Działania Komisji Europejskiej rozpoczynają się od Google, Twittera, Facebooka a także szeregu innych firm. Zwraca uwagę w tym miejscu również pojawienie się Mozilli, czyli twórcy przeglądarki Firefox i klienta poczty Thunderbird. O ile pierwsze z wymienionych należą do pewnego „standardu” zwrócenie się do twórcy Firefoxa oznacza podążanie również inną ścieżką. Opera wskazała, że jest możliwe w ramach jej produktu blokowanie reklam. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby mechanizm cenzorski trafił do samej przeglądarki.

Tym samym posiadanie odsyłacza nie będzie oznaczało już możliwości wejścia na stronę internetową. Scenariusz ten wydaje się odległy, ale już w 2018 roku Mozilla podpisała zgodę na ustanowienie wewnętrznych regulacji do walki z dezinformacją, a ściślej z tak zwanymi „fakenewsami”, co w dzisiejszej nowomowie oznacza nie kłamstwa w sieci, lecz treści niezgodne z kluczem ideologicznym marksistów. Przykładem są chociażby artykuły poświęcone dzieciom nienarodzonym, czy homoseksualistom. Komisja Europejska wywiera naciski, zwłaszcza w kontekście koronawirusa, aby działania cenzorskie uległy zwiększeniu. Od Microsoftu po chiński TikTok pojawia się zjednoczony front.

Napędza go dziś obecnie Vera Jourova zastępca prezydenta Komisji do spraw wartości i przejrzystości.

- Jako, że jesteśmy świadkami nowych zagrożeń i aktorów jest doskonały czas to pójścia dalej i zaproponowania nowych miar. Platformy wymagają stania się bardziej odpowiedzialne i przejrzyste. One potrzebują otwarcia się i dostarczenia lepszego dostępu do danych wśród innych - przekonuje.

Stojąca na czele Europejskiego Planu Akcji Demokratycznej domaga się tym samym w praktyce wcielenia w życie idei komunistycznej własności danych. To nie firmy je zbierające, ale inni zyskają do nich dostęp. Z jednej strony mowa o tym, że użytkownik dowie się więcej o tym ile o nim wiedzą. Z drugiej zaś chodzi o przekazywanie informacji, co pozwala na tworzenie lepszych modeli ludzi, a tym samym uzyskanie rzeczywistej władzy, czyli przewidywania wydarzeń za pomocą technik sztucznej inteligencji oraz przetwarzania danych skonwertowanych na numery, aby maszyny je przetwarzały szybciej oraz wydajniej.

Propozycje Komisji Europejskiej koncentrują się na oznaczaniu treści. Punktem wyjścia nie są obiektywne standardy, wspieranie się nauką, ale wewnętrzne regulaminy. Tym samym dzielenie na niespójne, niekompletne, pozbawione definicji, nie odzwierciedlające wszelkich reguł i w ramach przyjętych limitów oznacza nic innego, jak kierowanie ludzką świadomością. Jourova głosi potrzebę walki z dezinformacją, ale odcina się od wiedzy na rzecz przyjętych ustaleń, co jest uznane za „fakty”.

Przykładem jest zmienianie pojęć tolerancji na rzecz akceptacji. Głoszenie, że kobiety nie rodzą dzieci, ale w ich ciałach są płody, jakie dopiero po urodzeniu stają się ludźmi. Oznajmianie, że panowie jeśli tylko będą wychowani w innej kulturze posiądą zdolność zachodzenia w ciążę oraz inne kwestie jakie łączą się z gender oraz obecnymi odmianami marksizmu. Problem stanowi wykorzystywanie wyrwanych z kontekstu przykładów dla ilustrowania własnych tez.

Przykładowo ruch głoszący, że Ziemia jest płaska jest traktowana jako dowód istnienia antynauki. Pomija się w tym momencie, że w ramach dyskursu akademickiego istnieje coś takiego jak walidacja, czyli sprawdzanie teorii w świetle faktów. Teoria ewolucji Karola Darwina została dziś zastąpiona przez inne koncepcje rozwoju życia na Ziemi, co jednak nie przeszkadza, aby ta teoria, jak wskazał sam jej twórca, pozbawiona szeregu dowodów na swą prawdziwość, dalej wiodła żywot „naukowej”, chociaż została już dawno obalona. To, co jest znane z książek Karola Darwina dziś jest przekształcone w coś, co znamy bardziej jako neodarwinizm. Niemniej pierwotna, odrzucona już naukowo wersja, dalej staje się kanwą szeregu mitów o działaniu ludzi. Takie jednak zjawiska nie są dla Jourovej problemem, ale tylko te, co uderzają w bieżącą linię UE oraz jej ideowych popleczników.

Jacek Skrzypacz