Jak na razie bardzo ważna jest batalia o Sąd Najwyższy, a ściślej mówiąc o obsadzenie wolnego miejsca, które się zwolniło po śmierci 87-letniej Ruth Baden Ginsberg, która była legendą amerykańskiego sądownictwa i ikoną aktywistów proaborcyjnych oraz lewicowo-socjalistycznych. Nominowana była jeszcze za prezydentury Billa Clintona. Stała się tak popularna, że jej zwolennicy tatuowali sobie jej podobiznę. Stała się też bohaterką kreskówek, komiksów i piosenek.

W 2013 r. jako pierwszy członek Sądu Najwyższego udzieliła ślubu dwóm homoseksualistom. Wspierała też lobby LGBT nie tylko w prawie do małżeństw, ale także w staraniach o takie same przywileje podatkowe. Była także zwolenniczką prawa do nieograniczonej aborcji.

W dziewięcioosobowym składzie Sądu Najwyższego była jedną z trzech kobiet. Sąd ten w USA bada zgodność z konstytucją działań władzy ustawodawczej i wykonawczej, ale ma także prawo obalać ustawy przegłosowane przez Kongres. Ma bardzo duży wpływ na kwestie ideologiczne i światopoglądowe. Sędziów do Sądu Najwyższego wybiera prezydent na dożywotnią kadencję. Każdy z nich może zrezygnować z niej i przejść na emeryturę. Kandydat musi zdobyć większość głosów senatorów. Obecnie większość w stuosobowym Senacie ma Partia Republikańska. Jeżeli nawet z różnych powodów doszło by do remisu, to decydujący głos będzie należał do konserwatywnego wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a. Później kandydat zostanie przesłuchany przez senacką komisję ds. sądownictwa. Przesłuchania mają się rozpocząć 12 października.

Obecnie w Sądzie Najwyższym na dziewięciu sędziów, pięciu jest uważanych za konserwatywnych, a czterech za lewicowych. Dlatego tak ważne jest obsadzenie przez Trumpa swojej kandydatki jeszcze przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Trump chce aby Ruth Bader Ginsburg zastąpiła konserwatywna 48-letnia sędzia Amy Coney Barett. Obecnie pracuje ona jako sędzia w Sądzie Apelacyjnym Siódmego Okręgu. W 2017 r. została tam nominowana przez Trumpa. Wcześniej głównie zajmowała się edukacją przyszłych prawników. Była profesorem prawa na Uniwersytecie Norte Dame. Ma siedmioro dzieci i jest zagorzałą katoliczką.

Obecnie prezesem SN jest John Roberts jeszcze z nominacji George`a W. Busha. Z jego nominacji jest jeszcze dwóch sędziów. Dwóch sędziów jest już z nominacji Donalda Trumpa. Lewicowi sędziowie to sędzia pochodzący z nominacji Billa Clintona i dwie kobiety wprowadzone przez Baraka Obamę.

Gdyby Trumpowi udało się szybko wprowadzić swoją kandydatkę, a ma na to 16 dni, to układ sił w SN zmieni się na korzyść konserwatystów na 6:3. Możliwe by było spowolnienie liberalnej rewolucji związanej z LGBT i z prawem aborcji na życzenie. W takim składzie Sąd Najwyższy mógłby obalić wyrok w sprawie Roe vs. Wade, który w 1973 r. zalegalizował w Stanach Zjednoczonych aborcję na życzenie, według którego prawo to daje szczęście kobietom i przyczynia się do ich rozwoju zawodowego.

Trudno się dziwić, że po ogłoszeniu nominacji Barett proaborcyjni aktywiści poczuli się zagrożeni. Są dotąd wspierani przez niezwykle intratny biznes aborcyjny. Partia Demokratyczna na czele z Joe Bidenem dowodzi, że brakujący wakat powinien zostać obsadzony przez nowo wybranego prezydenta. Dają przykład Baraka Obamy, który miał w 2016 r. podobną sytuację i chciał obsadzić swojego sędziego, ale Partia Republikańska zablokowała tę nominację. Tylko, że Obamie zabrakło głosów, aby mu się to udało.

Od 1888 r. żaden Senat w roku wyborczym nie zatwierdził kandydata do Sądu Najwyższego wskazanego przez prezydenta z przeciwnej partii.

Wybór Amy Coney Barett może wpłynąć na przyszłe losy światopoglądowe w Ameryce, a także na wynik wyborów prezydenckich w listopadzie br. Dlatego Republikanie chcą potwierdzić kandydaturę jeszcze przed wyborami. Czasu jest niewiele. Poprzednie nominacje Trumpa czekały 48 i 57 dni. Ale w przeszłości były jeszcze krótsze nominacje. Warren Burger został potwierdzony w 11 dni, a Anthony Kennedy w 14 dni.

Iwona Galińska