdy, których w nim nie ma. Biblia nie potwierdza nierówności płci. Widzi różnice, co zresztą naturalne, ale nie wyprowadza takich założeń, które uwłaczałyby miłości Boga względem każdej osoby ludzkiej. Więcej, można by powiedzieć, że to oddalenie od poznania Boga skutkować może większą niepewnością w relacjach międzyludzkich.


Tracąc nadzieje, na dobro i miłość, której najpełniej uczymy się od Boga, zwiększamy poziom naszych lęków, poziomu agresji, a wręcz na oślep szukamy w jednych lub drugich miejscach lub ideologiach zapewnienia, że zdobędziemy czyjś szacunek lub wręcz go zechcemy wymuszać. Bóg nie tylko uczy równości. Więcej, on pozwoli nam na nowo pokochać ludzi. Zadbajmy więc, byśmy nie wpadli w pułapkę nienawiści, bo ona jest widocznym już znakiem naszej błędnej drogi!
Odbiegając nieco od tematu. Jeśli nawet pojawiają się czasem skomplikowane wahania w wymiarze poczucia tożsamości własnej płci, co może wyjątkowo się zdarzyć chociażby przez procesy stanu hormonalnego w danej osobie, swoistych splotów ludzkiej psychiki czy zjawisk na płaszczyźnie neurologi, chwilowych kłopotów życiowych czy też po prostu swoistego bytu człowieka, to jednak najważniejszy wymiar egzystencji człowieka w jego dwojakim stanie płciowości mężczyzny i kobiety, został nam dany jako najważniejszy punkt odniesienia, prawidło wyrażania siebie i podejścia do drugiej osoby. To również szczególna pomoc w wymiarze wzajemnego przyciągania, ale i odróżniania od siebie, po to jednak by razem na drodze życia wzrastać w miłości lecz i w mądrości, a także świętości do której nas powołuje Pan Bóg. Bądźmy w godny sposób sobą, a płeć znajdzie właściwe sobie osadzenie w relacjach wzajemnych, zwłaszcza wtedy gdy nie zapominać będziemy by w naszym sumieniu wsłuchiwać się w głos Pana Boga i jego przykazania.


Kościół, jak nauczał Stefan Wyszyński uczy równości kobiety i mężczyzny nie tylko w wymiarze nadprzyrodzonym lecz i przyrodzonym o czym mówi nam już Księga Rodzaju w słowach Pana Boga ”rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,28). Bóg daje wspólne zadania kobiecie i mężczyźnie.
Pierwsze zadanie mówi, że mężczyzna i kobieta mają być jeden dla drugiego. To szczególny wymiar człowieczeństwa: odnaleźć siebie poprzez dar dla drugiego. W tym kontekście trudno rozumieć tendencje do pomniejszania znaczenia osoby ze względu na jej płeć, pokazuje to przecież raczej dziwną nieumiejętność wspólnej koegzystencji, a tym bardziej budowania bogactwa wspólnoty międzyludzkiej w obszarze życia rodzinnego lub innych przestrzeniach społecznego współdziałania.
Drugie zadanie, które powierza Bóg równocześnie mężczyźnie i kobiecie to „czyńcie sobie ziemię poddaną”. To jakże szerokie i ważne zadanie również ma być złożone w dłonie ich obojga.


Można powiedzieć, że zamysł Boży osadzony jest w ludzkiej naturze, ale jego realizacja wiąże się z postawą człowieka, a nie bez przyczyny będzie powiedzieć, zależy od tego czy człowiek będzie dążył do dobra, prawdy i świętości.


Jaką człowiek odpowiedź daje Bogu? Trzeba dostrzec rzetelnie w historii losów ludzkich zarówno znaki dążenia do świętości, ludzkich pięknych osiągnięć jak i skutki ludzkiego grzechu, czy też podążania za niesprawdzonymi, a często wprost błędnymi iluzjami swoich marzeń i idei. Obecny czas dziwnie zamiast być okresem równomiernego rozwoju w wielu dziedzinach, będącego oznaką kumulowania doświadczeń, umiejętności ale i dojrzałości wewnętrznej ludzi, jakby zaczynał na nowo przejawiać swoistą gwałtowność nowych nurtów wyzwoleńczych. Powinno nas zastanowić co tak naprawdę jest tego przyczyną. Czy nie raczej rozchwianie człowieka i napór zjawisk które bardziej wskazują na przemoc niż dialog?


Wróćmy jednak do roli kobiety. Kardynał Wyszyński był świadomy zarówno biblijnej równości w godności osoby zarówno kobiety jak i mężczyzny jak i tego, że w historii również jeśli chodzi o różne rejony geograficzne i panujące reguły życia publicznego, kobieta często była sytuowana w pewnej pozycji uległości i poddania panującym normom społecznym, także tym w których mężczyźnie przypadała wiodąca rola społeczna, a nawet decyzji związanych z władzą. Pamiętajmy jednak również, ze były to często czasy niebezpieczne i to na mężczyznach spoczywał obowiązek obrony swojej rodziny.


