Ze współczuciem i solidarnością obserwujemy zmagania chrześcijańskich Ormian odpierających ataki agresywnych i przeważających sił islamskiego Azerbejdżanu wspieranego przez Turcję i bojowników z Syrii i Afganistanu.  Konfrontacja Ormian  z agresywnym naporem  wrogich innowierców i polskie sprzężenie tematu  staje się osią przemyśleń Nowaczyńskiego, który znajduje kilka istotnych i zbieżnych punktów w historii obu narodów.  Jak zaznacza we wstępie położenie Ormian jest gorsze niż położenie Polski i  patrząc na ówczesne realia  należy im się nawet większa sympatia niż uciskanym  Irlandczykom. Podkreślał, że kiedy wielka, niemal mocarstwowa Armenia po raz pierwszy chyliła się ku upadkowi,  Polskę dopiero się kształtowali pierwsi Piastowie.  To właśnie tamten upadek państwowości armeńskiej  przyczynił się do pojawienia się Ormian na ziemiach polskich, którzy jak podkreśla publicysta stali  się:  solą  ziemi, żywiołem ze wszech miar pożądanym i korzystnym bo nie tylko kulturalnie współtwórczym ale i narodowo najharmonijniej, najzgodniej zasymilowanym.  Ormianie osiadali w miastach, stając się często podstawą polskiego mieszczaństwa. Nowaczyński nie ukrywał swojego żalu z powodu tego że Polskę na masową skalę zasiedlili Żydzi, a nie Ormianie
Sława Kamieńca Podolskiego brała się nie tylko dzięki twierdzy, ale i siły tamtejszych Ormian, określanych przez Nowaczyńskiego z sympatią mianem Armiaszków.  Polskość na Bukowinie umacniali również Ormianie, którzy walczyli również  pod Grunwaldem i Warną.  Nowaczyński swoim kwiecistym językiem podkreślał ich prawość, uczciwość i solidarność – bywali u nas zawsze najsolidniejszym i najlojalniejszym elementem państwowym; obsyłali Sejmy najrozważniejszymi i najuczciwszymi posłami; w służbie dyplomatycznej ze Wschodem, z Portą    Ottomańską oddawali Rzeczypospolitej nieporównane usługi, o czem łatwo przekonać się można. Kroniki nie notują ani jednego zdrajcy renegata, warchoła, zrywacza Sejmów, targowiczanina.


Następnie Nowaczyński podaje przykłady Ormian zasłużonych dla polskiego humanizmu i niepodległości: Szymona Szymonowicza, Grzegorza Piramowicza  współtwórcę KEN, abp. Izaaka Isakowicza, malarzy Augustynowicza i Axentowicza czy galicyjskich polityków Abrahamowicza czy abp. J. Teodorowicza. Szczególną estymą darzył ich Zygmunt Stary i Jan III Sobieski, który według Nowaczyńskiego planował doprowadzić do sojuszu z Ormianami,  celem ostatecznego rozbicia  potęgi Ottomanów.  Jak podkreślał -  Ormianie nasi są tym idealnym elementem napływowym, z którym symbioza polska udawała się od wieków znakomicie. Wybitny endecki publicysta zauważa, że tak jak ówczesna Polska znajdowała się pod trzema zaborami tak i Armenia  była rozebrana między Turcją, Rosją a Persją. Nowaczyński pozytywnie odbiera  opieranie  się Ormian o Rosję, bo jak podkreśla życie Armeńczyków pod panowaniem tureckim było jedną wielką księgą martyrologii. Warto podkreślić, że pisał tak już na rok przed początkiem masowej ludobójczej zbrodni  dokonanej na Ormianach przez Turków. Nowaczyński nie szczędzi słów krytyki pod adresem Turków – marnotrawnych, gnuśnych, kłótliwych, wojowniczych, nieoględnych a seksualnie rozbujanych – określał ich również mianem XVII wiecznych Prusaków. Na wschodniej flance to właśnie Polacy i Ormianie stanowili przedmurze chrześcijaństwa.


Nowaczyński zauważa, że wobec fatalnego położenia geopolitycznego na nic się zdało posiadanie przez Ormian jednej z najstarszych kultur, bogatej literatury, własnego alfabetu i ciekawej architektury. Dopiero wyparcie z ziem ormiańskich Turków i Persów przez Rosjan w XIX w. spowodowało, że Ormianie zaczęli wracać w swoje ojczyste strony. Równolegle z każdą kolejną dekadą prowadzili coraz doskonalszą akcję propagandową na rzecz uświadomienia światu swojego położenia. Robili to w sposób dokładnie przemyślany, zaplanowany i co istotne byli w tym skuteczni, dlatego Nowaczyński przedstawił  ich w swoim szkicu za wzór dla Polaków.  Wzór tego, w jaki sposób prowadzić dyplomację na poziomie światowym. Komplementował ormiański solidaryzm narodowy, fascynowała go jego żywotność na tle dziejów świata i innych narodów, które w dużo bardziej dla siebie sprzyjających warunkach przestawały istnieć. O przewadze Ormian na tym polu miał decydować wysoki iloraz inteligencji i silny duch. Ormianie wykorzystują każdą nadarzającą się okazję do konsolidacji sił i środków dla odbudowy swojej państwowości.


Nowaczyński swoim artykułem oddał  szacunek zarówno potędze i sile ducha  narodu ormiańskiego jako takiego, jak i w doskonały sposób skwitował ogrom zasług narodu ormiańskiego wobec Rzeczypospolitej. Podobieństwo doświadczeń historycznych,   silne utożsamianie się obu narodów z religią chrześcijańską i determinacja w poszukiwaniu drogi do odzyskania niepodległości, zbliżają oba nasze narody. Dziś w zdecydowanie gorszym położeniu jest Armenia, która potrzebuje naszego wsparcia, pamiętajmy więc, że przez wieki to oni pomagali nam.

Arkadiusz Miksa

Autor dziękuje Muzeum Tradycji Ruchu Narodowego za udostępnienie egzemplarza ww. książki A. Nowaczyńskiego, która stała się podstawą niniejszego opracowania.