- To może być wysłanie całej oświaty na naukę zdalną czy zakaz poruszania się poza dojazdem do pracy - powiedział gazecie jeden z rozmówców. 

Rzekomo decyzja ma zależeć od tego, czy staną się widoczne efekty obecnego nieformalnego lockdownu, tj. poszerzeń czerwonych stref na cały kraj, odesłanie młodzieży na lekcje zdalne oraz wyłączenia części branż.

- Sprawa jest dla rządu o tyle paląca, że w przyszły weekend wypada Wszystkich Świętych, Polacy ruszą więc na cmentarze - czytamy na gazetaprawna.pl.

- Mamy wzrost wykładniczy, spodziewamy się średnio ponad 20 tys. nowych przypadków dziennie w tym tygodniu - mówi osoba z rządu i dodaje, że jeśli tempo wzrostu się nie zmniejszy, premier ogłosi nowe obostrzenia.

- To może być wysłanie reszty szkół na naukę zdalną, zakaz przemieszczania się poza dojazdem do pracy - mówi rozmówca gazety proszący o anonimowość. - Jak do piątku koronawirus nie zwolni, można się szykować na pełny lockdown - podkreśla inny.

- Już piątkowe decyzje pokazują, że rząd poszedł dalej niż zamierzał pierwotnie. Wcześniej była mowa o skróceniu prac barów i restauracji czy wysłaniu na naukę zdalną klas 6–8 w podstawówkach. Ostatecznie restauracje mogą sprzedawać tylko na wynos przez dwa tygodnie (z możliwością przedłużenia), seniorzy mają zakaz wychodzenia z domu poza określonymi sytuacjami, a młodzież i dzieci do lat 16 nie mogą sami przebywać poza domem w godzinach 8–16 (wyjątek: droga do i z szkoły). Do tego zamknięto sanatoria, a w przestrzeni publicznej nie może się spotykać więcej niż 5 osób spoza gospodarstwa domowego - podaje "Gazeta Prawna".

Warto podkreślić, że "logika" planu jest sprzeczna z rozsądkiem. Gdyby obostrzenia zadziałały, należałoby wówczas je podtrzymać lub wzmocnić. Na podstawie poprzednich doświadczeń jednak można zakładać, że efektów nie będzie. W związku z tym utrzymywanie i wprowadzanie nowych restrykcji jest bezsensowne, ponieważ nie przyniesie żadnych efektów.