Dzięki temu, że istnieje tak duży popyt na znaczeniu wyrastają Chiny. Zbierają one w skumulowanym rocznym wskaźniku wzrostu (CAGR), czyli jak wielki następuje rozrost w ujęciu zysków na poziomie jedenastu i pół procenta. Do 2027 roku rynek wytwarzania dzieci na zamówienie osiągnie 6,6 mld ludzi. Ma to znaczenie w kwestiach etycznych. Na Zachodzie trwają próby wypracowania konwencji regulujących tworzenie ludzi. Gmatwają one obraz zjawiska, bo odcinają się od prawa naturalnego na rzecz ustalania na przykład okresu w jakim człowiek nie jest człowiekiem (od poczęcia nawet do kilku miesięcy). Za pomocą takich manipulacji przesuwają granicę tego, co jest dozwolone. Jednak te regulacje nie mają zastosowania na terenie Państwa Środka.

Rynek związany z in vitro dziś jest wart 17,7 mld USD wedle ustaleń Report Linkera „Globalny przemysł In vitro”. Znamienne jest jednak, co innego - skala przyrostu. W ciągu siedmiu lat osiągnie on pułap 31 mld USD. Udział w tym torcie Stanów Zjednoczonych sięga 4,8 mld USD. W znaczeniu świata zaś mowa tylko o rozroście.

Japonia w ciągu następnych siedmiu lat powiększy rynek dzieci z probówki o 5,8 proc.. Z kolei w Kanadzie mowa o 7,3 proc. wzrostu. Dla porównania w Niemczech obecne trendy wskazują, że dojdzie do powiększenia in vitro o 6,6 CAGR. Nie dziwi zatem, że uzyskanie tylko szczegółowych danych o szczegółach tego biznesu wymaga wyłożenia przeciętnie dwóch tysięcy dolarów.

Zarazem cały proceder ukazuje modyfikacje znaczenia rodziny. Nagle z tej, co jest konieczna do wychowania i posiadania dzieci, przeistacza się ona w dodatek. Proces in vitro dziś rozwinął się w szereg innych dziedzin. Posiada już przemysł maszyn oraz odczynników chemicznych. Z jednej strony kwitnie sprzedaż systemów obrazowania, oddzielania nasienia, mikromanipulatorów, czy pomp. Obok nich zaś mowa o chemii jaka jest używana do kultur potrzebnych do przetwarzania nasienia, koniecznych dla kultur komórek jajowych i krioprzetwarzania. Obok tego dochodzą narzędzia do wykonywania na przykład intracykloplazmowego wstrzyknięcia nasienia, czy chociażby obudowa medyczna potrzebna do tworzenia klinik, a co za tym idzie sal zabiegowych.

Amerykański odpowiednik naszego NFZ, CDC, dolicza się, że po roku prób sześć procent kobiet w USA uległa sztucznemu zapłodnieniu. Przykładowo w 2017 roku na prawie 284,4 tys. przeprowadzonych cykli zapłodnienia, doszło do urodzenia blisko 69 tys. dzieci. Dane za 2018 rok już ukazywały, że w porównaniu z poprzednią dekadą liczba zabiegów in vitro uległa podwojeniu. W skali całego USA 1,7 procenta wszystkich urodzeń jest na zamówienie.

O ile naprotechnologia usuwa niepłodność, in vitro jest tylko metodą połączenia komórki jajowej z plemnikiem. Dzięki odcinaniu się od tego faktu tworzy się otoczkę metody rozwiązywania problemów z bezdzietnością, chociaż osoby poddane temu zabiegowi bez udziału kliniki in vitro nie mają możliwości na poczęcie kolejnych dzieci. Rynek zaś potencjalnie chętnych osób rośnie. Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że przykładowo w Indiach od blisko czterech do niespełna siedemnastu procent par zmaga się z problemami z poczęciem dziecka.

Efektem tego jest, że na świecie urastają na znaczeniu Thermo Fisher Scienticic, Cooper Surgical Fertility, Cook Medical, INVO Bioscience, Irvione Scientefic, Vitrolife, Genea Limited, Oxford Gene Technology jako firmy mające największe znaczenie na świecie. Fakt, że dzieci w trakcie całego procederu są selekcjonowane w duchu eugeniki, czy skazują ludzi na kosztowne rozwiązania, jakie są chwilami motywowane ideologicznie (na przykład dzieci dla związków homoseksualistów) tworzą podwaliny ku sprzedaży ludzi za grube pliki banknotów.

Jacek Skrzypacz