Zdaniem dr. Błochowiaka „tak zwana pandemia koronawirusa to jeden wielki przekręt", przeprowadzony według schematu przetestowanego dekadę temu „podczas tzw. świńskiej grypy, kiedy to WHO ogłosiło pandemię szóstego stopnia. Była to skandaliczna decyzja z uwagi na brak rzeczywistego zagrożenia".

 

Prawdę o fałszywej pandemii świńskiej grypy ujawnił przewodniczący komisji śledczej przy Radzie Europy niemiecki lekarz i polityk socjaldemokracji dr Wolfgang Wodarg. Komisja ustaliła, że „pod wpływem skorumpowanych uczonych zmieniono wówczas definicję pandemii. [...] Wcześniej pandemią nazywano zaraźliwą chorobę z wysoką liczbą zgonów, a tu nagle do jej stwierdzenia wystarczy już tylko fakt, że wirus rozprzestrzenia się po całym świecie. A przecież to, przy naszej dzisiejszej globalnej mobilności, dzieje się każdego roku". Do spisku WHO i koncernów medycznych przyłączyły się rządy, które w tajemnicy zakupiły niepotrzebne szczepionki, zapewniając gigantyczne zyski korporacjom farmaceutycznym.

 

W swoim artykule dr. Mariusza Błochowiaka zwrócił uwagę, że „śmiertelność danego wirusa określamy jako stosunek liczby zgonów do liczby wszystkich zakażonych tym wirusem. Z badań naukowych wynika, że śmiertelność wirusa SARS-Cov-2 utrzymuje się na poziomie grypy sezonowej i to wcale nie tej najgorszej, z jaką mieliśmy do czynienia np. w 2018 roku. Śmiertelność SARS-Cov-2 sytuuje się na poziomie 0,02-0,4% [...] Śmiertelność w normalnym sezonie grypowym w Niemczech utrzymuje się na poziomie 0,1% do 0,2%. Jednak czasami występują cięższe fale grypy. I tak w sezonie 1995/1996 w Niemczech z powodu grypy zmarło ponad 30 000 ludzi, natomiast w sezonie 2002/2003 i 2004/2005 było 15 000 zgonów z tego powodu. Nie tak dawno, bo w sezonie 2017/2018 zmarło tam ok. 25 000 ludzi na grypę, co oznacza śmiertelność „znacznie wyższą niż 1%!" [...]. Pomimo daleko większej śmiertelności w tamtym sezonie w porównaniu do SARS-Cov-2 nie wprowadzono żadnych obostrzeń i media też się nie interesowały tym tematem".

 

W opinii dr. Błochowiaka liczba zgonów z powodu Covid jest sztucznie zawyżana „z uwagi na to, że śmierć z powodu koronawirusa przypisuje się często nieprawidłowo, fałszując tym samym dane, osobom, które miały jedną czy nawet kilka poważnych chorób mogących być rzeczywistą jej przyczyną".

 

W swym artykule dr Błochowiak podkreślił, że o histerii medialnej wokół Covid świadczy ilość zgonów w Polsce – w naszym kraju „w 2020 roku fala okresowych zgonów przypadających na sezon zimowy była mniejsza niż w latach 2018 –2019. Rok 2018 przyniósł znacznie więcej zgonów niż lata następne, a zgony z przypisanym SARS-Cov-2 są statystycznie niezauważalne".

 

Jak przypomina dr Błochowiak „pierwsze restrykcje pojawiły się w naszym kraju 12 marca, a 24 marca wprowadzono stan epidemii i masową kwarantannę. Tymczasem już 19 marca pojawiły się francuskie badania naukowe", z których wynikało, że nie ma żadnej znaczącej różnicy między pacjentami chorymi na ''stare'' koronawirusy a chorymi na Covid „jeśli chodzi o liczbę zmarłych".

 

Według dr Błochowiak 17 kwietnia badania amerykańskie z hrabstwa Santa Clara wskazały, że poziom śmiertelności na Covid jest taki sam jak na grypę, a 19 maja naukowcy opublikowali podsumowanie „12 badań (co oznacza, że ustawicznie pojawiały się nowe, kluczowe publikacje naukowe) pod kątem określenia śmiertelności SARS-Cov-2, która okazała się sytuować w przedziale 0,02-0,4%, czyli na poziomie grypy sezonowej. Kolejne badania potwierdzały uzyskane wcześniej wyniki".

 

Dr Błochowiak przypomniał w swoim artykule, że Niemiecki Instytut Roberta Kocha zajmujący się epidemiami 15 kwietnia opublikował raport, o tym, jak rozwija się epidemia. Z danych wynikało, że epidemia wygasała. Równocześnie „w Polsce 24 marca wprowadzono stan epidemiologiczny i masową kwarantannę, a później narzucono noszenie masek oraz zakaz wychodzenia nawet do lasu (akurat w Niemczech zalecano w tym czasie spacery po lesie) i różne inne formy utrudniające ludziom codzienne życie. Tymczasem było już po epidemii".

 

W opinii dr. Błochowiaka na podstawie dostępnych badań naukowych można stwierdzić, że „wszystkie te środki, cały ten lockdown nie miał najmniejszego sensu [...]. Niszczenie zdrowia, życia i gospodarki miało miejsce już po epidemii. W Niemczech lockdown został wprowadzony 23 marca, [...] nie zmieniło to wartości liczby reprodukcyjnej, co oznacza, że masowa kwarantanna nic nie dała. Ludzie byli pozamykani w domach na próżno, a gospodarka dewastowana zupełnie na darmo".

 

Jak przypomina dr Błochowiak, odmiennie od Polski gdzie nie ma dyskusji nad zasadnością walki z fałszywą pandemią, w Niemczech „głośno, zdecydowanie i medialnie protestuje, [...] około kilkudziesięciu naukowców i lekarzy". Zdaniem dr. Błochowiaka dzieje się tak w naszym kraju też i dlatego, że polskie „Ministerstwo Zdrowa knebluje usta lekarzom, zakazując wypowiadania się na ten temat".

 

Dr Błochowiak uważa, „że elity intelektualne w Polsce zawiodły, milcząc w obliczu rządowej i medialnej propagandy z jednej strony z uwagi na różnorakie korzyści, a po części również dlatego, że nie posiadają umiejętności statystycznego i naukowego myślenia na podstawowym poziomie".

 

Cytując niemieckich naukowców, dr Błochowiak wskazał, że przyczyną wsparcia części naukowców dla fałszywej pandemii jest to, że „wielu naukowców na uniwersytetach może martwić się o fundusze na badania, jeśli nie będą teraz »powtarzać« tej samej piosenki, którą się teraz głośno śpiewa na świecie".

 

Zdaniem dr Błochowiak lockdown powoduje „znacznie większe szkody uboczne niż chronimy ludność (stosując)", zakazy wprowadzone w związku z fałszywą epidemią idą „zdecydowanie za daleko i nie mają nic wspólnego z rozsądną oceną ryzyka".

 

Jan Bodakowski