Minister zdrowia Adam Niedzielki mówi o „bezpieczeństwie prawnym” dla lekarzy. Wcześniej PiS domagał się tego samego dla urzędników. Wszystko ponoć z powodu Covida. Powstaje jednak pytanie, dlaczego ktokolwiek ma być zwolniony z ponoszenia odpowiedzialności, nawet z powodu epidemii. Urzędnicy i lekarze powinni być gotowi na wszystko. Ci drudzy w sytuacji epidemii powinni zachować jeszcze dalej idącą ostrożność niż zazwyczaj. Jest tak tym bardziej, że sami lekarze przyznają, że wciąż stosunkowo niewiele wiadomo o Covid-19 i o sposobach jego leczenia. Niektórzy uważają, że PiS zabezpiecza się przed tym, co już dzieje się we Włoszech, to znaczy przed masowymi pozwami rodzin o wybranie złego leczenia dla ich zmarłych. Statystyki mówią, że większość chorych podłączonych do respiratorów umarła – respiratory to urządzenia, które powinny być stosowane w ostateczności, bo przejmując proces oddychania za pacjenta znacznie go osłabiają, a dziś są częstym środkiem leczenia koronawirusa. 


    W uzasadnianiu do ustawy wprost przyznano, że chodzi o zabezpieczenie lekarzy, którzy dopiero robią specjalizację albo mają specjalizację w danej dziedzinie. Mówiąc wprost: rząd chce by leczyli nas ludzie nieprzygotowani do tego, dlatego już teraz zwalnia ich z odpowiedzialności karnej za błędy medyczne, które na pewno się pojawią. W dodatku ustawa covidowa otwiera drzwi dla lekarzy spoza UE. Nie oczekujmy jednak, że przyjadą do nas najlepsi z najlepszych. Należy się spodziewać raczej czegoś wręcz odwrotnego: ci, którzy nie zostali przyjęci w krajach zachodnich, zjadą do nas z republik, gdzie wykształcenie medyczne jest na żenująco niskim poziomie. Ci też będą popełniać błąd na błędzie, ale nie poniosą za to żadnej odpowiedzialności. W dodatku ustawa łagodzi wymagania dotyczące zakładania szpitali tymczasowych. Oficjalnie, wszystko z powodu pośpiechu, ale efekt jest łatwy do przewidzenia. Będzie nim oddawanie do użytku placówek niegotowych do przyjmowania chorych, co będzie jeszcze potęgować zaniedbania medyczne i możliwe błędy.


    Jest jeszcze jednak jedno poważne zagrożenie, o którym minister zdrowia nie wspomina. Skoro Covid-19 jest wciąż nieprzebadany, a w związku z nim wszystkie środki do walki z nim dyskusyjne, lekarze mogą poczuć pokusę, aby eksperymentować. Wraz z nimi taką pokusę mogą poczuć korporacje medyczne, które pod pozorem nowych metod walki z koronawirusem, będą po prostu testować bezkarnie nowe leki na pacjentach. Może się okazać, że jest to dla nich niesamowita okazja, aby legalnie, kosztem pacjentów, wypróbować środki, których normalnie nie mieliby prawa zastosować. W ten sposób znacznie przyspieszą testy swoich leków i wprowadzą je szybciej do obrotu. Pytanie, czy rząd jest tego świadom i cokolwiek zrobił, aby się przed tym zabezpieczyć. Nic na to nie wskazuje.


    100% dodatek do walki z epidemią spowoduje, że każdy będzie chciał pracować z covidowcami, a w interesie służby zdrowia będzie przedłużanie obostrzeń i okresu walki z pandemią. Już teraz Stadion Narodowy, na którym tworzony jest tymczasowy szpital, zamieścił kuriozalne ogłoszenie o pracy: „Dołącz do nas! Oferujemy pracę w pierwszym tymczasowym szpitalu dla chorych zakażonych koronawirusem w Warszawie. Tworzymy zespół, który pokaże, że pandemię da się pokonać profesjonalizmem i solidarnością! (…) Oferujemy dobre warunki pracy, możliwość rozwoju zawodowego i przyjazną atmosferę”.
    Powstaje pytanie, czy mamy jeszcze do czynienia z walką z pandemią na pierwszej linii frontu, czy atrakcyjną pracę, płatną w 200% i w dodatku zwolnioną z wszelkiej odpowiedzialności.