Rewolucja marksistowska zakładała walkę proletariatu o równe prawa, w rzeczywistości sprowadziła na narody zniewolenie i terror. Tak teraz proletariat został zastąpiony homoseksualistami, którzy rzekomo domagają się jedynie równości praw i walczą w imię wolności i równości wszystkich mniejszości. Patrząc na jej owoce na Zachodzie i na metody ich walki, jasne się staje, do czego dążą. Tym razem do hegemonii mniejszości nad większością, która nie ma nic wspólnego z wolnością. Przepoczwarzony marksizm, tak jak kiedyś walczy o stworzenie nowego człowieka. W pierwowzorze miał nim być równy klasowo proletariusz, wolny od religii i duchowych dylematów. Obecny wolny człowiek LGBT ma dążyć do hedonizmu, który da mu szczęście seksualne, a w rzeczywistości przyniesie nowe zniewolenie.

LGBT-owcy są wytrwali i konsekwentni w swym dążeniu. Kierują wszystkim potężne siły lewicy z Sorosem na czele. O co walczą w Polsce? Jedyny cel ich walki to małżeństwa jednopłciowe i adopcja przez nie dzieci, bo pogwałcenia prawa naturalnego u nas nie ma. Natomiast inne ich postulaty są wyimaginowane. Posiadają wszystkie prawa obywatelskie. Mają takie samo prawo do opieki społecznej. Mogą ze sobą legalnie mieszkać. Tak samo mają prawo u lekarza wskazać osobę-partnera, który będzie upoważniony do informacji medycznej. W wypadku prawa do dziedziczenia lub ustanowienia wspólnoty majątkowej, wystarczy spisać odpowiednią umowę cywilnoprawną. Mają te same przywileje, które przysługują wszystkim Polakom. Lewicowi działacze chcą jednak tworzyć sztuczne podziały, rozbijać tradycyjny system wartości i niszczyć instytucje państwowe. Do tego sprowadza się ich stygmatyzowanie policji. Dążą do tego, aby zniewolić policjantów tak, aby bali się interweniować. Jeżeli im się to uda, będą mogli swobodnie wejść do każdego urzędu, który zostanie pozbawiony ochrony. Chcą tworzyć własne instytucje lub przez narzucone nowe prawa przejmować instytucje już istniejące. Mówią wprost, że walczą z państwem prawa. Do tego odnosi się ich hasło: „jeb…ć pały i sąd cały”. To początek anarchizacji państwa.

Za przeprowadzenie rewolucji kulturalno-prawnej w Polsce odpowiada Stowarzyszenie Miłość nie Wyklucza. To oni doprowadzili do podpisania „warszawskiej deklaracji LGBT” przez Rafała Trzaskowskiego. Ich celem miało być wybranie na prezydenta właściwego człowieka. Dlatego tak ważne dla nich były tegoroczne wybory prezydenckie. Dlatego przepuścili taki atak na Andrzeja Dudę, po podpisaniu przez niego Karty rodziny. Chociaż zawarte w niej treści w niczym nie atakują homoseksualistów, a jedynie wzmacniają rolę rodziny, to prezydent znalazł się pod obstrzałem. Został homofobem, który dyskryminuje ludzi. Strategia i plan ideologów LGBT jest jasny. Cel główny to „zmiana polskiego prawa na rzecz uprzywilejowania osób homoseksualnych, biseksualnych, transseksualnych i innych” oraz wprowadzenie homomałżeństw w 2025 roku. Mówi o tym ich dokument „Strategia wprowadzenia równości małżeńskiej w Polsce na lata 2016-2025”. Raport przewiduje, że w 2020r. Polska będzie miała prezydenta, który będzie wcielał w życie ich postulaty. W Sejmie i Senacie poparcie dla nich będzie rosło z każdą kadencją. Nie kryją się, że ich celem jest osłabienie PiS i odsunięcie go od władzy oraz wprowadzenie do Sejmu ich popleczników z opozycji pozaparlamentarnej. W grupie prawnej opracowującej ów dokument znalazł się Krzysztof Śmiszek ówczesny działacz LGBT, a dzisiaj już poseł na Sejm RP.

