Dr Piotr Wołochowicz, dyrektor Fundacji Misji Służby Rodzinie i ojciec dziś już dorosej trójki dzieci uważa, że rodzice świadomie rezygnują z trudów wychowawczych i przekazują swoje dzieci pod opiekę przedszkolanek, nauczycieli. Uważają, że nie mają żadnego doświadczenia, a dziecko, jak podarek może być grzeczne i spokojne, albo takie które od początku sprawia trudności wychowawcze. Nikt nie rodzi się jako biała karta i to my wywieramy dopiero wpływ na to, jakie będą nasze dzieci. Tak jest również z przekazaniem im wiary. Z małymi wyjątkami dzieci ludzi wierzących są wierzącymi dziećmi. Rodzice przekazują im swoją wiarę, albo mogą im to nieświadomie utrudnić. Wszystko zależy od błędów wychowawczych. Niestety, w dzisiejszych czasach coraz częściej w rodzinach wierzących wyrastają dzieci, które później mają na bakier z wiarą. Niektóre zachowują „pozór pobożności”, ale nie żyją w prawdziwej przyjaźni z Bogiem. Gdy rodzice sami nie mają pasji życia dla Jezusa, jak mogą przekazać prawdziwą wiarę swoim dzieciom?

Bóg w rodzinie powinien być cały czas obecny. Dlatego tak ważna jest modlitwa do Niego. Trzeba prosić Go o każdą najmniejszą rzecz, o pomoc w rozwiązaniu wszystkich trudności, nie myśląc, że taką błahostką nie można Bogu głowy zawracać.

Ważne jest, aby rodzice wzajemnie się kochali i taką miłość przekazywali swoim dzieciom oraz aby wobec dzieci stanowili zgodny, wspólny front. Dziecku w sensie fizycznym jak i duchowym trzeba poświęcać dużo czasu. Spędzanie wspólne czasu, czytanie dzieciom na dobranoc, specjalna modlitwa za dzieci. Przed snem dziecko powinno wyciszyć się, ukierunkować swoje myśli we właściwym kierunku. Służy temu czytanie dziecku na dobranoc budujących historii chrześcijańskich. Dlatego tak istotne jest to, że nie tylko dziecku czytamy, ale co czytamy. Twórcze czytanie polega także na zadawaniu dziecku pytań w rodzaju „czy ty też tak postąpiłbyś w tej sytuacji?”.

Dziecko powinno być oplecione naszą codzienną modlitwą, każde każde z nich. Musimy ciągle prosić Boga, aby miało szczere serce, zaufanie do Stwórcy i by chciało chodzić Bożymi drogami.

Dr Wołochowicz przypomina swoje doświadczenia wychowawcze. Jego dzieci nie były wychowywane bezstresowo. Stawiano przed nimi wymagania i nie było to dla nich krzywdzące, ale rozwijało ich kreatywność. - Nie pchaliśmy dzieci, one chciały z nami biec, one nas podziwiały, one dzieliły z nami sukcesy i lekcje z porażek, sprawiały nam wszystkim tyle radości, i miały tak atrakcyjne zadania, że nie miały czasu ani ochoty zatrzymywać się po rzeczy, które kusiły po drodze - mówi.

Dzisiejszy świat codziennie wabi nas kolejnymi gadżetami. Rodzice nie powinni nieustannie nimi zalewać dziecka, chcąc sprawić mu przyjemność. Nadmiar wrażeń jest niedobry dla dziecka, które potrzebuje czasem się ponudzić, pobyć w ciszy bez komputera czy telewizji. Musi mieć czas i przestrzeń na swoje twórcze pomysły. Rodzice powinni pokazać dziecku, co to jest bycie kreatywnym.

Musimy zadbać o ugruntowanie wiary naszego dziecka i jego duchowy rozwój. Dlatego tak istotne jest, co nasze dziecko ogląda w telewizji, jakie treści ma przekazywane. Bardzo łatwo o nasiąknięcie dziecka różnego rodzaju złymi treściami. Dlatego powinniśmy zadbać o to, aby dzieci poznawały Słowo Boże, czytało Biblię, od małości tę skierowaną do dzieci, a później tę dla dorosłych. Ważne abyśmy nie przekazywali tych treści jako bajki, ale tłumaczyli, że te fakty zdarzyły się w rzeczywistości. Trzeba kłaść nacisk na praktyczne zastosowanie Słowa Bożego w życiu. Powinniśmy także zadbać, aby dziecko miało kontakt z innymi dziećmi z rodzin wierzących, wyznających te same wartości co my. W późniejszych latach powinno mieć kontakty ze wspólnotą w parafii, koniecznie ze swoją „małą grupą wzrostu”.

Dr Wolochowicz jest zdecydowanym przeciwnikiem posyłania dzieci do przedszkoli. Mówi o tym ze swojego doświadczenia. Żona jego zrezygnowała z pracy zawodowej, aby wychowywać dzieci. Było im bardzo ciężko finansowo. Życie z jednej pensji oznaczało obniżenie standardu życia, ale to inwestycja w dzieci. Po trzydziestu latach widać pozytywne efekty takiej decyzji. Nie można wychowywać dzieci, nie będąc z nimi. Macierzyństwo to nie dodatkowe zajęcie, które trzeba upchnąć gdzieś między pracę zawodową, a innymi zainteresowaniami. Powinniśmy zwrócić uwagę na zwiększenie naszej „aktywizacji macierzyńskiej”, a nie budować jedynie „aktywizację zawodową”.

Czasy są trudne. Na nasze dzieci czekają różnorodni aktywiści lewaccy, aby ukierunkować ich w stronę zainteresowań seksualnych i różnego rodzaju ideologii postmodernistycznych. Dlatego tak ważne, abyśmy walczyli o swoje dzieci, aby zapewnić im życie w wartościach chrześcijańskich, nauczyć ich życia w codziennej relacji z Bogiem. Wtedy możemy być spokojni o ich duchową przyszłość.

Iwona Galińska