W Starym Testamencie znajdziemy miejsca mówiące o wskazaniu do równego traktowania obu płci, chociażby w Dekalogu gdzie słyszymy o potrzebie czci zarówno ojca jak i matki, czy też w opisach ważnych dzieł które dokonały się w dziejach Izraela poprzez kobiety (Abraham i Sara, Judyta, Elkan i Anna, Szunamitka itp.) O kobietach pisali często wprost prorocy w bardzo wyraźnym pozytywnym znaczeniu przed Bogiem i ludźmi. Jednak to Nowy Testament staje się przełomem w kulturze spojrzenia na kobietę i jej miejsce w drodze do Zbawienia.


Jak zauważa odważnie Kardynał Stefan Wyszyński „sprawę ratowania świata [Bóg] zaczął od wyznaczenia na tej ziemi zadania kobiecie”. Tak zaufał Bóg Maryi (kobiecie), że powierzył jej początkowe lata kształtowania człowieczeństwa swojego Syna. W dialogu zaś z Marią i Martą, nie negując wartości podjętej przez Martę pracy wokół przyjęcia gościa, uwypukla jednak postawę Marii, która obrała najlepszą cząstkę przysłuchując się słowom Jezusa i jego nauce. Wskazał właściwą hierarchię wartości gdzie to co prowadzi człowieka do zbawienia winno być na pierwszym miejscu.
Jezus nie traktował „ulgowo” kobiet. Próbował ich wiarę i prowadził do uporządkowania życia i wiary. One zaś pozostawały mu wierne. Zauważmy, że wiele próśb kobiet zostało przez Jezusa wysłuchanych, np. kobiety kananejskiej lub siostry Łazarza. To również przypomnienie, że Bóg nas wszystkich prowadzi do modlitwy i słucha modlitw tak mężczyzn jak i kobiet. Modlitwy wszystkich są ważne i potrzebne.


Zakończmy ten fragment myślą Kardynała Wyszyńskiego, przytoczoną z artykułu w STUDIACH GDAŃSKICH, gdzie przytoczone są słowa Kardynała jak mówi, że Wielka Sobota winna być nazwana Dniem Kobiet Katolickich. Gdy wszyscy myśleli, nawet apostołowie, że wszystko już przepadło Maryja spokojnie czekała na wypełnienie się woli Bożej. Stała się Matką Wielkiej Soboty – Sancta Maria in sabbato – Matką każdej soboty. Pod drzewem Krzyża jej Syn, uczynił ją nie tylko Matką apostoła Jana, ale i całego Kościoła. Dodajmy Kościoła, który dopiero się rodził. Obecny tu aspekt macierzyństwa jest przywilejem kobiety i może być rozwijany i wypełniony w bardzo rożny sposób. Ten młody jeszcze Kościół zostanie wkrótce po Zmartwychwstaniu umocniony mocą z wysoka – darem Ducha Świętego., ale jak przedziwnie Bóg potrafi to tylko czynić, jedno nie przekreśla zupełnie drugiego i w jakimś Bożym zamiarze misja Maryi jako Matki Kościoła wciąż trwa, dalej możemy prosić o jej orędownictwo, choć to sam Bóg w Trójcy osób pozostaje przecież jedynym źródłem łaski i życia.


Nauczanie Kardynała Stefana Wyszyńskiego mocno wyrażało przekonanie, że Kościół, a w tym i naród Polski, ma w Maryi potężną orędowniczkę. To nauczanie teologiczne prowadziło jednak także do wymiaru społecznego. Maryja wraz z apostołami doświadczywszy radości Zmartwychwstania, wraz z nimi może żyć sprawami człowieka tu i teraz, łącząc Ewangelię z życiem. To prawdziwa zachęta do mocnej wiary, ale i aktywności społecznej przeżywanej wspólnie. Ukazując rolę i miejsce Maryi i innych kobiet w Ewangeliach, Kardynał Wyszyński, wskazał, że tak naprawdę nas wszystkich dotyczy wielkie zadanie jakim jest życie człowieka. Wszystkich mężczyzn i kobiet. Wszystkich w ich różnorodności. Punktem odniesienia jest jednak Ewangelia. I to właśnie Ewangelia najpewniej chroni ludzką wolność. Tylko razem Pan Bóg zaprasza nas do życia wiecznego. I wszystkich równocześnie stawia przed nieustannym zadaniem przemiany siebie i ratowaniem świata. Myśl ta przyświeca również Zjednoczeniu Chrześcijańskich Rodzin. Czy nie warto więc za Kardynałem Wyszyńskim podjąć wielkie dzieło życia rodzinnego, dzieło życia Kościoła, naszej Ojczyzny ? Może obecna historia wymaga tego na nowo od nas wszystkich …


Wiele było świętych kobiet w naszej historii: Św. Kinga, bł. Jolanta, bł. Salomea, św. Jadwiga Śląska i Św. Jadwiga Wawelska. W dziele „Początek cudów w Polskiej Kanie Narodu” czytamy słowa Prymasa:
„Musimy wspomnieć tutaj wszystkie niewiasty mężne, cierpiące i walczące, które umiały stanąć w obronie wiary i ołtarzy, w obronie kołyski i rodziny, w obronie wolności sumienia i swojej godności tak, iż wychowało się wspaniałe pokolenie kobiet katolickich za które jesteśmy wdzięczni Bogu, Chrystusowi i Kościołowi”.

dr Ewelina Kondziela *

* Autorka jest przewodniczącą Okręgu Wrocławskiego Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin