Ostatnie ustalenia Thomasa Frissena z Uniwersytetu w Maastricht, specjalisty w zakresie studiów medialnych (w sensie szeroko pojętej komunikacji) przedstawiają problem ukazywania informacji. Za pomocą tak zwanej radykalizacji kognitywnej kształtuje się nowe pokolenie. Nie jest to zjawisko nowe. Występuje ono coraz powszechniej również w Polsce. Objawem tego jest chociażby antyestetyzm. Przejawia się nie w formie dysertacji naukowych, czy sięgania po kicz w sztuce, ale przez posługiwanie się memami. Gify, czy tak zwane „demoty” dziś wiodą prym w trakcie wyścigu o uwagę rozpraszaną za pomocą starannie projektowanych dopalaczy adrenaliny. Strony nasycone treściami nie są jednak głównym problemem, ale między innymi przemoc.

Badania na belgijskich nastolatkach ukazały, że wbrew pozorom to nie agresja wiedzie ku terroryzmowi. Wedle ustaleń, na 1872 młodocianych nagrania ucinanych głów przyciągnęły znikomą liczbę osób do dżihadu. Mieli z nimi do czynienia w trzydziestu sześciu procentach. Spotykane jednak rzadziej magazyny islamskich terrorystów, jakie oglądało 10-11 proc. miały o wiele większą skuteczność oddziaływania na psychikę. Tym samym pojawia się kwestia ideologicznego kształtowania i wzorzec, jaki u schyłku XIX wieku funkcjonował w ramach odezw czy książek. Z tą jednak różnicą, że ich elektroniczna forma stanowi element przyciągający i zniekształcający.

Zmienia to powszechny ogląd w rozumieniu skąd się biorą wśród młodych osób terroryści. Przykładowo mechanizm formujący, jaki stał za atakami na maraton w Bostonie łączył się z magazynem Al-Kaidy o tytule "Inspire" (Inspiracja). Stanowi on, zdaniem specjalistów, tak zwany open source jihad. Za tym pojęciem kryje się przyjęcie metody haktywistów - darmowego rozsiewania przy jednoczesnym nakierowaniu na kwestie religijne. Tekst z "Inspire" w rodzaju „Jak zbudujesz bombę w kuchni twojej mamy” z jednej strony pobudzają ciekawość, a jednocześnie dają narzędzia do zabijania.

Badacze jednak zapierają się, że dla części z nich Internet nie ma kluczowego znaczenia. Pomijają, że cytowany "Inspire" jest przekazywany nie w formie wysyłki tradycyjną pocztą, ale przez sieć. Dziś pojęcie radykalizacji ma swą drugą młodość. Stanowi wytrych, za jakim kryje się nic innego, jak zaburzenie moralności oraz osądu. Ujęcie kryminalne zjawiska wskazuje na sieci społecznościowe, związki, relacje środowiskowe. Dla tworzenia zamachowców znaczenie ma jednak przekaz informacji, a także moralne zagubienie.

To ostatnie często łączy się z wcześniejszymi aktami kryminalnymi ale ustalenia Frissena wykraczają poza te sugestie. Ekspozycja na przemoc w sieci zwiększa ryzyko zostania terrorystą. Wskazuje, że podział świata na dobro i zło stanowi klucz do zrozumienia kto posunie się do zamachów. Wchodzący w dorosłość, tak zwani młodzi dorośli chętniej przyswajają treści islamu, jeśli sami nie są moralnie jednoznaczni. Radykalizacja kognitywna, jak ją nazywa Frissen, oznacza odcinanie się od moralności chrześcijańskiej i oceny wedle jej kanonów. Stanowią element przejściowy, jaki jest wymagany do ukształtowania się ekstremum z sieci, osób zdolnych do przekroczenia granic.

Również znamienne jest, że blisko piętnaście procent badanych miało kontakt z grupami dżihadu na Facebooku, dwanaście procent widziało ich fora dyskusyjne, przy dodaniu, że blisko cztery osoby na dziesięć oglądały ucinanie głów, pojawia się zagrożenie. Tworzy się krąg, który napędza sam siebie. Kto ogląda więcej treści dżihadu ten łatwiej ulega tej argumentacji. Krokiem ku temu jest stosowanie szoku. Jednocześnie, co budzi odrazę i ma łatkę zakazanego, zdobywa uznanie w ramach tak zwanych zasięgów, czyli przekazywania sobie linków dalej. Tym samym rodzi się paradoks. Wprowadzenie cenzury stanowi logiczną konsekwencję tych ustaleń jako skutecznego środka zaradczego. Pełne wyzwolenie się od tej drogi wpływu ma tylko osoba, która w ogóle nie korzysta z Internetu, co dla pokoleń jakie wchodzą w dorosłość jest już niemożliwe. Nie poznają innego życia od swych rówieśników. Siedzenie fizycznie obok siebie i rozmawianie przez urządzenia nie jest anegdotą, lecz „normalnością”.

Jacek Skrzypacz