Dzień króla Juliana

To jest bardzo ważny dzień, a w zasadzie trzydniowy weekend, takie święto wszystkich świąt zakupowych. Taka wcześniejsza, listopadowa Gwiazdka, a może nawet Dzień Króla Juliana (z Pingwinów z Madagaskaru), czy Dzień Pieszego Pasażera (z komedii Barei). Tak więc wszyscy zapierdzielać grzecznie do sklepów i wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze na zbędne rzeczy, których i tak do niczego nie potrzebujecie. Które nigdy wam się nie przydadzą, ale przydadzą się parę razy w życiu.

Okazja goni okazję

„Czarny piątek” w naszym kraju to niestety jeszcze większe dziadostwo i rąbanie frajerstwa po kieszeni, niż na Zachodzie. Tam faktycznie są obniżki, tutaj „obniżki” w zagranicznych sklepach w naszym kraju polegają na tym, że najpierw po cichu tydzień, dwa wcześniej na maksymalnym wywindowaniu cen, a potem z hukiem ogłoszenie, że teraz obniżamy o całe 10 procent! Choć podnieśliśmy wcześniej o 20-25 procent! Stąd rozliczne okazje niesamowite, na przecenionym z 399 zł na całe 388 zł, czy modne spodnie z dziurami (już nawet nie na kolanach, czy zadku, ale z dziurami za dziurach, a przy ich produkcji za pomocą rączek malutkich dzieciątek w Bangladeszu użyto niewiele więcej materiału, niż do uszycia stringów na szynki amerykańskiej Murzynki – czasami trochę mniej materiału), które kosztują tylko 1029 zł, ale przy „murzyńskim piątku” są przecenione do 989 zł! I tak cztery wyciskarki (zgniatacze) do czosnku można już kupić w cenie trzech. Natomiast okazyjnie nabyta kiecka po pierwszym praniu będzie miała rozmiar pampersa dla niemowlaka. I to takiego maksymalnie miesięcznego. Bo tak się skurczyła, jak obietnice polityka po wygranych przez niego wyborach. Co więcej ta szmata nazywana bluzką, za którą tydzień temu zapłacilibyście 180 złotych możecie kupić już za jedyne 240 złotych. A to i tak to jest wyjątkowa okazja bo ten zakup jest z 65 procentową bonifikatą! I jest super! Jesteśmy Trzecim Światem także pod względem zakupowym. Najlepiej ilustruje to przypadek, który podał jeden z moich znajomych, kilka lat temu, gdy szaleństwo murzyńskiego piątku nie było jeszcze u nas tak rozpowszechnione. I trzeba było do niego zachęcać „wyjątkowymi promocjami”„Dziś znalazłem zegarek w promocji minus 60 procent za 4200 PLN (czyli normalnie kosztowałby 11 000 złotych). W USA ten sam jest za 600 USD. Nie wiedziałem, że kurs dolara jest tak wysoki” - podsumował kolega.

Cóż to tylko w przeliczeniu na nasze jakieś 7 złotych za dolara, przy rynkowej cenie 4 złote. A gdyby nie ta śmiała przecena i ucięcie 60 procent to byłoby jakieś 17,5 dolara za złotówkę! Kurs tak atrakcyjny i z takich przebiciem, że nawet ceny amerykańskiego gazu i Ef-ów 22, czy francuskich Caracali zaczynają się wydawać nawet nie takie złodziejskie, tylko normalne.

Wydarzenie społeczne

Równie ważne, co cele zakupowe są interakcje społeczne Black Friday'a. Wiąże się z tym kilka dość istotnych zasad. Najważniejsza jest jedna – bądź porządnym człowiekiem i nagrywaj bójki tylko telefonem o odpowiedniej rozdzielczości obrazu i poziomo. Pionowo dużo tracą później na youtube na swojej atrakcyjności. Potem przykładowo nie widać na przykład koloru rozdartej szmaty (pardon sukienki) rozszarpanej przez dwie grube baby, z których żadna i tak by jej nie wcisnęła na swój zadek w rozmiarze XXXL. Ale instynkt łowczyni był silniejszy.

Wielodniowe święto komerchy

Musimy pamiętać o jednym - „Czarnym piątek” jest tylko po to, żeby wyczyścić nasze portfele i konta lepiej, niż rejonowy komornik sądowy. A przecież trzeba mu przyznać, że się chłopina wyjątkowo stara. Ba nawet bardziej (choć wydaje się to niemożliwe), niż komornik skarbowy. A to jest taki NKWD-zista Krajowej Administracji Skarbowej, który (jak głosi legenda) potrafi zmusić zmarłego do płaczu i wycisnąć krew z kamienia. Trzymajcie więc portfele tak blisko przy sobie, jakbyście weszli do cygańskiej osady na Słowacji. Ponieważ inaczej go stracicie. Na głupoty. Co ja , jako najgorsza zakupowa kutwa, oglądająca każdą złotówkę po dziesięć razy przed wydaniem z serca wam radzę.

Piotr Stępień