– Na COVID-19 mamy do tej pory 100 tysięcy zachorowań. Kiedy chory na grypę umiera, nie piszemy, że umarł na grypę, tylko, że umarł z powodu niewydolności krążeniowej, zapalenia płuc – wpisujemy różne rozpoznania, ale generalnie nie wpisuje się grypy jako przyczyny śmierci – przypomniał ekspert.

Jak mówił, poważne choroby przewlekłe – takie jak cukrzyca czy niewydolność nerek – zawsze niosą ze sobą większe ryzyko.

– Są nawet takie piękne badania i to polskie, z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z których wynika, że ryzyko udaru mózgu u osób chorujących na grypę wzrasta osiem razy, a udar potem zabija, podobnie z zawałem serca – ryzyko w grypie rośnie 10 razy i też się umiera, ale na zawał – wyjaśniał.

W przypadku koronawirusa jest jednak inaczej. Zamiast innych chorób to właśnie on widnieje często na akcie zgonu. – Jeśli (koronawirus) atakuje osobę z chorobami przewlekłymi i jeśli taka osoba umrze, a miała wynik dodatni, to wpisuje się, że umarła na COVID-19 – mówił. Jednocześnie lekarz zaznaczył, że pozytywny wynik testu nie oznacza, że ktoś musi chorować przez tego wirusa.

– Mamy ludzi, którzy mają w nosie i gardle wirusa SARS-COV2 i nie wywołuje u nich choroby. Problem oczywiście, że inni się od nich zarażą. Powiem tak: dopóki 60, 70 procent społeczeństwa nie zetknie się z tym wirusem, to będziemy mieli to, co mamy i tyle – ocenił prof. Kuna.

Zdaniem lekarza, media napędza obsesyjne lansowanie epidemii koronawirusa. – Zatraciliśmy jakikolwiek rozsądek. Rozmawiałem z dziennikarzem jednej z wiodących stacji telewizyjnych, który prowadzi programy informacyjne, mówił mi o ogromnym wzroście oglądalności programów – mówił.

Ponadto ekspert wskazał, że charakterystyka działania COVID-19 nie jest dla lekarzy niczym nowym. SARS-CoV-2 wywołuje bowiem u niektórych pacjentów zapalenie płuc o charakterze wirusowym – podobnie jak np. wirus grypy czy RSV.

– Nie jest to coś wyjątkowego dla medycyny, mamy z takimi rzeczami do czynienia od dawna, tyle, że ten wirus jest nowy, wcześniej nie był zidentyfikowany, ale zmiany, jakie wywołuje nie są, z punktu widzenia medycznego, czymś nowym – mówił.

Jak dodał, na początku lat 70. XX w. opisywano dokładnie tę samą chorobę i te same koronawirusy. – Tylko, kto pamięta, co było w podręcznikach sprzed 50 lat. Perspektywa, że zostaną jakieś trwałe zmiany w płucach po przejściu SARS-COV2 jest według obecnej wiedzy mało prawdopodobna – wskazał prof. Kuna.

– Poza tym, jeśli ktoś przechoruje gronkowcowe zapalenie płuc lub zapalenie płuc pneumokokowe, czy zapalenie płuc grypowe, też ma zmiany w płucach, które się utrzymują do roku czasu. Jeszcze raz mówię: nic nowego, to jest zwykłe, wirusowe zapalenie płuc – podsumował.