Bardzo ważnym elementem walki tęczowych jest batalia o symbole. Została ona precyzyjnie opracowana, a jej wzory czerpie się z działania lewicy na Zachodzie. Pierwsza faza to wywołanie oburzenia u przeciwników aktem agresji wobec symboli chrześcijańskich. W drugą fazę działania wkraczają już media, które oswajają oburzonych i bagatelizują, zamieniają w żart cale zajście. Gdy władza państwowa ingeruje, to następuje atak na władzę i żądania zwolnienia agresorek. Finałem całej kampanii jest oświadczenie aktywistek, że niczego nie żałują i będą w tym duchu nadal działać. Tak było w wypadku sprofanowania figury Chrystusa przed kościołem św. Krzyża w Warszawie. Działacze LGBT liczą, że z czasem władza i oburzona część społeczeństwa oswoi się z podobnymi aktami przemocy i przestanie na nie reagować. Tak się stało w Berlinie z okazji obchodów rocznicy 1 Maja. Skrajna lewica urządza wówczas coroczne awantury połączone z paleniem samochodów i zranieniami policjantów. Stało się to już tradycją pierwszomajową.

Ten wrzask rzekomo krzywdzonych działaczy LGBT jest wzmacniany przez działania posłów lewicy. Małgorzata Prokop-Paczkowska przekonuje, że „co, się dzieje z mniejszościami w naszym kraju ze społecznością LGBT, z kobietami, które domagają się swoich praw, to to samo, co tzw. prawdziwi Polacy robili kiedyś z Żydami”. Mówi się też o łapankach, przypominających okres hitlerowski.

Ale na szczęście te brednie można szybko zdementować. Jest Internet, są nagrania z zajść, które pokazują, że nie ma tam mowy o żadnych łapankach. I że to bojówkarze LGBT rzucają się na samochody policyjne, a policjantów wyzywają od faszystów, od gestapo.

Taki przekaz powinien trafić do instytucji unijnych, które zarzucają nam łamanie prawa i gnębienie mniejszości seksualnych. Musimy pamiętać, że traktaty międzynarodowe nie dają instytucjom unijnym prawa do ingerowania w niektóre obszary suwerennych państw. Tak samo bezsensowne jest straszenie nas cofnięciem Polsce przyznanych funduszy, aby zmusić rząd do ustępstw w sprawie nowych praw dla LGBT . Nie ma prawa europejskiego, które pozwoliłoby Polsce zabrać fundusze, które zgodnie z traktatami są przyznawane według stopnia rozwoju gospodarczego i liczby ludności. Musiało by najpierw dojść do zmiany prawa europejskiego.

Obecnie fetyszem lewicy jest Michał Sz. „Margot”, który został zatrzymany za chuligańskie niszczenie mienia i atak na działacza pro-life. To już kompletna aberracja umysłowa. Działacze lewicy i celebryci rozpływają się nad rzekomo poszkodowanym cwaniakiem, który zależnie od sytuacji raz jest mężczyzną, raz kobietą. Choć nic nie stoi na przeszkodzie, aby zgodnie z polskim prawem zmienił połeć i poddał się niezbędnym zabiegom medycznym, on zależnie od swojego widzimisię przybiera postać męską lub żeńską. Tylko czekać, jak przybierze postać zwierzęcą. Ma swój harem z hurysą „Łanią” na czele. Gdy dojdzie do wieku emerytalnego zapewne poczuje się kobietą, aby prawa emerytalne nabyć od 60 roku życia. Na razie jego działalność ogranicza się do wyzywania władz, Polski, flagi narodowej i kpienia w żywe oczy z istniejących praw. Ale to dopiero początek aberracji lewicy. Ona dopiero się rozkręca.

Iwona Galińska