Według dziennika resort sprawiedliwości chce, by odpowiedzialność zbiorowa była stosowana jedynie wobec dużych firm, czyli zatrudniających od 250 pracowników, czyli mogących skutecznie kontrolować działania zatrudnionych. „Projekt jest już gotowy, lada dzień informacja o pracach legislacyjnych znajdzie się w wykazie prowadzonym przez kancelarię premiera” - podaje gazeta. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, z którym rozmawiała "DGP" zapewnił, że ustawa nie będzie wymierzona w przedsiębiorców. Nie będzie wcale restrykcyjna. - To ustawa dla zwykłych ludzi i dla przedsiębiorców. W tej kolejności. Dla nas wszystkich – powiedział. Ministerstwo przekonuje, że nie chodzi o wpływy do budżetu państwa z nakładanych kar - istotą jest to, by największe firmy zaczęły w końcu dbać o konsumentów i środowisko naturalne. Ostatecznie o nałożeniu kary, w tym jej wysokości, będzie decydować niezależny sąd. Zgodnie z ustawą będzie on mógł nałożyć sankcję dopiero wówczas, gdy uzna, iż czyn zabroniony popełniony przez pracownika jest związany z działaniem lub zaniechaniem organu spółki lub jej menedżera - ewentualnie właściciela - tłumaczy projektowane zapisy dziennik. Przedsiębiorca będzie mógł dowodzić, że dochował należytej staranności - dodaje DGP. "Kto więc zapłaci? Na przykład duża firma kanalizacyjna, która spuści ścieki do rzeki. Przedsiębiorca transportowy, którego autokar rozbije się wskutek złego stanu technicznego, w wyniku czego ucierpią pasażerowie. Albo – jak to było we Francji – firma kurierska za to, że jej pracownik zgwałcił klientkę; wcześniej bowiem do menedżerów spółki docierały sygnały o jego niepokojących zachowaniach" - wylicza gazeta.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego przez pandemię koronawirusa polskie przedsiębiorstwa notują zdecydowanie gorsze wyniki finansowe w porównaniu do poprzednich lat. Jak podaje GUS, w I półroczu 2020 roku spadek przychodów ogółem (5,2 proc.) był większy niż spadek kosztów ich uzyskania (4,4 proc.). Wyniki finansowe badanych przedsiębiorstw były niższe od uzyskanych rok wcześniej. "Pogorszyły się również wskaźniki ekonomiczno-finansowe. Nakłady inwestycyjne były niższe o 6,1 proc. od notowanych w I półroczu 2019 roku (kiedy miał miejsce wzrost o 19,0 proc.)" - informuje urząd. "Przychody netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów spadły o 5,4 proc., a koszty tej działalności – o 5,2 proc.. Wynik finansowy ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów wyniósł 63,3 mld zł i był niższy o 9,2 proc. niż w I półroczu 2019 roku. Wynik finansowy z pozostałej działalności operacyjnej ukształtował się na poziomie 6,8 mld zł i był wyższy o 2,2 mld zł niż przed rokiem" – można przeczytać w komunikacie GUS. Według Soni Buchholtz z Konfederacji Lewiatan pandemia dotknęła branże nierównomiernie. - Najsilniejsze ciosy dostało hotelarstwo i gastronomia ze wskaźnikiem na poziomie -11,7 proc.; na minusie są również górnictwo i wydobycie oraz pozostała działalność usługowa. Pozostałe branże notują dodatnie rentowności, niemniej spadki są dotkliwe, przy wskaźnikach na poziomie 2-3 proc., nie ma mowy o inwestycjach i podejmowaniu ryzyka, czy budowie buforu finansowego. Wziąwszy pod uwagę dalsze wzrosty płacy minimalnej, dodatnie marże są zagrożone. Już w I połowie roku widać było rosnący udział wynagrodzeń, usług obcych, energii oraz podatków kosztem taniejących materiałów – mówi dla businessinsider.pl.

Mimo ciężkiej sytuacji w gospodarce rząd planuje dalsze regulacje mające na celu uregulowanie odpowiedzialności za błędy przedsiębiorstw. Podjęte kroki wydają się jak najbardziej logiczne i słuszne, jednak to ile prawdy jest w tym, że ewentualne kary nie mają na celu ratowania budżetu państwa jest inną sprawą. Najważniejszym zadaniem stojącym przed rządem jest podźwignięcie polskiej gospodarki i nie doprowadzenie do kolejnego lockdownu, który okazałby się ciosem dla polskich firm i co za tym idzie, także dla finansów publicznych czego żadne wpływy do budżetu nie byłyby w stanie naprawić.

DZ

Źródło: PAP, businessisider.pl, bankier.pl, GPC