W Niemczech nieustannie trwa debata odnośnie restrykcji wprowadzanych z powodu trwającej pandemii. Rząd zastanawia się nad nakładaniem kolejnych obostrzeń na poziomie federalnym. Zdanie niemieckiego społeczeństwa jest w tej kwestii mocno podzielone. Część obywateli uważa, że należy ograniczyć swobodny obywatelskie oraz zadbać o bezpieczeństwo kosztem gospodarki. Inni sądzą jednak, że restrykcje mogą okazać się gorsze od samej pandemii.


W środę doszło więc do kolejnego protestu, tym razem w samej stolicy. Kilkanaście tysięcy osób manifestowało swoje niezadowolenie związane z uciążliwymi obostrzeniami. Tłum zebrał się dookoła barierek niemieckiego parlamentu. Policja zabezpieczyła wcześniej budynek, domyślając się, że właśnie w tym miejscu mogą chcieć zebrać się protestujący. W rzeczy samej, to właśnie tam przybyła największa grupa. Inne zorganizowały się przy Bramie Brandenburskiej oraz innych punktach Berlina.


Ponieważ do tego typu protestów dochodzi u naszych zachodnich sąsiadów regularnie, rząd winą obarcza tamtejszą skrajną prawicę. Zdaniem samych protestujących nie jest to jednak prawda. Uważają oni, że manifestacje są apolityczne i każdy może (a nawet powinien) wziąć w nich udział. Agencja AP przyznała, że na protestach jest wiele rodzin z dziećmi a także osób zaangażowanych w skrajnie różnych opcjach politycznych.


Manifestujący obawiają się dalszego zaostrzania restrykcji, stąd trwające protesty. Policji nie podoba się to, że uczestnicy wydarzeń nie mają na sobie maseczek, nie przestrzegają również bezpiecznego dystansu. W pewnym momencie protestów funkcjonariusze zdecydowali się na użycie armatek wodnych. Tłum nie pozostał na to obojętny i „odwdzięczył się” rzucając w policjantów race oraz petardy.


Niemieccy protestujący nie boją się mówić o „koronaterrorze” rządu. W ich mniemaniu pod przykrywką pandemii obóz władzy próbuje przepychać niekorzystne dla obywateli ustawy.


Do tego typu manifestacji dochodzi nie tylko w Niemczech. W ostatnich dniach ogromnych rozmiarów protesty odbywały się także w Danii czy na Słowacji. Tam również policja zdecydowała się na użycie siły.


Jak informowaliśmy ostatnio, w Polsce coraz więcej osób podejmuje decyzję o nie szczepieniu się na koronawirusa, gdy szczepionka trafi do oficjalnego obiegu. Można odnieść wrażenie, że duża grupa ludzi, która ciągle się zwiększa, zaczyna powątpiewać w dobre intencje rządzących. Przypomnijmy, że nawet sam (były) minister zdrowia Łukasz Szumowski podczas rozmowy w radiu RMF FM śmiał się, mówiąc, że maseczki nie pomagają i nie ma pojęcia, dlaczego ludzie je zakładają. Tymczasem niedługo po tej wypowiedzi maseczki były już obowiązkowe w sklepach i komunikacji publicznej.
Jak widać nie tylko Polakom nie podobają się wprowadzane przez rządy obostrzenia.
Źródło: Deutsche Welle, RMF FM